Wracamy z Tymonem ze szkoły. Ledwo przekraczamy próg mieszkania, młody jak zwykle zaczyna:

– Mamo, możemy pogadać?

– Jasne, Tymon! Co tam?

– Mamo, a kiedy mam używać słowa madafaka ?

ŻE CO, PROSZĘ?!

Wmurowało mnie! Sześciolatek wraca ze szkoły i pyta matkę, kiedy należy używać jednego z bardziej soczystych przekleństw w języku angielskim!

No pięknie! Edukacja językowa pełną gębą!

– Tymon, a wiesz, co to słowo znaczy?

– Nie, mamo. Dlatego pytam.

Dżizas! Myśl, kobieto, myśl!

Zaczęłam grzebać w pamięci. Czy ja coś takiego powiedziałam? Gdzie on to usłyszał? Nie będę udawać świętej, bo jak się porządnie wkurzę, to i cholera poleci, i nie tylko! Ale takim repertuarem jak motherfucker raczej nie operuję!

– Tymon, a gdzie ty to usłyszałeś?

– Mamo, dzieci w autobusie tak mówią do siebie.

Aaaaa! No i wszystko jasne! Szkolny autobus! Mobilna akademia języka angielskiego. Bez podręczników, bez cenzury, za to z bogatym słownictwem!

No to siadamy. Czas na lekcję, której w dzisiejszym planie dnia nie przewidziałam.

– Tymon, posłuchaj. To bardzo brzydkie, obraźliwe słowo. Ludzie czasem tak mówią, kiedy są wściekli albo chcą kogoś obrazić. Ale to, że ktoś tak mówi, nie znaczy, że ty też musisz. Można się złościć, można się nie zgadzać, ale nie trzeba od razu wyciągać najcięższej artylerii!

Młody słucha.

– Wiesz, Tymek, będziesz jeszcze słyszał mnóstwo różnych słów. Ładnych, brzydkich, mądrych i kompletnie głupich. Nie mam wpływu na to, co mówią inni. Ale ty masz wpływ na to, co wychodzi z twoich ust. I to ty wybierasz, jak będziesz rozmawiał z ludźmi.

I tak oto odbyliśmy naszą pierwszą poważną rozmowę o angielskich przekleństwach.

Człowiek wysyła dziecko do szkoły, żeby nauczyło się czytać, pisać i liczyć, a ono wraca z pytaniem, kiedy wypada powiedzieć  motherfucker !

Ale wiecie, co mnie w tej całej historii najbardziej cieszy? Że mój sześciolatek przyszedł i zapytał. Bez strachu, bez skrępowania, nawet o to, kiedy należy używać takiego słowa!

Ja w jego wieku, gdy chciałam o coś zapytać, często byłam zbywana. A gdybym jeszcze wyskoczyła z takim przekleństwem, pewnie ścierką przez łeb bym dostała!

A moje dzieci? Wiedzą, że matka do spokojnych nie należy. Oj, wiedzą! Ale wiedzą też, że mogą przyjść, zapytać, pogadać, nawet o największej głupocie. Nie muszą się zastanawiać, czy za samo pytanie oberwą.

I wiecie co? Jestem z tego cholernie dumna! Bo nie powieliłam tego, w czym sama dorastałam. Moje dzieci nie muszą się mnie bać, żeby mnie szanować. I nie muszą ukrywać przede mną swoich pytań, nawet tych najbardziej absurdalnych.

A szkolny autobus? No cóż, to dopiero szkoła życia! Tam się człowiek dowie rzeczy, o których nauczycielom nawet się nie śniło! I tak było od zawsze.  My też przecież nie wszystkiego uczyliśmy się z podręczników. Kiedyś to podwórko rządziło się swoimi prawami. Tam zdobywaliśmy wiedzę, której próżno było szukać w szkolnych książkach, i dostawaliśmy odpowiedzi na pytania, których nie odważylibyśmy się zadać w domu!

Nie zmienię tego i nawet nie zamierzam. Mogę tylko mieć nadzieję, że Tymek, słuchając tego całego autobusowego repertuaru, nauczy się wybierać to, co dla niego wartościowe, zamiast bezmyślnie powtarzać wszystko jak papuga.

Bo przecież nie chodzi o to, żeby dziecko nie słyszało brzydkich słów. Chodzi o to, żeby miało własny rozum i wiedziało, co z tym wszystkim zrobić.

A madafaka ? No cóż, pierwsza klasa, a już taki poziom zaawansowania z angielskiego! Ciekawe, czym mnie zaskoczy w drugiej!

A Wy? Pamiętacie takie pytanie swojego dziecka, po którym na chwilę odebrało Wam mowę? Jak z tego wybrnęliście?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz