Lekarzy nie lubię. No nie lubię i już. Unikam ich jak ognia i idę wtedy, kiedy naprawdę muszę.
Nie należę do tych ludzi, którzy mają pięknie zapisane w kalendarzu: kontrola tego, kontrola tamtego, profilaktyka, badania, przegląd człowieka od góry do dołu. Nie. Ja raczej działam według zasady: żyje? Żyje. No to dobrze.
Jedynie endokrynologa zaliczam regularnie, jak w szwajcarskim zegarku. Tu nie ma dyskusji. Bo palpitacji mieć nie lubię, oddychać też lubię głęboko, a nie łapać dech jak żaba wyrzucona na brzeg, więc tarczycę pilnuję.
Reszta badań?
Hmmm…
Powiedzmy, że moja profilaktyka ma dość luźny grafik.
No i mammografia.
Niby pierwszą powinno się zrobić po czterdziestce.
Ja tymczasem powoli witam się już z pięćdziesiątką, więc… hmmm… jestem odrobinkę z poślizgiem.
Ale zrobiłam!
Wreszcie!
Pomyślałam: Jolka, idź, zrób, będziesz miała święty spokój. No bo co ja tam mogę mieć?
No i proszę Państwa…
A JAKŻE…..
Zacznijmy od tego, że cycki mam okazałe. Naprawdę OKAZAŁE. Takie, że na jednej można się położyć, a drugą przykryć.
Biustonosze kupuję w rozmiarach przypominających spadochrony. Victoria’s Secret? Ja nawet tam nie wchodzę. Victoria może i ma swoje sekrety, ale mojego rozmiaru raczej wśród nich nie trzyma.
Przyzwyczaiłam się. Taki model.
Fabrycznie bogato wyposażony. 😂
No więc zrobiłam tę cholerną mammografię i pomyślałam:
ODHACZONE! Do zobaczenia za pięć lat!
Bo ja oczywiście w swojej błogiej nieświadomości uznałam, że skoro nic mnie nie boli, nic mi nie jest i generalnie moje dwa spadochrony mają się dobrze, to po co się z nimi częściej fotografować?
TAKIEGO WAŁA.
Nie zdążyłam się dobrze nacieszyć wizją pięciu lat świętego spokoju, a tu telefon.
Proszę umówić kolejne badanie.
Dobra. Umówiłam.
Na listopad.
Myślicie, że im wystarczyło?
GDZIE TAM.
Dzwonią dalej.
Telefon.
Wiadomość.
Znowu telefon.
Proszę zadzwonić. Proszę zadzwonić. PROSZĘ ZADZWONIĆ.
Normalnie gorąca linia. 😂 Jeszcze chwila i zaczęłabym odbierać:
Tak, słucham, tu biust Joli. W czym możemy pomóc?🤣
No więc oddzwaniam.
A tam już wszystko przygotowane! Nowe skierowanie jest, lekarz ogarnięty, termin trzeba przyspieszyć.
Ja nawet u lekarza nie byłam, a oni działają, jakbym była jakimś VIP-em medycyny. Normalnie rozchwytywana kobieta!
I tak z listopada zrobił się…
przyszły tydzień.
No dobra, ludzie, spokojnie! 😂 Co wy tam zobaczyliście, że takie larum?!
Okazało się, że na mammografii coś im się nie spodobało. Coś znaleźli, coś chcą obejrzeć dokładniej i trzeba zrobić kolejne badania.
No to dobra.
Robimy.
I tutaj humor humorem, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawia się jednak ta jedna myśl:
Oby tylko nie było to TO na trzy litery.
Więc trzymajcie kciuki.
Ale jestem spokojna. Naprawdę. Nie panikuję, bo co mi da zamartwianie się na zapas? Nic. Najpierw badania, potem będziemy wiedzieć, o co chodzi.
No cóż… zawsze musi być coś pod górkę.
Człowiek przez kilka lat skutecznie omija lekarzy szerokim łukiem, wreszcie daje się namówić na profilaktykę i myśli:
Odhaczę, zrobię i mam pięć lat świętego spokoju.
A tu zamiast spokoju dostałam abonament na telefony, nowe skierowanie i kolejną sesję zdjęciową własnych cycków już w następnym tygodniu.
Taki oto mój plan pięcioletni.
Wytrzymał mniej więcej do pierwszego telefonu. 🤣
Ale idziemy dalej. Badamy się. Sprawdzamy. Nie uciekamy.
