Siedzę w kafeterii. Lunch o 9 pm 🤣
Mam godzinkę odpoczynku. Piję dwie herbaty, wcinam jabłko i penetruję wzrokiem życie toczące się za moim szklanym oknem.
Za szybą Manhattan. Nocą wygląda naprawdę ładnie… a może to te świąteczne dekoracje? Tysiące lampeczek, światło, ruch. Jest klimat.
Jutro miną dwa tygodnie odkąd pracuję popołudniami.
Sobota i niedziela mam wolne — hurra!
Kiedy wychodzę z domu, młody woła:
„Mamo, I miss you…”
Trochę mnie to bierze, ale nie mięknę. Idę.
Dziewczyny świetnie sobie radzą z młodym, więc zasuwam.
Dziś jestem na chemii. Staram się nie rozczulać, ale ciężko mi… kurde.
Najgorzej w momencie, kiedy otwieram drzwi oddziału. Ten specyficzny zapach od razu wbija mi się w nozdrza. Wciąż trudno mi się do niego przyzwyczaić. Nawet kubek wody nie przechodzi mi przez gardło — jakby jakaś niewidzialna obręcz siedziała mi w gardle.
Trafiło mi się naprawdę fajne miejsce. Bardzo mili, grzeczni ludzie, przyjaźnie nastawieni. Póki co jestem jedyną Polką w naszym teamie.
Codziennie widzę tyle ludzkiej biedy… dotyka mnie to cholernie.
Potrzebuję czasu, żeby być taka jak ekipa, z którą pracuję. Ich to już nie rusza. Ja ratuję się muzyką albo modlitwą, żeby oczy nie pociły mi się tak bardzo, kiedy przechodzę między pokojami.
Co dały mi te dwa tygodnie?
Ogrom.
Naprawdę inaczej patrzę na swoją rodzinę. Na zdrowie. Na to, że je mam i jak często nim szafuję. I wiem, że mam za co Bogu każdego dnia dziękować.
Dziś wróciłam z pracy rano — miałam krótki dzień. Wsunęłam się pod kołdrę, bo chyba po prostu tego potrzebowałam… i odpłynęłam. Obudziłam się dopiero, kiedy dziewczyny przywiozły młodego ze szkoły.
Głowa mi pękała, bo nigdy nie śpię po południu — dziś było inaczej.
Ogarnęłam się raz dwa, dojeżdżam do szpitala, lecę na swoje piętro, a tam mój manager:
„Jola, masz siłę? Dałabyś radę dziś latać między dwoma piętrami?”
No jak nie dam — jak dam!
I latam: góra–dół, góra–dół.
Popijam herbatę miętową, bo kawy nie chcę tykać. Marzę tylko o tym, żeby po powrocie wsunąć się do ciepłego łóżka, ogrzać zmarznięte nogi w stopach mojego męża i zasnąć tak szybko, jak się da.
Zawsze chciałam pracować w szpitalu. Może nie robić dokładnie tego, co robię teraz, ale od jakiegoś kroku trzeba zacząć.
Jestem dumna, że pracuję w szpitalu.
Kończę lunch i lecę dalej zasuwać, bo jeszcze trochę zostało.
Czy Wasza praca też czasem uczy Was pokory i wdzięczności?
Dobrej nocy, kochani 🤍
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.