Tak, proszę Państwa.
Jestem nudziarą!
I wcale mi nie chodzi o książkę Moniki Szwai „Jestem nudziarą”.
Chodzi o mnie .
Bo dzisiaj zostałam oficjalnie zdiagnozowana .
Na Union Square.
Na Manhattanie.
Przy odbiorze urodzinowej kawy.
Czytaj dalej
Tak, proszę Państwa.
Jestem nudziarą!
I wcale mi nie chodzi o książkę Moniki Szwai „Jestem nudziarą”.
Chodzi o mnie .
Bo dzisiaj zostałam oficjalnie zdiagnozowana .
Na Union Square.
Na Manhattanie.
Przy odbiorze urodzinowej kawy.
Czytaj dalejW natłoku tej całej codzienności zapomniałam napisać o czymś ważnym.
A no oczywiście zrobiłam kolejną mammografię i USG cycków.
Ale zanim to zrobiłam, dostałam sporo bardzo ciekawych wiadomości.
Żebym ABSOLUTNIE tego nie robiła.
Pod żadnym pozorem.
Bo to dziadostwo podobno spowoduje, że będę miała raka.
Tak, kochani.
Takie oto wiadomości dostałam.
Czytaj dalejZaczął mi się tydzień pełen życzeń. No bo przecież tydzień zaczyna się w niedzielę, prawda? A Bóg najwyraźniej postanowił mi tych pięknych słów nie żałować, bo w poniedziałek dostałam kolejne.
I czy zrobiło mi się miło?
O matko i córko… Serce mi tańczyło z radości! ❤️
Bo wiecie, jak to jest, kiedy ktoś pisze do was słowa, które otulają jak ciepły koc? Kiedy ktoś mówi, że dokłada tylko małą stokrotkę do bukietu życzeń, który już dostałyście?
Tylko małą stokrotkę…
Czytaj dalejPomiędzy trzecią a czwartą nad ranem zaczął padać deszcz.
Nie wiem dokładnie, o której. Moje oczy były jeszcze pogrążone we śnie, a głowa bardzo chciała udawać, że niczego nie słyszy.
Ale ja słyszę.
Okna miałam otwarte, bo nie lubię spać przy włączonym chłodzeniu. Lubię świeże powietrze wpadające do mieszkania, nawet jeśli czasami razem z nim wpada pół New Yorku, deszcz i wszystkie odgłosy świata.
Krople zaczęły rytmicznie uderzać o przykryty rower. Wiatr szarpał pokrowcem, jakby koniecznie chciał sprawdzić, czy dobrze go przymocowaliśmy.
No i jak tu spać?
Czytaj dalejI podobno od samego początku było wiadomo, że ze mną spokojnie nie będzie.
Dawałam rodzicom w kość, chodziłam własnymi drogami, miałam swoje zdanie i tysiąc pytań na minutę. Do tego mańkut, którego mimo prób nikomu nie udało się „przerobić”.
Buntowniczka.
Trochę rewolucjonistka.
Czytaj dalejCiemno. Cisza. Wszyscy śpią.
Otwieram oczy.
Mąż grzecznie pochrapuje.
Młody w nocy przywędrował do nas i śpi pośrodku, wtulony, jakby własnego łóżka w ogóle nie posiadał.
Leżę sobie z otwartymi oczami i dziękuję Bogu.
Za co?
ZA PEŁNY TYDZIEŃ SZKOŁY.
Czytaj dalejNo dobra. Miało być pięknie.
Rano ogłosiłam wszem i wobec, że sprawdzam, czy człowiek z gatunku Homo sapiens przeżuwaczus jest w stanie przeżyć jeden dzień bez ciągłego mielenia paszczą.
Otóż mam już wyniki tego niezwykle poważnego eksperymentu naukowego.
NIE JEST….
Czytaj dalejNaprawdę. Chciałabym sprawdzić, czy uda mi się pościć chociaż jeden dzień, bo czasami mam wrażenie, że jestem jak ta krowa, która ciągle coś miele.
Zauważyłam, że ja często wcale nie jem dlatego, że jestem głodna. Ja po prostu LUBIĘ PRZEŻUWAĆ. Jestem tego nauczona wręcz perfekcyjnie. Moja żuchwa najwyraźniej uważa, że została stworzona do pracy ciągłej i nie przysługują jej ani urlopy, ani dni wolne.
Jajko. Jabłko. Kawałek sera. Orzeszek. Coś tam niby low carb… ale ZAWSZE COŚ.
I zaczęłam się zastanawiać: kobieto, czy ty w ogóle potrafisz przez chwilę NIE JEŚĆ?
No więc dzisiaj się przekonamy.
Dziś jest TEN DZIEŃ.
Czytaj dalejPech? Zrządzenie losu? A może New York po prostu postanowił dziś sprawdzić moją cierpliwość?
Nie dość, że przez metro spóźniłam się prawie godzinę, to jeszcze wsiadłam do pociągu i zamiast jechać w dół Manhattanu… pojechałam sobie pięknie w górę.
BRUHHHH!
Czytaj dalejNew York. Miasto, które podobno nigdy nie śpi. I chyba wiem dlaczego bo czasami stoi się w pociągu i czeka, aż naprawią sygnalizację.
Dzisiaj klasyczna nowojorska codzienność. Patrzę, a tu jeden pociąg za drugim. Wagoniki ustawione grzecznie w kolejce, jeden za drugim.
Sygnalizacja nie pracuje jak trzeba, więc wszystko stoi. A w środku? Tłum ludzi. Ktoś jedzie do pracy, ktoś do szkoły, ktoś pewnie ma spotkanie za dziesięć minut, ktoś nerwowo zerka na zegarek, ktoś już dawno pogodził się z losem, a jeszcze inny klnie pod nosem i drepta z miejsca w miejsce.
I ja też mam jechać.
Ale patrzę na to wszystko i mówię: nie, dziękuję. Ja sobie postoję tutaj.
Czytaj dalej