Wczoraj oddzwoniłam na Messengerze do koleżanki. Najpierw musiałam coś tam zaktualizować, coś ogarnąć, bo oczywiście technika nie zawsze chce ze mną współpracować. Ale w końcu się udało!
I wiecie co? Miałyśmy kilka minut naprawdę ciepłej, ciekawej rozmowy.
Dwie babeczki na dwóch różnych drutach gadały sobie ot tak, o życiu. O zwykłej codzienności. Nic ciężkiego, nic nadzwyczajnego. Ale w tej rozmowie było coś, co bardzo lubię u ludzi. Radość! Apetyt na życie!
Nie było zgorzknienia, narzekania, tego wiecznego: O matko, jaka ja jestem zmęczona, jakie to życie jest ciężkie!
Gdzie tam!
Dwie lwice, głodne życia, wylegiwały się w cieple słów, które płynęły gdzieś tam po łączach.
Lubię takich ludzi. Którzy pomimo trudów codzienności, pomimo kłód rzucanych pod nogi i tego wszystkiego, co czasem spada im na łeb, potrafią odnaleźć radość. Potrafią przekuć własne doświadczenia w coś dobrego.
I właśnie wczoraj moja rozmówczyni powiedziała coś, co zostało i pracuje we mnie …
Jola, życie mnie nie oszczędzało. Doświadczyło mnie porządnie, ale ja mam apetyt na życie! Mam w sobie radość, nadzieję i pomimo tego wszystkiego wybieram szczęście. Chcę swoje doświadczenia przekuwać w coś dobrego. Chcę dawać ludziom radość, żeby się śmiali, cieszyli życiem.
I wiecie co?
Kiedy mój dom już spał, ja leżałam otulona kołdrą i przegryzałam każde jej słowo.
Bo ilu ludzi tak myśli? No ilu?!
Znam osoby, które po trudnych doświadczeniach pogrążyły się w alkoholu, używkach, zgorzknieniu. Które pozwoliły, żeby cierpienie odebrało im całą radość.
A ona?
Ona idzie pod prąd! Bierze byka za rogi i mówi życiu: No to chodź! Jeszcze ci pokażę, na co mnie stać!
Stoi jak królowa, z podniesioną głową, i nie tylko pielęgnuje własną radość, ale jeszcze ogrzewa nią innych.
Czyż to nie jest piękne?!
I nie chodzi o przyklejanie sobie banana do twarzy i udawanie, że wszystko jest cudownie. O nie! Chodzi o to, żeby pomimo bólu, rozczarowań i życiowych kopniaków nie pozwolić sobie odebrać apetytu na życie.
Mnie tacy ludzie motywują. Do myślenia, do działania, do tego, żeby nie zatrzymywać się wyłącznie na tym, co boli.
Bo cierpienie nie musi być jedynym, co mamy do zaoferowania światu.
I pomyśleć, że wystarczyło kilka minut rozmowy, żeby zostawić w drugim człowieku tyle dobra.
A Wy jakich ludzi lubicie mieć wokół siebie? Tych, którzy potrafią ogrzać Was swoją radością, czy może sami jesteście takimi lwami, które życie nieźle przeczołgało, ale apetytu na nie wciąż nie straciły?

Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.