Efekt domina robi swoje.

Najpierw Wiktoria. Potem Max wraca ze szkoły i oznajmia, że boli go gardło, kości i generalnie coś go rozkłada. Rano gorączki nie ma, więc idzie do szkoły.

A Tymek?

Od trzeciej nad ranem płacz, bo gardło boli, nos zatkany i wkurza się na wszystko.

Ja też od trzeciej nie śpię. Kości mnie bolą, głowa ledwo pracuje, ale przecież matka nie może sobie tak po prostu wywiesić kartki ZAMKNIĘTE Z POWODU CHOROBY

Matka musi funkcjonować. Choćby na oparach kawy i resztkach zdrowego rozsądku.

Ale nie o tym chciałam.

Wczoraj mój najmłodszy potomek wraca ze szkoły i już od progu informuje mnie, że jutro, czyli dzisiaj, ma Picture Day. Zdjęcia szkolne, proszę państwa! Wydarzenie wymagające odpowiedniego przygotowania!

– Mamo, jutro musisz mnie elegancko ubrać.

– Tymon, a jak mam cię ubrać elegancko?

Patrzy na mnie, jakbym nie zrozumiała najprostszej rzeczy na świecie.

– No jak to, mamo?! Nie wiesz? I have to be handsome!

ŻE CO?!

Handsome?!

Sześć lat ma człowiek! SZEŚĆ!

– Aaaa, czyli chcesz pięknie wyglądać. Dobrze, ubiorę ci koszulę i będzie elegancko.

– Mamo! Samą koszulę?! Ja chcę garnitur! I tie! I włosy mi na gel postawisz!

No pięknie.

Ja tu ledwo ogarniam życie, a mój sześciolatek szykuje się na sesję zdjęciową do magazynu mody.

– Tymon, garnitur na Picture Day? Może jednak trochę przesada?

Zastanowił się.

– OK, mamo. To co mi polecasz?

CO MU POLECAM?!

Ludzie kochani, ja jestem jego matką czy osobistą stylistką?!

Jeszcze chwila i zapyta mnie, czy mamy najnowszą kolekcję jesień–zima i czy może umówić się na indywidualną konsultację.

No ale skoro klient pyta, trzeba obsłużyć.

Otwieram szafę.

A tam, proszę państwa, asortyment jak w porządnym butiku. Koszule, muszki, krawaty, eleganckie spodnie. Bo mój najmłodszy syn uwielbia taki styl. Żadne tam byle co. Jak jest okazja, to ma być szyk, klasa i odpowiednia prezencja.

Wyciągam więc garderobę, a młody ogląda, analizuje, przykłada, zastanawia się.

Brakuje tylko, żeby poprosił o kawę i katalog.

– Tymon, ja bym ci zaproponowała niebieską koszulę, jasny sweter i granatowe spodnie. Będziesz wyglądał cool.

Patrzy. Myśli.

– OK. Ale mamo, bow tie czy tie?

No i masz!

Myślałam, że załatwiłam sprawę, a tu kolejny etap negocjacji.

– Tymon, a może bez krawata i muszki?

Spojrzenie.

Takie, wiecie, które mówi: Mamo, czy ty w ogóle znasz się na modzie?

No dobra. Poddaję się.

Wyciągam czerwony krawat.

– Ten!

Jest akceptacja. Uff!

Przy okazji przypomniało mi się, jak ostatnio szliśmy na jubileusz naszej wspólnoty. Młody zażądał krawata takiego samego jak tata. Żadnej dyskusji. Panowie mają wyglądać elegancko i koniec.

Max z kolei nigdy nie był wielkim miłośnikiem takich dodatków, chociaż ostatnio coś przebąkuje o garniturach i marynarkach. Ale to już temat na osobną opowieść.

Wracając do mojego małego klienta.

Strój zatwierdzony.

Myślicie, że koniec?

A GDZIE TAM!

– Mamo, teraz włosy.

– A co z włosami?

– Chcę mieć tak lekko podniesione. O, tak! Widzisz? Weź ten produkt, którego używa Max.

Oczywiście!

