Kocham grudzień. Naprawdę kocham. Ten czas ma w sobie coś takiego, co trudno ubrać w słowa… I nawet to, że dni są krótkie, że szybko robi się ciemno – jakoś mnie to teraz nie rusza. Wręcz przeciwnie, pasuje mi to do całej tej świątecznej aury. Lubię ten czas przygotowań, ten czas oczekiwania, tę całą magię, która unosi się w powietrzu. Światełka wszędzie, albo prawie wszędzie – i to ich migotanie dodaje wszystkiemu takiego uroku, takiego ciepła, że człowiek aż mięknie w środku. W domach choinki – piękne, zielone, oświetlone tysiącem lampek… jest w tym coś niepowtarzalnego, coś błogiego, coś, co otula duszę jak miękki koc i człowiek od razu czuje się lepiej.

No i muzyka… W grudniu wszystko brzmi inaczej. W grudniu mogę słuchać wszystkiego, ale Sade to już w ogóle – ona mnie koi, unosi, relaksuje, jej głos ma taki vibe, że mogłabym stać w kolejce i zasnąć na stojąco, a i tak byłoby mi dobrze. Ech… Włączam smooth jazz chillout, jakieś świąteczne nuty i odlatuję. Kocham ten czas, naprawdę. To jest taki moment w roku, kiedy dźwięki jakby bardziej trafiają w serce, jakby wiedziały, że człowiek potrzebuje otulenia.

A potem wracają wspomnienia…

Poezja śpiewana to była moja młodość. Ana Szałapak i jej anielski głos… słuchaliście jej? Znacie jej „Grajmy Panu”? Matko kochana, ona tak dotyka tych słów, jakby krople deszczu dotykały szyby – delikatnie, czule, z drżeniem. Tak właśnie czuję jej głos: jak dotyk anioła, jak oddech światła na skórze.

Albo Stare Dobre Małżeństwo – „4 nad ranem”, albo te bieszczadzkie anioły… To wszystko ma dla mnie smak dawnych wieczorów, ciepłych myśli, ludzi, którzy byli obok. I Marek Grechuta, jeżu kolczasty, jego głos to perełka – tak delikatnie dotykał słów, jakby każde było kruche i piękne jednocześnie. A Edyta Geppert i jej „Kocham cię życie”, Magda Umer z tą swoją nostalgiczną miękkością… Jest tyle tego, że aż się człowiekowi robi w sercu miękko. Mam ogromny sentyment do tej muzyki – ona mnie tuli, koi, łagodzi, przypomina kim byłam i kim jestem.

Siedzę sobie teraz w fotelu, kubek kawy obok, patrzę na te wszystkie światełka, słucham tych dźwięków, i naprawdę – brakuje mi tylko kominka, żeby odlecieć całkowicie w ten świąteczny vibe. W takim momencie świat zwalnia, jakby specjalnie po to, żeby dać mi chwilę oddechu.

A Wy? Jak to u Was z muzyką w grudniu?

Co Was rusza, co Was otula, co Wam poprawia nastrój w te długie zimowe wieczory?

Podzielcie się… bo grudzień to idealny czas, żeby dzielić się ciepłem. 


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź