Pomiędzy trzecią a czwartą nad ranem zaczął padać deszcz.
Nie wiem dokładnie, o której. Moje oczy były jeszcze pogrążone we śnie, a głowa bardzo chciała udawać, że niczego nie słyszy.
Ale ja słyszę.
Okna miałam otwarte, bo nie lubię spać przy włączonym chłodzeniu. Lubię świeże powietrze wpadające do mieszkania, nawet jeśli czasami razem z nim wpada pół New Yorku, deszcz i wszystkie odgłosy świata.
Krople zaczęły rytmicznie uderzać o przykryty rower. Wiatr szarpał pokrowcem, jakby koniecznie chciał sprawdzić, czy dobrze go przymocowaliśmy.
No i jak tu spać?
Czytaj dalej