Dzisiaj przegryzam tekst, który podesłał kolega. Dość długi, pełen podniosłych zdań, mocny, dający do myślenia. Czytam, odkładam, wracam do niego i znowu przegryzam po kawałku.

I jedno zdanie szczególnie nie daje mi spokoju:

„Nauczono je, W CO. Nikt nie nauczył ich, DLACZEGO.”

I właśnie od tego zdania zaczęło we mnie coś kiełkować.

Bo mam dzieci i zaczęłam się zastanawiać: czy ja nauczyłam je, dlaczego wierzymy?

I wiecie co?

Nie wiem.

Ja w ogóle nie wiem, czy potrafię nauczyć swoje dzieci wiary.

Nie jestem teologiem. Moja wiara pewnie jest jeszcze mniejsza niż ziarnko gorczycy. Nie znam wszystkich dogmatów, nie studiuję teologii, nie siedzę nad mądrymi księgami.

Pojadę na Forum, czasem pójdę na rekolekcje, pójdę na wtorkowe spotkanie ,posłucham konferencji, coś przeczytam. Tyle mojej wielkiej wiedzy.

Ale staram się o jedno  mieć relację z Nim.

I tu pojawia się moje własne dlaczego

Bo gdyby moje dziecko zapytało mnie dzisiaj:

Mamo, dlaczego wierzysz?

nie odpowiedziałabym mu wykładem z teologii.

Powiedziałabym:

Bo Go w swoim życiu doświadczam

Bo kiedy się boję — Jego szukam.

Kiedy jestem wdzięczna — Jemu dziękuję.

Kiedy czegoś nie rozumiem — Jego pytam.

A czasem kłócę się z Bogiem jak cholera! 

On doskonale wie, jaka jestem  butna, kłótliwa, zadziorna, uparta. Jak czegoś nie rozumiem, to pytam: Dlaczego?! .Jak mi się coś nie podoba, też Mu o tym mówię.

I może właśnie to jest moja relacja z Nim.

Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania i nie chcę przed własnymi dziećmi udawać, że znam.

Jeśli zapytają mnie o coś, czego nie wiem, mogę powiedzieć:

Nie wiem. Poszukajmy odpowiedzi razem

I tego akurat nie uważam za porażkę.

Chcę, żeby moje dzieci pytały. Chcę, żeby wiedziały, dlaczego chrześcijanie wierzą w to, w co wierzą. Chcę, żeby szukały odpowiedzi, a nie tylko uczyły się ich na pamięć.

Ale nie wierzę, że mogę włożyć im wiarę do głowy czy serca.

Mogę nauczyć dziecko modlitwy.

Mogę zabrać je do kościoła.

Ale nie mogę nakazać mu spotkania z Bogiem.

Nie mogę powiedzieć: Masz wierzyć i oczekiwać, że tym jednym zdaniem załatwiłam sprawę.

Moje dzieci mają wolną wolę.

Mogą kiedyś wybrać inaczej niż ja.

I pewnie będzie mnie to bolało. Ale nie chcę, żeby wierzyły tylko dlatego, że matka kazała 

Wolę pokazywać im swoim życiem, dlaczego Bóg jest ważny dla mnie.

Niech widzą, że się modlę.

Że szukam.

Że pytam.

Że czasem wątpię.

Że się z Nim kłócę.

Że czasem kompletnie Go nie rozumiem.

Ale ciągle do Niego wracam.

I dlatego po przeczytaniu zdania:

„Nauczono je, W CO. Nikt nie nauczył ich, DLACZEGO”

pomyślałam, że to dlaczego rzeczywiście jest ważne.

Tylko może oprócz pytania:

Dlaczego chrześcijanie wierzą?

warto któregoś dnia zadać własnemu dziecku jeszcze jedno:

A dlaczego TY wierzysz?

I pozwolić mu szukać własnej odpowiedzi.

Bo moją odpowiedź mogę mu pokazać.

Ale jego odpowiedzi za niego nie napiszę.

A Wy?

Gdyby dziś Wasze dziecko zapytało: Mamo, tato, dlaczego TY wierzysz? co byście mu odpowiedzieli?

Nie pytam o odpowiedź z katechizmu. Pytam o Wasze własne dlaczego 

Sama jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź