Ten post jest dla Ciebie, która czytasz to w biegu.
Między jednym „muszę” a drugim „zaraz”.
Dla Ciebie, która może właśnie mieszasz zupę, układasz pranie, odbierasz telefon, myślisz o jutrzejszym obiedzie i czujesz, że już nie masz siły.
Dla Ciebie, która czasem siadasz wieczorem i pytasz siebie w ciszy: czy to wszystko ma sens?
Kochana — ma.
Bo choć jesteś zmęczona, choć biegniesz, choć często masz wrażenie, że nikt tego nie widzi… Bóg widzi. 💛
Znasz ten moment, kiedy wchodzisz na spotkanie — wspólnoty, pracy, rozmowy — i niby jesteś tam ciałem, ale myślami… jeszcze w domu?
W głowie galopują listy, zadania, wspomnienia, zapach obiadu jeszcze unosi się w powietrzu, zmywarka mruczy w tle, a pranie w pralce czeka, żeby je rozwiesić.
Ja tak mam.
Bo nie potrafię być „na pół”.
Jak się angażuję, to całą sobą — i w dom, i w ludzi, i w Boga.
Kiedy przekręcam klucz w drzwiach, zanim jeszcze ściągnę buty, już działam.
Torba zsuwa się z ramienia, a ja w tym samym momencie pochylam się, żeby podnieść porozrzucane skarpetki i papierek po batonie, który ktoś „zapomniał” wyrzucić.
Na stoliku kubek po porannej herbacie, w kuchni ślady obiadu — a ja już w ruchu.
Otwieram zlew, myję ręce i… przy okazji myję wszystko wokół. Bo nie umiem inaczej.
Bo jak widzę rozlaną wodę przy umywalce, to już sięgam po ścierkę.
Jak widzę pastę do zębów rozbryzganą po lustrze i ścianie, to nie potrafię przejść obojętnie — już wycieram.
Korek od pasty gdzieś na podłodze, ręcznik wylądował w zlewie, a mydło rozlane na blat — i zanim się zorientuję, już jestem w trybie „akcja – porządek”.
Bo nie potrafię usiąść, dopóki wokół nie ma choć odrobiny spokoju.
Potem lecę do kuchni — przetrę blat, pozbieram okruchy, odłożę kubki, wstawię zupę, doprawię sos, jeszcze tylko szybkie spojrzenie do lodówki: „co trzeba kupić?”.
Zamykam drzwi lodówki, a w głowie już układam listę zakupów.
A przy tym wszystkim — myślę.
Myślę, co jutro ugotuję.
Co przygotować młodemu na śniadanie.
Czy wystarczy pieczywa, mleka, owoców.
I tak w kółko — wszystko wiruje, wszystko się dzieje.
Dom, który kocham, czasem wygląda jak po małym huraganie — a ja w środku tego wszystkiego, w kurtce, z torbą jeszcze przewieszoną przez ramię, próbuję ogarnąć świat.
Ale to właśnie mój świat — pełen bałaganu, zapachu płynu do naczyń, szumu pralki i dziecięcego śmiechu w tle.
I wtedy przychodzi wieczór.
Czas spotkania wspólnoty — chwila, na którą czekam, a jednocześnie… wpadam w nią z rozpędu.
Zmywarka jeszcze nie domknięta, dzieci jeszcze coś wołają:
„Mamo, a gdzie mój T-shirt?”
„Mamo, obudzisz mnie jutro o 5?”
A ja w środku: „Dobrze, dobrze, tylko pozwólcie mi oddychać…”
I już wiem — zaraz kliknę „dołącz do spotkania”, ale głowa wciąż jest tam, gdzie przed chwilą byłam: w kuchni, w łazience, w codzienności.
I wtedy ktoś mówi:
„Jola, poprowadzisz modlitwę?”
A ja w środku czuję to ciepło, zmieszane ze zmęczeniem i myślę:
„Boże, ja jeszcze nie zdążyłam się przełączyć! Jeszcze nie jestem w tym stanie ciszy, jeszcze nie zdążyłam zostawić swojego dnia za sobą…”
Bo to nie jest takie proste.
Nie ma guzika, który przełącza człowieka z „trybu matki” na „tryb skupienia”.
Nie da się w sekundę zostawić obowiązków, zmęczenia, trosk.
Ale mimo wszystko — jestem.
Zasiadam, słucham, chłonę.
Nie zawsze mam siłę się odezwać, nie zawsze mam słowa, które oddadzą, co czuję.
Ale Bóg wie.
On widzi, że przyszłam.
Że chciałam być z Nim, choć w głowie jeszcze trwa domowe tornado.
A potem, kiedy wszyscy już śpią, gaszę światło i wreszcie mam ciszę.
Patrzę w okno, oddycham głęboko i wracam myślami do tego, co usłyszałam.
Do słów, które padły na spotkaniu, do modlitwy, do pokoju, który zaczyna we mnie kiełkować.
I wtedy czuję wdzięczność.
Bo wiem, że Bóg widzi.
Widzi każdą chwilę, w której staram się być dobrą matką, żoną, kobietą, Jego córką.
Widzi ten chaos, ten trud, te niedospane noce i rozlaną kawę, której nawet nie zdążyłam wypić.
Widzi też moje serce — zmęczone, ale wierne.
Dlatego dziś chcę Ci powiedzieć, kochana:
Nie musisz być idealna.
Nie musisz wszystkiego zdążyć.
Nie musisz „przełączać się” w sekundę z roli w rolę.
Bóg nie szuka w Tobie perfekcji — On szuka Twojej obecności.
Bo każda Twoja modlitwa, nawet ta w biegu, między jednym „mamo!” a drugim, jest słyszana.
Każde westchnienie, każda myśl, każdy gest — ma znaczenie.
Jesteś matką na pełnych obrotach, ale w tym całym szaleństwie jesteś też kobietą z sercem, które potrafi kochać ponad zmęczenie.
I wiesz co? To właśnie jest świętość — codzienna, cicha, ubrana w fartuch, z włosami związanymi w koczek i wiarą w oczach.
Nowy dzień. Nowe wyzwania.
Może znów się nie wyrobisz, może coś się przypali, może zapomnisz o jakiejś rzeczy z listy.
Ale nie zapomnij o jednym — jesteś wystarczająca.
Bóg widzi.
I cieszy się Tobą.
Nawet jeśli dziś nic nie powiedziałaś na spotkaniu.
Nawet jeśli nie włączyłaś mikrofonu, nie poprowadziłaś modlitwy.
To i tak dla Boga było cudowne, że byłaś — że słuchałaś, że pozwoliłaś, by Jego Słowo Cię dotknęło.
To się liczy. Tylko to.
Nie obwiniaj się, że mogłaś zrobić więcej, że mogłaś coś powiedzieć, a nie miałaś sił.
Bo On wie.
On widzi Twoje „chce”.
I ja też to widzę — i przytulam Cię właśnie w tym chaosie Twojego życia.
Bo Bóg nas widzi.
Widzi nasze zmęczenie, nasze starania, nasze pragnienia, naszą wiarę ukrytą w zlewie pełnym naczyń i w dłoniach, które codziennie wycierają rozlaną wodę przy umywalce.
I w tym wszystkim — jesteśmy Jego ukochanymi dziećmi 👶