Przeczytałam informację o matce, która zostawiła czwórkę dzieci w domu i poleciała sobie do Las Vegas! Dzieci w wieku 9, 11, 12 i 14 lat. Kilka dni bez matki, bez dorosłego, który byłby przy nich w nocy. No i ja pierdziele ! Przepraszam za słownictwo, ale inaczej nie potrafię!
Mnie takie informacje doprowadzają do szału! Czacha mi bucha, w głowie dudni tysiąc pytań, a wyobraźnia pracuje na takich obrotach, że zaraz mi się styki przepalą!
Co kieruje taką matką? Co ona sobie myślała, pakując walizkę? Że dzieci sobie poradzą? Że najstarsze ma czternaście lat, więc może przejąć obowiązki dorosłego? Że przecież nic się nie stanie?
A skąd, do cholery, mogła to wiedzieć?!
Ja mam czwórkę dzieci. Najmłodszy ma sześć lat, głowę pełną pomysłów i ciekawość świata, która chyba nie zna żadnych granic! Jego interesuje dosłownie wszystko! Wszystko musi zobaczyć, sprawdzić, dotknąć, o wszystko zapytać. I właśnie dlatego moja wyobraźnia czasem robi ze mną, co chce!
Wystarczy, że zamykam drzwi mieszkania i zjeżdżam windą z osiemnastego piętra do pralni po wysuszone ubrania. Nie zabieram młodego, bo po co mam go ciągnąć tylko po to, żeby odebrać worki z praniem? Nie ma mnie dosłownie pięć minut!
Pięć cholernych minut!
Ale dla mnie te pięć minut potrafi trwać całą wieczność!
Ledwo zamknę drzwi, a już włącza mi się tryb tworzenia niestworzonych historii. A co, jeśli coś wymyśli? A jeśli zechce coś sprawdzić? A jeśli się przewróci? A jeśli wydarzy się coś, czego nawet nie jestem w stanie przewidzieć?
Zanim zjadę na dół, odbiorę pranie i wrócę na osiemnaste piętro, zdążę w głowie przeżyć ze trzy katastrofy, dwa dramaty i jeden zawał serca!
I żeby było jasne, ja doskonale wiem, że moja wyobraźnia czasami przesadza! Że nie można żyć w ciągłym strachu, że dzieci muszą uczyć się samodzielności, że nie da się ich trzymać pod kloszem. Wiem to wszystko!
Ale nie wyobrażam sobie, żebym zostawiła moje sześcioletnie dziecko na cały dzień i poszła do pracy, na zakupy, do fryzjera czy gdziekolwiek indziej!
Nie umiałabym!
Nie umiałabym spojrzeć mu w oczy, powiedzieć, że wychodzę, zamknąć za sobą drzwi i spokojnie zająć się swoimi sprawami.
A tutaj matka czwórki dzieci wsiada do samolotu i leci do Las Vegas!
I wiecie, co mnie najbardziej rozwala? Że w tym domu rzeczywiście wydarzył się wypadek! Dziewięcioletni chłopiec doznał urazu głowy, bo spadł na niego ciężarek do ćwiczeń. Rodzeństwo musiało wezwać pomoc.
No i proszę! Właśnie o tym mówię!
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego! Wypadek może wydarzyć się w ułamku sekundy, nawet kiedy rodzic stoi obok. Ale kiedy rodzica nie ma przez kilka dni, kto ma wziąć odpowiedzialność? Kto ma podjąć decyzję? Kto ma pomóc, kiedy dziecko się boi, cierpi albo zwyczajnie potrzebuje mamy?
Czternastolatek?!
Od kiedy czternastoletnie dziecko ma być odpowiedzialne za trójkę młodszego rodzeństwa?!
Ja rozumiem, że matki mają prawo do odpoczynku. Do wyjazdów, do pracy, do własnego życia! Sama pracuję, wychowuję czwórkę dzieci, prowadzę dom i czasem mam ochotę zamknąć się w łazience, żeby przez piętnaście minut nikt ode mnie niczego nie chciał!
Ale, do jasnej cholery, odpoczynek od dzieci nie oznacza odpoczynku od odpowiedzialności za nie!
Nie uważam się za matkę idealną. O nie! Mnie do ideału daleko! Potrafię się wkurzyć, nakrzyczeć, stracić cierpliwość, a potem jeszcze pół wieczoru zastanawiać się, czy nie przesadziłam.
Wystarczy, że wiem, że mogę spóźnić się kilka minut po młodego do szkoły, a już mam poczucie winy, że zawaliłam!
Piszę do nauczycielki, kontaktuję się z parent coordinator, pytam, czy ktoś może się nim zająć, jeśli nie zdążę. Dopytuję o after school, żeby mieć zabezpieczenie na te dni, kiedy praca może mi się przedłużyć. Kombinuję, organizuję, szukam rozwiązania, bo nie chcę, żeby moje dziecko choć przez chwilę zastanawiało się, dlaczego mama nie przyszła i co teraz będzie.
I nie chodzi o to, żeby robić z siebie bohaterkę macierzyństwa! To żadna zasługa! To zwyczajna odpowiedzialność za człowieka, którego powołało się na świat!
Nie znam tej kobiety. Nie wiem, co dokładnie działo się w jej życiu, jakie miała problemy i dlaczego podjęła taką decyzję. Ale nie potrafię zrozumieć, jak można wyjechać na kilka dni, nie zapewniając dzieciom odpowiedniej opieki.
I wiecie co? Najbardziej przeraża mnie nie sam wyjazd do Las Vegas. Nie sam samolot, walizka czy odległość.
Przeraża mnie ta decyzja.
Ten moment, w którym dorosły człowiek uznaje, że jakoś to będzie.
Bo może będzie. A może nie będzie!
Dzieci to nie kwiatki na parapecie, które można podlać przed wyjazdem i liczyć, że przez kilka dni nie uschną!
To żywi ludzie! Ze swoimi lękami, potrzebami, pomysłami i problemami. Ludzie, którzy mają prawo czuć się bezpiecznie we własnym domu.
I tak sobie myślę, że może ja z tymi swoimi pięcioma minutami w pralni naprawdę czasem przesadzam. Może powinnam trochę przyhamować tę wyobraźnię, bo jeszcze kiedyś sama się od tych czarnych scenariuszy wykończę!
Ale wiecie co?
Wolę się zastanawiać, czy wszystko jest w porządku, kiedy zjeżdżam po pranie z osiemnastego piętra, niż uznać, że czwórka dzieci przez kilka dni jakoś sobie poradzi!
Bo między uczeniem dziecka samodzielności a pozostawieniem go samemu sobie jest, do cholery, ogromna różnica!
I naprawdę nie trzeba być idealną matką, żeby tę różnicę rozumieć.
A Wy co o tym myślicie? Bo mnie od samego czytania tej historii ciśnienie skoczyło, a wyobraźnia znów dostała paliwa na następny miesiąc!https://www.nbcnews.com/news/us-news/florida-mom-arrested-leaving-4-kids-home-alone-dayslong-trip-vegas-rcna605993
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.