Od dwóch dni próbuję uwolnić moje mieszkanie od zapachu.

Jakiego?
Ryby.
Nie, nie smażyłam ryby.
Nie robiłam śledzi.
Nie otwierałam puszki szprotek.
Ba! W moim domu nawet żadnej ryby tego dnia NIE BYŁO.
A jednak od niedzielnego wieczoru moje mieszkanie pachnie tak, jakby ktoś w salonie uruchomił nielegalną przetwórnię dorsza.
Wchodzę do domu — RYBA.
Idę do kuchni — RYBA.
Łazienka — o Matko jedyna …..RYBA ….
Zapalam świece. Myję podłogi. Otwieram okna. Wietrzę. Psikam. Szoruję.
Nic.
Smród trwa.
Rozpoczęłam akcję poszukiwania smrodu
Podejrzanych niewielu. Motyw nieznany. Ofiarą — śmierdzace powietrze w moim mieszkaniu.
Pierwszy trop pojawił się, kiedy weszłam do małej łazienki, gdzie przebywał mój wspaniały, wszechstronnie zainteresowany światem sześciolatek.
Otwieram drzwi…
I dostałam rybą prosto między oczy.
Stanęłam.
Wciągnęłam powietrze.
BŁĄD.
— Tymon… co ty zrobiłeś?
Cisza.
Spojrzenie niewinnego dziecka, które oczywiście nie ma pojęcia, dlaczego łazienka pachnie jak kuter rybacki.
zauważyłam, że sam podejrzany…
TEŻ ŚMIERDZI RYBĄ.
Włosy — ryba.
Ręce — ryba.
Skóra — ryba.
Ubranie — ryba.
Dziecko nie pachniało rybą.
Dziecko BYŁO rybą.
I wszystko zaczęło układać się w całość.
Mój ciekawy świata sześciolatek postanowił przeprowadzić eksperyment naukowy:
Co właściwie znajduje się w kapsułkach Fish Oil?
No bo przecież po co zapytać matkę?
Można otworzyć pojemnik.
Wyjąć kapsułki.
Rozpracować kapsułki.
Rozsmarować zawartość Bóg jeden wie gdzie.
A resztki materiału dowodowego…
SCHOWAĆ ZA SEDESEM.
Tak.
Za sedesem.
Proszę Państwa, mamy tutaj nie tylko chemika i biologa, ale również cwaniaka który uznał, że najlepszym miejscem na ukrycie dowodów zbrodni będzie przestrzeń za toaletą.
Najwyraźniej nie docenił jednego.
MATKI.
Matka znajdzie wszystko.
Stare skarpetki.
Klocki Lego.
Zaginioną łyżeczkę.
Kanapkę sprzed tygodnia.
I kapsułki Fish Oil ukryte za sedesem też znajdzie.
Zwłaszcza kiedy materiał dowodowy można wywęszyć z przedpokoju.
Sprawca został zidentyfikowany.
Motyw: ciekawość.
Narzędzie zbrodni: kapsułki Fish Oil.
Miejsce przestępstwa: mała łazienka.
Ofiary: moje nozdrza, łazienka, ręczniki, ubrania oraz cała chałupa !
Ale najgorsze jest to, że od niedzieli wieczorem MŁODY NADAL PACHNIE RYBĄ.
Ja go kąpię.
Szoruję pachnącym mydełkiem.
Robię pianę.
Nacieram olejkiem dla niemowląt.
Rumianek.
Balsam.
Perfumy moje.
Perfumy Maxa.
Jeszcze chwila i spryskam go odświeżaczem do samochodu.
NIC.
Zapach rybiego oleju najwyraźniej podpisał z moim synem umowę najmu na czas nieokreślony.
Dzisiaj znowu wrzuciłam młodego do wanny.
Piana jak na Ibizie. Pachnące mydełko. Szorowanie takie, że dziecko wyszło prawdopodobnie o dwie warstwy naskórka lżejsze.
Wącham.
…
RYBA.
I teraz codziennie, kiedy odprowadzam go do autobusu , zastanawiam się tylko nad jednym.
Co myśli jego nauczycielka, kiedy Tymon podchodzi do niej rano?
Czy patrzy na niego i zastanawia się:
Czy rodzice tego otóż studenta przypadkiem nie otworzyli w domu fabryki śledzi?
Czy może myśli:
Ciekawe… inne dzieci pachną szamponem, płynem do prania, czasami Nutellą… a Tymon dzisiaj znowu Oceanem .
A ja chodzę po mieszkaniu jak policyjny pies.
I czuję wszędzie RYBĘ !!!
Już nie wiem, czy naprawdę wszędzie śmierdzi rybą, czy ryba zamieszkała na stałe w moim mózgu.
Dlatego zwracam się do Was, ludzie świata, gospodynie domowe, chemicy, rybacy, detektywi i wszyscy, którzy kiedykolwiek walczyli z Fish Oil:
HELP!!!
CZYM TO USUNĄĆ?!
Z dziecka.
Z łazienki.
Z mieszkania.
Śledztwo zakończone.
Sprawca ujęty.
Dowody zabezpieczone.
Tylko zapach…
NADAL NA WOLNOŚCI.
RATUNKU !!!!
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.