Bo przecież nie będziemy sześciolatkowi na głowę nakładać byle czego! Ma być profesjonalnie. Produkt starszego brata, odpowiednia technika, objętość, stylizacja.

Stoję więc przed moim małym elegantem, układam, podnoszę, poprawiam. Jeszcze trochę z lewej, jeszcze odrobinę z prawej.

Klient obserwuje postępy.

Ja się staram.

Przypominam, że od trzeciej rano jestem na nogach, organizm zgłasza reklamację, a ja właśnie świadczę usługi stylistyczno-fryzjerskie dla wymagającego sześciolatka.

W końcu skończyłam.

– Voilà, Tymon! Gotowe! Możesz się przejrzeć w lustrze.

Podchodzi.

Ogląda się z przodu.

Z boku.

Z drugiego boku.

Poprawia sweter.

Wkłada ręce do kieszeni.

Przybiera pozę.

Lekko się uśmiecha.

Ja stoję obok i czekam.

No bo przecież zaraz usłyszę:

Mamo! Wyglądam fantastycznie! Jesteś najlepszą stylistką na świecie!

Może nawet będą brawa.

Może uścisk.

Może chociaż jakieś wzruszające podziękowanie za mój trud i poświęcenie.

A on patrzy w lustro, przekrzywia głowę i z miną człowieka, który właśnie zatwierdził projekt wart milion dolarów, oznajmia:

– Może być.

…

MOŻE BYĆ?!

TYLKO TYLE?!

Człowieku! Ja tu pół garderoby przewaliłam, doradzałam, negocjowałam, dobierałam kolory, fryzurę zrobiłam, a ty mi mówisz MOŻE BYĆ?!

No ręce opadają!

Ale wiecie co?

Kiedy tak na niego patrzyłam, nie mogłam przestać się śmiać.

Bo ten mały człowiek naprawdę wie, czego chce. Ma swój gust, swoje zdanie i całkiem konkretną wizję siebie. Nie potrzebuje mojej aprobaty dla każdego szczegółu. Potrzebuje tylko, żebym pomogła mu zrealizować jego pomysł.

I choć czasem mam ochotę złapać się za głowę, to jednocześnie strasznie mnie to w nim rozczula.

Sześć lat. A już wie, że chce być handsome.

A ja?

Ja mam czterdzieści kilka lat, czasem stoję przed szafą i nie wiem, co na siebie włożyć. Wyciągam trzy bluzki, dwie pary spodni, przymierzam, zdejmuję, wzdycham, po czym zakładam to samo co zawsze.

Może powinnam zacząć konsultować swoje stylizacje z Tymonem?

Chociaż znając jego wymagania, obawiam się, że po pięciu minutach usłyszałabym:

– Mamo, to nie pasuje. Spróbuj czegoś innego.

I tak sobie myślę, że macierzyństwo to naprawdę fascynująca przygoda.

Jednego dnia jesteś pielęgniarką, kucharką, sprzątaczką, a drugiego stylistką, fryzjerką i doradcą wizerunkowym.

Wszystko w ramach jednego etatu.

Z bardzo wymagającym kierownictwem.

A dziś?

Dziś mój mały elegant, mimo lekkiego drapania i suchości w gardle, szykuje się na swój wielki Picture Day. Gorączki nie ma, więc szkolna sesja zdjęciowa odbędzie się zgodnie z planem!

Czerwony krawat na miejscu.

Fryzura dopracowana.

Stylizacja zatwierdzona.

Bo przecież, proszę państwa, HANDSOME zobowiązuje!

Także mój handsome wystylizowany, wyczesany, zadowolony z siebie, a my stoimy przed domem i czekamy na szkolny autobus.

Patrzę na tego mojego sześciolatka, który ma już własny gust, własne wymagania i najwyraźniej własnego, prywatnego stylistę w postaci matki, i myślę sobie jedno…

Oby tylko szkolny fotograf sprostał jego wymaganiom.

Bo ja, proszę państwa, swoje już przeszłam!

I całe szczęście, że chociaż reklamacji nie złożył!


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz