Jestem Jola.
Mieszkam na 18 piętrze w Nowym Jorku i czasami mam wrażenie, że moje życie też odbywa się gdzieś na tej wysokości. Tyle że bez barierek bezpieczeństwa.
Żona. Matka czwórki dzieci. Kobieta, która rano chce spokojnie wypić kawę, a pięć minut później już siedzi w swoim życiowym rollercoasterze i nawet nie pamięta, kto ją do niego wsadził.
U mnie jest głośno.
Jest szybko.
Jest chaotycznie.
Czasami śmiesznie do łez, czasami tak, że te łzy wcale nie są ze śmiechu.
Piszę o życiu takim, jakie jest.
Bez pudru. Bez lukru. Bez udawania, że zawsze wszystko ogarniam.
Bo nie ogarniam.
Czasami życie daje mi po tyłku, a ja zamiast wyciągać z tego trzy złote zasady sukcesu, siadam z kawą i piszę.
O małżeństwie.
O dzieciach.
O emigracji.
O kobietach i facetach.
O wierze i Bogu, z którym czasami rozmawiam pięknie, a czasami zwyczajnie pytam: „Panie Boże, serio?”
O Nowym Jorku, który potrafi zachwycić, zmęczyć, wkurzyć i dać człowiekowi taką lekcję życia, jakiej nie znajdzie w żadnym podręczniku.
O ludziach, bo ludzie fascynują mnie chyba najbardziej.
Nie umiem przejść obojętnie obok człowieka.
Patrzę. Słucham. Przeżywam. Zapamiętuję.
A potem piszę.
Czasem z czułością.
Czasem z ironią.
Czasem tak, że ktoś się śmieje.
A czasem tak, że trochę pocą mu się oczy.
Nie jestem coachem.
Nie mam recepty na szczęśliwe życie.
Sama czasami szukam instrukcji obsługi do własnego.
Ale jednego nauczyłam się na pewno.
Można dostać od życia po tyłku i nadal narysować sobie słoneczko.
Można zaczynać od początku.
Można się bać i mimo wszystko iść dalej.
Można płakać, a za chwilę śmiać się tak, że boli brzuch.
I chyba właśnie o tym jest ten blog.
O życiu na pełnych obrotach.
O moim prywatnym rollercoasterze bez trzymanki.
O chaosie, w którym czasami niespodziewanie znajduje się coś naprawdę pięknego.
Więc jeśli też nie masz idealnego życia, idealnego domu, idealnej rodziny i odpowiedzi na wszystkie pytania, rozgość się.
Kawę sobie zrób.
I trzymaj się mocno.
Bo tutaj jedziemy bez trzymanki.