Ostatnimi czasy na moim blogu coraz więcej wpisów o jedzeniu. Jeszcze trochę i pomyślicie, że prowadzę bloga kulinarnego!
Ale co ja poradzę, skoro codziennie mózg mi paruje od myślenia, co zrobić na obiad?!
U mnie niestety nie działa system ugotuję na trzy dni i będę odgrzewać .Nie ma tak dobrze! Jeden dzień, jeden obiad, a następnego od nowa gimnastyka głowy. I wymyśl tu, człowieku, coś, co przypadnie do gustu całej piątce! Siebie nie liczę, bo ja zjem wszystko, co ugotuję, byleby było keto.
Ale dzisiaj nie będzie o jedzeniu.
Dzisiaj podzielę się z Wami rozmową z moim wspaniałym synem. Bo ten mój sześcioipółlatek potrafi tak człowieka zaskoczyć, że czasami mam ochotę przykryć się kołdrą po sam czubek głowy i udawać, że śpię.
Otóż mój syn zasypia z nami. Tak, tak, często śpimy we troje, bo kiedy już zaśnie, to zwyczajnie szkoda nam go przenosić. Taki z niego słodziak! A zanim zaśnie, lubi sobie z matką podyskutować. I nie są to, moi drodzy, rozmowy o tym, co jutro na śniadanie.
O nie!
Wczoraj leżymy sobie opatuleni kołdrą po samą szyję. Ciemno, ciepło, błogo. Matka już jedną nogą w krainie snów, a tu nagle:
Mamo, a co jest ważniejsze? Modlitwa czy Pledge of Allegiance?
Że co?!
No co jest ważniejsze? Modlitwa czy Pledge of Allegiance?
Dżizas!
Leżę i patrzę w sufit.
No i co ja, kurka wodna, mam odpowiedzieć temu młodemu człowiekowi?! No co?!
Mamo?!
Słucham, synku.
Śpisz?
Nie, nie śpię. Zastanawiam się nad tym, o co mnie zapytałeś.
Bozszzz! Dlaczego moje dziecko zadaje mi takie pytania?!
Dlaczego nie może zapytać, dlaczego liście są zielone?! Opowiedziałabym mu pięknie o chlorofilu, który pochłania światło potrzebne do fotosyntezy i sprawia, że liście widzimy jako zielone.
Albo dlaczego flamingi są różowe?!
Proszę bardzo! Bo w ich pożywieniu, między innymi w drobnych skorupiakach i glonach, znajdują się barwniki zwane karotenoidami, które nadają ich piórom różowy kolor.
I proszę! Matka błyszczy wiedzą!
Ale nie! Mój syn musi zapytać, co jest ważniejsze! Modlitwa czy przysięga wierności amerykańskiej fladze?!
Synku, dla mnie ważniejsza jest modlitwa.
Ale dlaczego, mamo? Dlaczego nie Pledge of Allegiance?
No i zaczynam.
Bo widzisz, dla mnie modlitwa to codzienna rozmowa z Bogiem. To mój Przyjaciel. Ktoś, kto jest obecny w moim życiu, kto mnie wspiera, pomaga mi i do kogo mogę się zwrócić zawsze, kiedy tego potrzebuję. Kiedy jestem szczęśliwa, smutna, kiedy się boję albo kiedy chcę za coś podziękować.
Chwila ciszy.
Myślę sobie, pięknie! Wyjaśniłam! Możemy spać!
Ale gdzie tam!
Mamo, ale gdzie On jest? Bo ja Go nie widzę. Widzę Go tylko na obrazku na ścianie i na krzyżu.
Widzisz, synku, Boga nie musimy widzieć oczami, żeby wierzyć, że jest z nami.
Ale mamo, przecież Jezusa zabili! To On nie żyje! To jak może cię słuchać?!
MATKO KOCHANA!
I weź teraz, człowieku, leżąc pod kołdrą, wytłumacz sześciolatkowi śmierć, zmartwychwstanie, wiarę i obecność Boga!
No więc tłumaczę, że Jezus umarł na krzyżu, ale zmartwychwstał. Że właśnie dlatego wierzymy, że żyje i jest z nami, chociaż Go nie widzimy.
A mój syn słucha, przetwarza, analizuje.
I już widzę po jego minie, że zaraz będzie następne pytanie.
