Byłam wczoraj na Manhattanie. Trochę pobuszowałam po sklepach i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że zakupy rekreacyjne zdecydowanie nie są dla mnie.
Ja nie jestem z tych, co potrafią godzinami łazić, grzebać, macać, przymierzać, odkładać, wracać i na końcu wyjść z pustymi rękami. Nie. Dla mnie zakupy wyglądają tak: wchodzę, widzę, biorę, przymierzam, płacę i wychodzę. Koniec historii.
Nie rozumiem idei spędzania pół dnia w sklepach dla samego chodzenia. Po co mam tracić czas? Jeśli potrzebuję kolejnych spodni albo T-shirtu, to zamawiam online i mam święty spokój. Kupowanie rzeczy „na przydasie”? Absolutnie nie moja bajka.
Lubię TJ Maxx i Marshalls, bo tam jest wszystkiego po trochu i można szybko coś znaleźć. Ale żeby specjalnie włóczyć się po sklepach dla rozrywki? Nie ze mną te numery.
Wczoraj jednak robiłam wyjątek, bo szukałam sukienki dla córki. No i przy okazji weszłam do sklepu z kosmetykami. Oczywiście od razu skierowałam się na dział perfum i przepadłam.
Matko kochana, ile tam było nowości! Psikałam się wszystkim jak leci. Chyba cała drogeria wylądowała na moich rękach. Wracałam do domu i co chwilę wąchałam nadgarstki, sprawdzając który zapach najbardziej mi się podoba.
A potem wracam do domu, siadam obok męża, a on mówi:
— Ale ty pachniesz całą drogerią! Aż mnie głowa boli, takie mocne!
Mówię:
— No to powąchaj tutaj.
Wącha.
— Nic nie czuję.
— To tutaj.
— Też nic.
No i bądź tu człowieku mądry.
Zostały jakieś resztki zapachów na przegubach, ale mój szanowny małżonek stwierdził, że żaden z nich do mnie nie pasuje. Więc albo moja skóra jest gruba jak u krokodyla, albo po prostu te perfumy nie były dla mnie.
I wiecie co? Po tym całym perfumowym szaleństwie wróciłam do punktu wyjścia. Nadal kocham Giorgio Armani, a jeden zapach jest dla mnie absolutnie nie do pobicia My Way. ❤️
Jestem zakochana i żaden inny jeszcze nie sprawił, żebym powiedziała: „to jest TO”.
A jak jest u Was? Jaki jest Wasz zapach? Ten jedyny, który nosicie od lat albo ten, który idealnie do Was pasuje?
Pochwalcie się, bo jestem ciekawa.
A na koniec przedstawiam Wam winowajcę całego zamieszania.
Po godzinie psikania się nowościami, testowania i porównywania zapachów wróciłam do domu i po raz kolejny zrozumiałam jedno…
Niektóre perfumy mogą zachwycać, ale tylko jeden zapach sprawia, że czuję się sobą. ❤️
Mój My Way.
I chyba tak już zostanie


