W natłoku tej całej codzienności zapomniałam napisać o czymś ważnym.
A no oczywiście zrobiłam kolejną mammografię i USG cycków.
Ale zanim to zrobiłam, dostałam sporo bardzo ciekawych wiadomości.
Żebym ABSOLUTNIE tego nie robiła.
Pod żadnym pozorem.
Bo to dziadostwo podobno spowoduje, że będę miała raka.
Tak, kochani.
Takie oto wiadomości dostałam.
Szok i niedowierzanie z jednej strony, bo żyjemy w czasach, w których dociera do człowieka taka masa informacji, że czasami naprawdę trudno oddzielić wiedzę od kompletnej bzdury.
Ale człowiek to przecież stworzenie, które MYŚLI.
Tak, proszę państwa, myśli.
A może tylko mi się wydaje, że myśli?
Bo kiedy czytam, że maszyna do mammografii robi raka, to kopara opada mi do samej podłogi i zebrać jej nie mogę.
Ludzie świata!
Ja wiem, wiem. Jest wolność słowa. Każdy może mówić, pisać i udostępniać, co chce.
Ale żeby aż tak?
Oczy wyskakują mi z orbit.
I naprawdę zaczęło mnie ciekawić, skąd bierze się takie myślenie.
Ktoś coś napisze.
Drugi poda dalej.
Trzeci dorzuci coś od siebie.
Czwarty już kompletnie nie pamięta, skąd to wie, ale WIE NA PEWNO.
I za chwilę pół internetu żyje nową prawdą objawioną.
A ja mam przecież swój rozum.
Może nie zawsze poukładany, może czasami trochę rozbiegany, może nieokrzesany i zakręcony, ale jednak MYŚLĘ.
Toż homo sapiens jestem czy jak?
Dlatego zamiast podejmować decyzję o swoim zdrowiu na podstawie wiadomości od kogoś, kto gdzieś czytał, że czyjaś koleżanka zna kobietę, której kuzynka podobno coś słyszała, wolę zapytać lekarza.
Poczytać.
Sprawdzić.
Pomyśleć.
I dopiero wtedy zdecydować.
Do cholery, od czegoś ci lekarze są, prawda?
No więc POSZŁAM.
Zrobiłam mammografię.
Zrobiłam USG.
Wróciłam cała.
Cycki też wróciły ze mną.
I wynik jest, a jakże.
Strachu nie mam, bo i po co?
Mój wynik to BI RADS 3, Probably Benign, czyli zmiana najprawdopodobniej łagodna.
I spokojnie.
ZERO PANIKI.
Nie jest to dla mnie sygnał, żeby siedzieć, obgryzać paznokcie, pisać testament i trząść portkami ze strachu.
Po prostu trzeba ją kontrolować.
Ot i cała filozofia.
Oczywiście miałam ambitny plan, że po badaniu usłyszę:
wszystko pięknie, widzimy się za pięć lat.
No niestety.
Nie ma tak dobrze.
Kontrola za rok.
I wiecie co?
Pójdę.
Bez dramatów.
Bez paniki.
Bez siedzenia do drugiej w nocy i czytania, że mammograf mnie napromieniuje, zgniecie, uszkodzi, zrobi mi raka .
Tak, mammografia wykorzystuje promieniowanie rentgenowskie.
Tak, wiąże się z niewielką dawką promieniowania.
Ale z tego do internetowego hasła:
„MAMMOGRAFIA POWODUJE RAKA”
jest naprawdę bardzo długa droga.
Rozmawiałam zresztą z lekarzem o tych wszystkich internetowych nowinach.
Pokręciła tylko głową.
Bo co ma zrobić?
Internet jest pięknym wynalazkiem.
Można znaleźć w nim wiedzę, doświadczenie innych ludzi, świetne materiały i naprawdę wartościowe informacje.
Ale internet przyjmie również każdą bzdurę.
Najlepiej napisaną WIELKIMI LITERAMI.
Z trzema wykrzyknikami.
I koniecznie z dopiskiem:
„LEKARZE CI TEGO NIE POWIEDZĄ!”
I wtedy dopiero zaczyna się jazda.
Ja nikogo nie zamierzam zmuszać do mammografii.
Każda kobieta ma swoje ciało, swój rozum i sama podejmuje decyzje dotyczące własnego zdrowia.
Ale błagam Was o jedno.
MYŚLCIE.
Pytajcie.
Sprawdzajcie.
Rozmawiajcie z lekarzami.
Szukajcie wiarygodnych informacji.
Nie oddawajcie własnego rozumu komuś tylko dlatego, że jego post został udostępniony pięć tysięcy razy.
Bo pięć tysięcy udostępnień nadal nie zamienia bzdury w fakt.
I żebyśmy się dobrze zrozumiały.
Ja naprawdę nie jestem z tych, co latają po lekarzach.
Nie biegam od gabinetu do gabinetu i nie szukam sobie kolejnych badań, bo akurat mam wolne popołudnie.
Oj nie.
Mam zdecydowanie ciekawsze rzeczy do roboty.
Ale jeśli już coś mi wykryją i wiem, że trzeba tego pilnować, to staram się o siebie dbać.
Tak mam chociażby z moimi zakręconymi hormonami tarczycowymi.
Nie zaprzyjaźniłam się z nimi z własnej woli, ale skoro już postanowiły urządzić sobie ze mną wspólne życie, to je kontroluję.
Robię badania.
Idę na wizytę, kiedy trzeba.
Pilnuję.
Bo udawanie, że czegoś nie ma, nie sprawi przecież, że to zniknie.
I dokładnie tak samo podchodzę teraz do moich cycków.
Powiedzieli:
Kontrola za rok
No to za rok melduję się ze swoimi cyckami w komplecie.
Nie dlatego, że kocham lekarzy, badania i poczekalnie.
Nie dlatego, że marzę o kolejnej mammografii.
Tylko dlatego, że wolę wiedzieć.
Wolę sprawdzić.
Wolę usłyszeć:
Spokojnie, obserwujemy
Niż kiedyś powiedzieć sobie:
Kurczę, mogłam zbadać się wcześniej
Tak więc, moje kochane babeczki, dbajcie o siebie.
Badajcie się zgodnie z zaleceniami swoich lekarzy. Pytajcie. Sprawdzajcie. Rozmawiajcie. Podejmujcie własne, świadome decyzje.
Ale nie pozwólcie, żeby internetowy strach myślał za Was.
Bo zdrowie mamy jedno.
Rozum też mamy własny.
I warto od czasu do czasu zrobić z niego użytek.
A mammograf?
Cóż.
Jak na razie nie zrobił mi raka, nie urwał cycków .
Za to pokazał coś, o czym wcześniej nie wiedziałam.
I dzięki temu mogę tego pilnować.
Tyle.
A za rok znowu się z nim spotkam.
A teraz naprawdę jestem ciekawa.
Czy Wy też dostałyście kiedyś wiadomości, żeby nie robić mammografii?
I co wtedy pomyślałyście?

Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.