Mała stokrotka do bukietu

Zaczął mi się tydzień pełen życzeń. No bo przecież tydzień zaczyna się w niedzielę, prawda? A Bóg najwyraźniej postanowił mi tych pięknych słów nie żałować, bo w poniedziałek dostałam kolejne.

I czy zrobiło mi się miło?

O matko i córko… Serce mi tańczyło z radości! ❤️

Bo wiecie, jak to jest, kiedy ktoś pisze do was słowa, które otulają jak ciepły koc? Kiedy ktoś mówi, że dokłada tylko małą stokrotkę do bukietu życzeń, który już dostałyście?

Tylko małą stokrotkę…

Czytaj dalej

Kolekcjonerka słów

Pomiędzy trzecią a czwartą nad ranem zaczął padać deszcz.

Nie wiem dokładnie, o której. Moje oczy były jeszcze pogrążone we śnie, a głowa bardzo chciała udawać, że niczego nie słyszy.

Ale ja słyszę.

Okna miałam otwarte, bo nie lubię spać przy włączonym chłodzeniu. Lubię świeże powietrze wpadające do mieszkania, nawet jeśli czasami razem z nim wpada pół New Yorku, deszcz i wszystkie odgłosy świata.

Krople zaczęły rytmicznie uderzać o przykryty rower. Wiatr szarpał pokrowcem, jakby koniecznie chciał sprawdzić, czy dobrze go przymocowaliśmy.

No i jak tu spać?

Czytaj dalej

Dziś robię sobie DZIEŃ BEZ ŻARCIA. 

Naprawdę. Chciałabym sprawdzić, czy uda mi się pościć chociaż jeden dzień, bo czasami mam wrażenie, że jestem jak ta krowa, która ciągle coś miele. 

Zauważyłam, że ja często wcale nie jem dlatego, że jestem głodna. Ja po prostu LUBIĘ PRZEŻUWAĆ. Jestem tego nauczona wręcz perfekcyjnie. Moja żuchwa najwyraźniej uważa, że została stworzona do pracy ciągłej i nie przysługują jej ani urlopy, ani dni wolne. 

Jajko. Jabłko. Kawałek sera. Orzeszek. Coś tam niby low carb… ale ZAWSZE COŚ.

I zaczęłam się zastanawiać: kobieto, czy ty w ogóle potrafisz przez chwilę NIE JEŚĆ?

No więc dzisiaj się przekonamy. 

Dziś jest TEN DZIEŃ.

Czytaj dalej

Nowojorska codzienność, czyli… traffic nie tylko na ulicach

New York. Miasto, które podobno nigdy nie śpi. I chyba wiem dlaczego bo czasami stoi się w pociągu i czeka, aż naprawią sygnalizację. 

Dzisiaj klasyczna nowojorska codzienność. Patrzę, a tu jeden pociąg za drugim. Wagoniki ustawione grzecznie w kolejce, jeden za drugim.

Sygnalizacja nie pracuje jak trzeba, więc wszystko stoi. A w środku? Tłum ludzi. Ktoś jedzie do pracy, ktoś do szkoły, ktoś pewnie ma spotkanie za dziesięć minut, ktoś nerwowo zerka na zegarek, ktoś już dawno pogodził się z losem, a jeszcze inny klnie pod nosem i drepta z miejsca w miejsce. 

I ja też mam jechać.

Ale patrzę na to wszystko i mówię: nie, dziękuję. Ja sobie postoję tutaj.

Czytaj dalej