Nie wiem jak Wy… ale ja naprawdę zaczynam się bać.
I pierwszy raz od dawna to nie jest taki zwykły niepokój, tylko coś głębszego… coś, co siedzi z tyłu głowy i nie daje spokoju.
Patrzę na to, co się dzieje na świecie i mam wrażenie, że wszystko zaczyna iść w kierunku, którego do końca nie rozumiem, ale który mnie zwyczajnie przeraża. Decyzje ludzi u władzy, takich jak Donald Trump, to już nie są tylko polityczne tematy gdzieś tam wysoko .
To są rzeczy, które realnie wpływają na nasze życie. Na nasze bezpieczeństwo. Na przyszłość naszych dzieci.
I widać to nawet w codziennym życiu…
Jedzenie drożeje z tygodnia na tydzień. Jedziemy na większe zakupy i co chwilę coś jest droższe jak nie mleko, to jajka. Jak nie jajka, to mięso. Jak nie mięso, to warzywa.
Zawsze coś idzie w górę. Zawsze o kilka dolarów więcej.
Nie wspominając już o benzynie…
Słyszy się o napięciach między krajami, o działaniach wobec innych państw, o różnych decyzjach, które uderzają w zwykłych ludzi… i człowiek zaczyna się zastanawiać: gdzie jest granica?
Dziś usłyszałam w wiadomościach o sytuacji na Kubie ,że ludzie są odcinani od prądu, że całe miejsca zostają bez energii… i człowiek się zatrzymuje i myśli jak to w ogóle jest możliwe w dzisiejszych czasach?
Historia już pokazała, jak to wygląda.
To nie zaczyna się od wojny.
To zaczyna się od małych kroków. Od decyzji. Od napięć. Od słów, które z czasem przeradzają się w coś dużo poważniejszego.
I właśnie to mnie przeraża najbardziej ta niepewność.
To, że nikt z nas tak naprawdę nie wie, co będzie dalej.
Ja naprawdę zaczynam się bać o przyszłość.
Nie swoją tylko naszych dzieci.
O to, w jakim świecie będą dorastać. Czy będą mogły żyć spokojnie… czy będą musiały mierzyć się z czymś, czego my nawet nie chcemy sobie wyobrażać.
Czy może dojść do czegoś większego?
Do konfliktu, który wymknie się spod kontroli?
Do sytuacji jak na Ukrainie?
Nie wiem.
I chyba właśnie to jest najgorsze ta niewiedza.
Złapałam się też na tym, że zaczynam myśleć…
czy to ma sens tutaj być?
Czy nie lepiej wrócić do Polski? Do miejsca bliższego, bardziej znanego, gdzie człowiek czuje się chociaż trochę „u siebie”.
Piszę szczerze, co czuję.
Bo mam wrażenie, że wiele osób czuje to samo tylko nie każdy mówi to na głos.
Z jednej strony strach.
Z drugiej próba życia normalnie. Tak jakby wszystko było okej… chociaż w środku czujemy, że coś się zmienia.
Może najważniejsze teraz to nie dać się całkowicie temu strachowi.
Być świadomym, patrzeć, słuchać ale nie podejmować decyzji tylko pod wpływem emocji.
Ale jedno czuję bardzo mocno
coś się dzieje.
I coraz więcej osób to czuje.
A ty , co sądzisz o tej całej sytuacji na świecie ?Hmmmm…
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.