Serio – czuję, że eksploduję wdzięcznością i radością. To był dzień, który udowodnił mi, że kiedy idę w coś na 100%, kiedy wkładam całe serce i duszę w nawet najmniejszą rzecz, to Wszechświat, Pan Bóg i dobrzy ludzie dokładają swoją cegiełkę. I wtedy dzieje się magia, wtedy powstaje prawdziwy ogień 🔥.
Bo taka jestem – nie na pół gwizdka, nie na „może kiedyś”. Jak idę, to biegnę. Jak robię, to z pasją. Jak się angażuję, to całą sobą. Wzięłam się za te gofry niby przypadkiem – a skończyło się tym, że upiekłam całe morze dobra. I wiecie co? To dobro wróciło do mnie z taką mocą, że aż dech zapiera!
Moja wspólnota – cud, miód i miłość. Msza Święta ofiarowana za mnie i moich bliskich, modlitwa ojca Michała, słowa, które spadły na mnie jak deszcz błogosławieństwa. Tyle piękna, że aż chciałam się pod ziemię schować – bo kto by pomyślał, że można tyle dobrego o mnie powiedzieć? A jednak! Każde słowo wchłonęłam, każde przyjęłam, każde trzymam w sercu jak najcenniejszą perłę. I chcę je rozpakowywać codziennie, smakować i przeżywać od nowa, bo każde z nich niesie miłość i światło.
A potem… magia chwili. Kolega ze wspólnoty, Romek, wziął gitarę i zaczął grać „Sto lat”, a wszyscy, którzy tam byli – w tym mój mąż Sławek – wstali i odśpiewali je razem. Głosy ludzi, śmiech, muzyka, radość – to było jak hymn wspólnoty, hymn miłości. Chwilo, trwaj! Takie momenty zapisują się w sercu na zawsze.
Rodzina? Moje skarby najdroższe! Dzieciaki zaskoczyły mnie trzema nowymi książkami Musierowicz – perełkami do mojej kolekcji. Do tego bukiet słoneczników – kwiatów mojego życia, moich marzeń, mojej duszy. Stały się dziś symbolem wszystkiego, co kocham: prostoty, szczerości i światła. Patrzę na nie i wiem, że to jest moje – moje życie, moje szczęście, moja miłość.
A to jeszcze nie koniec! Bo dostałam morze cudownych życzeń – nie tylko „odklepane Happy Birthday”, ale prawdziwe słowa, które niosły moc, które poruszały serce, które sprawiały, że chciało mi się płakać ze wzruszenia i jednocześnie skakać z radości. To były życzenia, od których serce chce wyskoczyć z piersi, bo czuje, że jest kochane i ważne. I za to dziękuję – za każdą literę, za każdy znak, za każde „kocham Cię” ukryte w tych życzeniach.
I wiecie co jeszcze? Dziękuję Bogu, że wybrał mi taki cudowny dzień narodzin. Powiem Wam szczerze – ja zawsze lubiłam ten mój 20 wrzesień. A dziś jeszcze bardziej – bo dostałam wiadomość, może nic wielkiego, nic znaczącego dla innych, ale dla mnie ogromny znak. Modliłam się do Boga, prosiłam i On dziś, po 7 latach, odpowiedział. Dał mi znak, że jest wierny, że słucha, że prowadzi. Czy to nie jest piękne? Czy nie mam skakać z radości i wdzięczności? 🙏
Mam w sercu przeogromną radość, bo Bóg jest i daje mi tyle, że trudno ogarnąć. A ludzie tego dnia dziękowali mi za to, co robię. A co ja robię? Nic wielkiego. Po prostu jestem. Uśmiecham się, staram się, jeśli mogę, nieść Boga w dobrym słowie. I to wszystko. A jednak – to wraca, rośnie, przemienia.
I patrzę na to wszystko i wiem jedno: jestem szczęściarą. Tak, szczęściarą, bo mam życie, które jest moje – proste, zwyczajne, a jednocześnie tak piekielnie wyjątkowe. Kocham je. Kocham ludzi, którzy je wypełniają. Kocham to, że mogę cieszyć się drobiazgami, które wcale drobiazgami nie są. Kocham to, że mogę dawać radość innym, że mogę działać, tworzyć, angażować się i być potrzebna. Bo właśnie wtedy czuję, że żyję naprawdę.
Nie zamieniłabym tego na nic innego. To moje życie – ukochane, jedyne, prawdziwe. I idę z nim do przodu z sercem rozpalonym i wdzięcznym, gotowa brać wszystko, co przynosi dzień.
„W życiu piękne są tylko chwile…” – Rysiek Riedel 🎶
I niech tak zostanie! Niech to życie mnie pali, niech daje vibe, niech mi się zawsze chce działać, kochać, pomagać i czuć. Bo to jest piękne – kiedy człowiek robi coś nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce. Bo kocha. Bo czuje. Bo pragnie dzielić się tym, co ma najcenniejsze – sercem. ♥️