Od dwóch dni próbuję uwolnić moje mieszkanie od zapachu.

Jakiego?
Ryby.
Nie, nie smażyłam ryby.
Nie robiłam śledzi.
Nie otwierałam puszki szprotek.
Ba! W moim domu nawet żadnej ryby tego dnia NIE BYŁO.
A jednak od niedzielnego wieczoru moje mieszkanie pachnie tak, jakby ktoś w salonie uruchomił nielegalną przetwórnię dorsza.
Wchodzę do domu — RYBA.
Czytaj dalej