Wczoraj wieczorem, przeglądając wiadomości, natrafiłam na nagłówek, który dosłownie wbił mnie w fotel. Nie chcę go tutaj przytaczać. Sam tytuł mnie sparaliżował.

Tymek siedział obok i czytał książkę o magicznym szkolnym autobusie. A ja nie mogłam się ruszyć. Coś ścisnęło mnie za gardło.

Ojczym okaleczył chłopca, doprowadzając go do śmierci.

Łzy stanęły mi w gardle, a z oczu popłynęło morze łez.

– Mamo, dlaczego płaczesz? – zapytał Tymon.

– Nie płaczę, synku. Oczy mi się spociły.

Młody znów zatopił się w książce, zwiedzając kolejne zakamarki ludzkiego ciała, po których podróżował magiczny autobus.

A mnie głowę rozsadzały myśli.

Jak można być człowiekiem, który dopuszcza się takiego okrucieństwa wobec kogoś mniejszego, słabszego, bezbronnego?! I to jeszcze wobec DZIECKA?!

Jak można patrzeć dziecku w oczy i świadomie zadawać mu cierpienie?!

Nie rozumiem! Nie potrafię tego pojąć!

Patrzę w oczy mojego syna, kiedy ze mną rozmawia, i widzę w nich całkowite zaufanie. Ufa mi! Ufa temu, co mówię, co robię, co podaję mu do jedzenia. Rozmawiamy, śmiejemy się, czasem młody się na mnie nadąsa, zezłości, aż mu pioruny z oczu lecą! I dobrze! Ma prawo do swoich uczuć!

Starsze dzieci też wracają do domu, bo wiedzą, że mają tutaj swoje bezpieczne miejsce.

Bo tak powinien działać dom! Rodzina! Ufamy sobie, czujemy się bezpiecznie, patrzymy sobie w oczy!

A co dzieje się w głowie człowieka, który ma złe zamiary? Jak on może mieszkać z rodziną, siadać z nią do stołu, patrzeć dziecku w oczy, a potem dopuszczać się wobec niego okrucieństwa?!

JAK?!

Skąd w ojcu, matce, ojczymie rodzą się takie myśli?! Skąd bierze się to zło?!

Przecież to DZIECKO! Ono nam, dorosłym, ufa!

Kiedy Tymek mówi, że boli go głowa, dotykam jego czoła. Czuję gorączkę, podaję lekarstwo, zabieram do lekarza. Robię wszystko, żeby mu pomóc.

A dziecko, które patrzy dorosłemu w oczy i zamiast bezpieczeństwa czuje STRACH?!

Co ono może zrobić?! Gdzie pójść?! Do kogo się zwrócić?!

Piszę to i znów mam gulę w gardle. Chce mi się krzyczeć z bezsilności!

Bożesz Ty mój! Dlaczego dorośli ludzie, którzy przecież sami kiedyś byli dziećmi, potrafią tak okrutnie krzywdzić najmniejszych?!

Czy oni nie czują miłości?! Nie mają uczuć?! Sumienia?!

Weź, człowieku, spójrz w oczy dziecka! Nieważne, czy swojego, czy obcego spotkanego na ulicy. Zobacz tę ufność, ten uśmiech, te małe dłonie, które wyciąga do dorosłego.

I weź je skrzywdź!

BOŻE!!! Wyć mi się chce!

Ten chłopiec, o którym wczoraj przeczytałam, siedzi mi w głowie. Nie znałam go. Nigdy go nie widziałam. A dziś od rana płaczę, bo nie potrafię się po tym pozbierać.

Mocniej przytulam Tymona. Całuję go nawet w każdy palec u stopy, żeby czuł, jak bardzo go kocham!

I tak bardzo chciałabym oddać choć trochę tej miłości dzieciom, które jej nie mają. Tym, które cierpią, które się boją, które zamiast przytulenia dostają cios. Które zamiast usłyszeć kocham cię ,słyszą krzyk.

Chciałabym je wszystkie przytulić! Ochronić! Powiedzieć im, że nie zasłużyły na to cierpienie!

Ale kurka wodna, jak?! Jak pomóc tym dzieciom, do których nikt nie dociera?! Których płaczu nikt nie słyszy?!

Boże, Ty widzisz, co ja dziś piszę?!

Czy możesz mi pomóc ochronić ten świat? Żeby żadne dziecko nie było bite, katowane, poniżane, odrzucane! Żeby żadne nie musiało bać się człowieka, któremu najbardziej ufa!

Boże, czy Ty mnie słyszysz?!

Tak strasznie moje serce dziś płacze…

I wciąż wraca do mnie jedna myśl.

Ten chłopiec też kiedyś patrzył komuś w oczy z ufnością.

Boże… dlaczego?!


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz