Nowojorska codzienność, czyli… traffic nie tylko na ulicach

New York. Miasto, które podobno nigdy nie śpi. I chyba wiem dlaczego bo czasami stoi się w pociągu i czeka, aż naprawią sygnalizację. 

Dzisiaj klasyczna nowojorska codzienność. Patrzę, a tu jeden pociąg za drugim. Wagoniki ustawione grzecznie w kolejce, jeden za drugim.

Sygnalizacja nie pracuje jak trzeba, więc wszystko stoi. A w środku? Tłum ludzi. Ktoś jedzie do pracy, ktoś do szkoły, ktoś pewnie ma spotkanie za dziesięć minut, ktoś nerwowo zerka na zegarek, ktoś już dawno pogodził się z losem, a jeszcze inny klnie pod nosem i drepta z miejsca w miejsce. 

I ja też mam jechać.

Ale patrzę na to wszystko i mówię: nie, dziękuję. Ja sobie postoję tutaj.

Czytaj dalej

Fish oil

Od dwóch dni próbuję uwolnić moje mieszkanie od zapachu.

Jakiego?

Ryby.

Nie, nie smażyłam ryby.

Nie robiłam śledzi.

Nie otwierałam puszki szprotek.

Ba! W moim domu nawet żadnej ryby tego dnia NIE BYŁO.

A jednak od niedzielnego wieczoru moje mieszkanie pachnie tak, jakby ktoś w salonie uruchomił nielegalną przetwórnię dorsza.

Wchodzę do domu — RYBA.

Czytaj dalej

Mickiewicz wygrał z żelazkiem

Stoję przy desce do prasowania. Czasem włączam sobie muzykę, a ostatnio nadrabiam filmy. Żelazko w ręku tańcuje po koszulach i spodniach mojego syna, a moja głowa ma w tym czasie rozrywkę. Należy się przecież matce, a jak! 

Tym razem miałam obejrzeć teatr „Król Maciuś Pierwszy” z zacnym gronem aktorów Janem Fryczem, Danutą Stenką i Tomaszem Kotem, których bardzo lubię. Reszty obsady nie pamiętam, ale zapowiadało się naprawdę dobrze.

I nie wiem, jak to się stało.

Coś mi się przełączyło, coś kliknęłam i… wylądowałam przy filmie „Piep*zyć Mickiewicza”.

No i tyle było z prasowania. 

Czytaj dalej

No i poszedł… mój pierwszoklasista ❤️

Bozszz, ile można mieć ekscytacji w jednym małym człowieku?!

Od końca wakacji szkoła była właściwie tematem numer jeden. Kto będzie jego panią? Kto będzie w klasie? Czy będą koledzy z zeszłego roku? Co będą robić? Czego się będą uczyć? I oczywiście milion planów na życie, bo mój syn ostatnio planuje, rozmyśla, analizuje i snuje takie opowieści, że ja czasem tylko siedzę i słucham.

I chłonę.

Bo wiem, że kiedyś będę tęsknić właśnie za tym. Za tym potokiem słów, za tymi wielkimi planami małego człowieka i za jego przekonaniem, że świat stoi przed nim otworem.

Wczoraj zaprowadziłam go pod szkołę.

Rozglądał się. Obserwował. Szukał swojej klasy. Wszystko go interesowało. Patrzę na niego i pytam:

– Jak się czujesz?

– Fantastycznie!

No i co ja mam więcej pytać?! 

Czytaj dalej

No i się zaczęło!!!

Ja naprawdę nie wiem, kto wymyślił, że Nowy Rok przypada 1 stycznia. Przecież prawdziwy Nowy Rok zaczyna się W PIERWSZY DZIEŃ SZKOŁY!

To właśnie wtedy rodzice powinni otwierać szampana, składać sobie życzenia, ściskać się ze łzami w oczach i mówić:

– Przetrwaliśmy wakacje! Dożyliśmy! 

Czytaj dalej

Dzisiaj rozmyślam…

Dzisiaj przeczytałam, że zmarła młoda osoba. Glejak.

I wiecie co? Ja pierdziu… ta choroba naprawdę mnie przeraża.

Nie jestem lekarzem i nie zamierzam tutaj udawać specjalistki. Ale samo słowo glejak jest dla mnie jakieś zimne, straszne. Takie, które człowiekiem telepie.

Bo co jakiś czas słyszę: ktoś zachorował. Ktoś walczy. Ktoś odszedł.

I dzisiaj złapałam się na tym że myślę :

Skąd się bierze to gówno?

Czytaj dalej

Wkurzona wiara

W niedzielę siedziałam w moim ulubionym fotelu i wpatrywałam się w ekran telefonu.

Czytałam wiadomość od koleżanki.

Raz.

Potem drugi.

I jeszcze raz, jakby za kolejnym razem słowa miały ułożyć się inaczej.

Nie ułożyły się.

Choroba postępuje.

Czytaj dalej

JESTEM PRO-LIFE

Przeczytałam dziś piękny wpis kobiety, matki dziewięciorga dzieci. O lęku przed kolejną ciążą. O pytaniach, które zna chyba niejedna matka: czy damy radę? Czy wystarczy pieniędzy, czasu, miejsca, siły? Czy chcę jeszcze raz przechodzić przez trudy ciąży, pieluchy, nieprzespane noce? Czy jestem gotowa zrezygnować z części swojej wygody, pracy, planów?

Pisała o tym, że z czasem lęk ustąpił miejsca zaufaniu. Że otwarcie na kolejne życie nie zabrało jej szczęścia, ale nauczyło ją, czym to szczęście naprawdę jest. Że dzieci są darem, a człowiek czasami dopiero z perspektywy czasu dostrzega, ile dobra przyszło do jego życia drogą, której sam nigdy by nie zaplanował.

I wiecie co?

To jest piękne świadectwo.

Naprawdę.

Potrzebujemy takich świadectw. Potrzebujemy kobiet, które powiedzą innym: „Ja też się bałam. Ja też miałam wątpliwości. Nie wszystko było łatwe, ale zaufałam i dzisiaj widzę w tym życiu dar”.

Tylko że czytając ten wpis, poczułam, że coś we mnie pęka.

Bo ja też mówię:

Czytaj dalej

Pierwszy dzień szkoły. Biała bluzka, granatowa sukienka… i moje zderzenie z Ameryką

Dzisiaj pierwszy września.

W Polsce dzieci ruszają do szkoły. I kiedy patrzę na zdjęcia znajomych, od razu rzuca mi się w oczy coś, czego tutaj, w Stanach, bardzo mi brakuje.

Ta odświętność.

Białe bluzki. Granatowe albo czarne spódniczki. Eleganckie spodnie. Koszule. Czasem marynarka. Włosy uczesane trochę staranniej niż zwykle.

Jakby samym strojem dzieci mówiły:

Dzisiaj zaczyna się coś ważnego.

Czytaj dalej