Siedzę w fotelu. Sobota rano.
Popijam kawę, którą zrobił mi Tymon jak zawsze pierwszy, jak zawsze z troską większą niż jego małe dłonie.
Mamo, ja zrobię.
Ja siedzę, głowa pęka, serce jeszcze nie wie, co czuje.
Jak zwykle sięgam po telefon i trafiam na słowa, które dotykają jak ręka zimna i ciężka słowa Matki, której córka Hania odeszła.
Przeczytajcie jej historię tutaj:
Nie znam tego bólu i mam nadzieję, że nigdy go nie poznam.
Ale czytając, czuję jakby ktoś ścisnął mi gardło od środka tak mocno, że świat traci lekkie brzemię, a wszystko staje się ciężkie.
To jest tak okrutne, że aż nie chce się wierzyć.
Matka zostaje.
Dziecko odchodzi.
Porządek świata pęka.
Nie potrafię tej Matce pomóc.
Nie potrafię ulżyć.
Ale jej słowa dotknęły mnie tak głęboko, że mam ochotę przytulić swoje dzieci mocniej.
Dłużej.
Tak jakby jutra mogło nie być.
Bo jutro naprawdę nie jest nasze jutro może przynieść wszystko:
chorobę
śmierć
radość
ciszę
Mamy tylko dziś.
Ten poranek.
Tę kawę.
Te małe dłonie, które chcą zrobić coś dobrego.
Dlatego dziś przytulam mocniej.
Świadomiej.
Przytulajcie mężów.
Przytulajcie dzieci.
Bądźcie razem.
Bo naprawdę tylko miłość zostaje.
💔🤍
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.