Nie myliłam się.
Ale mamo, pani w szkole mówi, że Pledge of Allegiance jest najważniejsze!
No i masz babo placek!
A dlaczego tak mówi?
Bo to jest nasza flaga! Bo mieszkamy w Ameryce i musimy szanować nasz kraj! I obiecujemy, że będziemy wierni Ameryce, że będziemy razem, że wszyscy powinni być wolni i że dla wszystkich ma być sprawiedliwie!
No proszę!
Aż miło posłuchać, jak ten mój mały Amerykanin tłumaczy matce patriotyzm.
I widzisz, synku, to też jest bardzo ważne. Szacunek do kraju, w którym żyjemy, do jego flagi, do ludzi i do wolności. Ale to nie znaczy, że musisz wybierać między Bogiem a miłością do swojego kraju. Możesz kochać Boga i jednocześnie szanować Amerykę.
Ale co jest WAŻNIEJSZE?!
BOZSZZZZ!
No i wróciliśmy do punktu wyjścia!
Ja pierdziu!
Człowiek cały dzień lata, pracuje, gotuje, sprząta, ogarnia dom, a wieczorem zamiast spokojnie zasnąć, zdaje egzamin z religii, historii i wychowania obywatelskiego Stanów Zjednoczonych!
I to przed komisją jednoosobową, która ma sześć i pół roku, nie uznaje odpowiedzi wymijających i zadaje pytania dodatkowe!
I tutaj mam pytanie do ojca moich dzieci!
Mężu mój drogi! Dlaczego ty tyle pracujesz?! Dlaczego akurat wtedy, kiedy trzeba rozwiązywać tak poważne zagadnienia, ciebie nie ma pod ręką?!
Dlaczego matka musi być od wszystkiego?!
A potem jeszcze człowiek usłyszy: A co ty właściwie cały dzień robisz?!
NO WŁAŚNIE CO?!
Prowadzę, kurka wodna, wieczorne seminaria z teologii, patriotyzmu i filozofii dla sześciolatków!
Jeszcze trochę i otworzę własny program Matka Polka po godzinach .Dla ciekawskich dzieci i ich matek, którym od tych wszystkich pytań czacha dymi!
A ojcowie? Ojcowie mogą spokojnie pracować, a potem wrócić do domu, popatrzeć z miłością na owoc swojej twórczości, poprawić mu kołderkę i pomyśleć z dumą: Aleśmy fajnego dzieciaka stworzyliśmy !
Tylko dlaczego, mężu mój, ten nasz wspólny owoc wszystkie najtrudniejsze pytania kieruje do mnie?!
Ty śpisz spokojnie, a ja tu robię doktorat z macierzyństwa!
I to bez prawa do urlopu naukowego!
Wracam więc do mojego małego filozofa.
Synu mój, dla mnie najważniejszy jest Bóg. Ale każdy człowiek musi sam zrozumieć, co jest dla niego ważne. A ty masz jeszcze mnóstwo czasu, żeby się nad tym zastanawiać.
Cisza.
Ufff.
Mamo…
O NIE!
Synku, czytamy bajkę czy idziemy już spać? Bo ty dzisiaj wyciągasz na tapetę tak poważne tematy, że matka twa nie potrafi ich wyjaśnić ot tak, pstryknięciem palców!
Ale mamo, ja tylko pytam!
TYLKO PYTAM!
No właśnie!
I jak tu nie kochać tego małego ciekawskiego człowieka?!
Alexa, turn off the light!
Dobranoc, synku. Na dzisiaj wystarczy.
I leżę sobie jeszcze chwilę w tej ciemności, myśląc, jak niesamowicie pracuje głowa takiego małego człowieka. Jak on próbuje poukładać sobie świat, w którym jest miejsce na Boga, amerykańską flagę, szkołę, rodzinę i tysiące pytań, na które matka nie zawsze ma gotową odpowiedź.
Bo wiecie co? My, dorośli, czasami myślimy, że to my uczymy dzieci świata.
A potem przychodzi wieczór, człowiek kładzie się do łóżka i okazuje się, że sam ma jeszcze sporo do przemyślenia.
I powiedzcie mi teraz, że dzieci nie zadają trudnych pytań!
A ja chciałam tylko spokojnie zasnąć.
OCH, MATKO!

Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.