A może to nawet lekcja dla takiej upartej baby jak ja, która do lekarza idzie dopiero wtedy, kiedy już naprawdę musi?
Może.
Czy od teraz będę wzorową pacjentką i będę biegać na wszystkie badania kontrolne?
No dobra… nie rozpędzajmy się aż tak. 😂😂😂
Na razie zacznijmy od przyszłego tygodnia.
I trzymajcie kciuki, żeby moje dwa spadochrony okazały się tylko… duże, ciężkie i całkowicie zdrowe. 😂❤️
A teraz jestem ciekawa jak jest u Was? ❤️
Badacie się regularnie? Robicie wszystkie kontrole, pilnujecie terminów i trzymacie rękę na pulsie?
Czy może jesteście trochę jak ja ciągle coś się dzieje, dom, praca, dzieci, obowiązki, tysiąc spraw do załatwienia, a siebie człowiek wpisuje gdzieś na samym końcu listy? I ciągle powtarza: zrobię, pójdę, umówię się… tylko nie teraz, bo nie mam czasu…
No właśnie… a potem nagle się okazuje, że może jednak dla siebie też trzeba ten czas znaleźć.
Napiszcie, jak jest u Was. Jestem naprawdę ciekawa wzorowi pacjenci czy drużyna pójdę, jak już naprawdę będę musiała?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Na mammografię chodzę regularnie , co roku .
Dodatkowo chodzę na USG piersi bo mam “ dense breasts” I zawsze mnie kierują na to dodatkowe badanie.
U Ciebie pewnie podobna historia .
Powodzenia
No właśnie!Dzisiaj dostałam list i napisali mi dokładnie o tej gęstej tkance, więc od razu zrobiło mi się spokojniej. Czyli wygląda na to, że u mnie może być podobna historia i stąd te dodatkowe badania. Ale zaraz, zaraz… Ty mi tu teraz mówisz, że mammografia CO ROKU?! Ja byłam święcie przekonana, że zrobię jedną i przez pięć lat mam święty spokój! A tu się okazuje, że jak już raz człowieka dopadli, to nie wypuszczą.
Co roku Jola. Cytologia co 3 lata . Cytologię robisz , tak?
Co do lekarzy mam takie same odczucia jak Ty. Omijam, unikam i im generalnie nie ufam. Ostatnio u jakiegokolwiek bylam moze 3-4 lata temu a na mammo never. Obawiam sie ze trzeba powaznie to rozwazyc bo 50 tka tuz tuz…”nie chcem ale muszem”. Spadochronami nie dysponuje ale cokolwiek mam to chcialabym zeby bylo zdrowe i silne. Z doswiadczenia licznych babek widze ze oni jak juz Cie zlapia tak ganiaja pozniej i strasza tkankami. Tylko spokoj moze nas uratowac. Bedzie 👍🏼
Asiu, no i widzisz czyli jednak nie tylko ja należę do klubu lekarz? A może jednak za rok…!😂😂 Człowiek całe życie omija gabinety szerokim łukiem, aż przychodzi ta nieszczęsna 50-tka i nagle słyszy: mammografia, kontrola, profilaktyka… i człowiek się zastanawia, kiedy właściwie zapisał się do tego programu. Ale powiem Ci jedno idź na tę mammografię. Ja też szłam z nastawieniem nie chcę, ale muszem i dziś wiem, że lepiej raz zacisnąć zęby i sprawdzić, niż później żałować, że się odkładało. A że potem potrafią człowieka pogonić na dodatkowe zdjęcia, USG i postraszyć jakąś „tkanką”, to już inna historia. Chyba musimy obie przyjąć do wiadomości, że spadochronu mieć nie musimy, ale przegląd techniczny po pięćdziesiątce jednak warto zrobić. 🤣❤️ Obyśmy tylko po każdym takim przeglądzie dostawały pieczątkę: zdrowa, sprawna, można dalej szaleć 😂😘Chciałabym dożyć setki w zdrowiu 😁
Ania, szczerze? 😂 Z moją profilaktyką jest trochę jak ze sprzątaniem szafy wiem, że trzeba, ale dopóki jej nie otworzę, żyję spokojniej. Krew i hormony robię regularnie, ale cała reszta… hmmm. Cytologię robiłam jakieś cztery lata temu, więc wiem, wiem najwyższa pora się Chyba czas zrobić przegląd techniczny właścicielki, a nie tylko hormonów!