New York od lat przestał mieć prawdziwą wiosnę. Nie ma już tego czasu, kiedy cieszysz się pierwszym słońcem, zakładasz lekki płaszcz i powoli żegnasz zimowe kurtki. Tu często jest skrajność albo zimno, albo od razu gorąco i duszno. Jakby ktoś nacisnął przycisk: pomiń porę roku.
Kilka dni temu jeszcze zimowe kurtki, a dziś krótkie spodenki, wilgoć i ciężkie powietrze odbierające oddech. Każdy, kto mieszkał w New York latem, wie, o czym mówię. Ta lepka wilgotność potrafi sprawić, że zwykłe oddychanie przypomina wciąganie mokrego ręcznika do płuc.
New York to beton. Ogromne budynki, asfalt, chodniki, ściany, stacje metra. Miliony ton materiałów, które przez cały dzień magazynują ciepło, a potem oddają je ze zdwojoną siłą. Bo gdzie to gorąco ma się akumulować? W ziemi? Tej, która dawno została zalana betonem?
Zieleń istnieje, ale często wydaje się kroplą w oceanie. Latem miasto zamienia się w wielki piec. I kiedy widzę turystów spacerujących godzinami po tych rozgrzanych słońcem tonach betonu, naprawdę ich podziwiam.
Gdybym mogła, spakowałabym się i wyjechała na całe wakacje do Maine. Tam, gdzie nie czuć tego ukropu. Gdzie zieleń buja, powietrze jest świeże, a rankiem można poczuć przyjemny chłód i odetchnąć pełną piersią.
Metro? Darmowa sauna. Czekasz na pociąg trzy minuty, a czujesz się, jakbyś stała tam wieczność. Pot leje się ciurkiem, klimatyzacji brak. Ulice? Fala gorąca odbijająca się od wszystkiego wokół. Schronienie przed upałem bywa luksusem.
Dzisiaj drugi dzień świeżego powietrza. Otworzone okna, wyłączona klimatyzacja i ten prosty luksus oddychać bez wysiłku. Cieszyć się chłodnym powiewem wiatru. Dopiero wtedy człowiek przypomina sobie, jak powinno smakować normalne powietrze. Jaki to błogostan móc cieszyć się chłodniejszym dniem.
A czasem marzę o wygranej w totka i małym domku w Maine. Takim miejscu, gdzie lato pachnie lasem i wodą, a nie rozgrzanym betonem. A pośrodku jeziora ja, z kubkiem gorącej kawy, ogrzewająca dłonie i delektująca się pięknem poranka gdzieś na małej łódce.
Błogi obraz. Bo tak naprawdę do szczęścia niewiele potrzeba, prawda?
Ale się rozmarzyłam…
Powiedzcie… lubicie lato? I jak wygląda ono tam, gdzie mieszkacie?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.