Kurde, ludziska kochani… ja nawet nie wiem, od czego zacząć! Tyle emocji jeszcze we mnie buzuje, że najchętniej opowiedziałabym Wam wszystko naraz, a potem jeszcze raz od początku!
Na ten piknik czekam cały rok. Serio. Od pięciu lat mamy tę naszą tradycję i za każdym razem jest tak samo: czekasz, planujesz, szykujesz, zastanawiasz się, co upiec, co ugotować, co zabrać… a potem człowiek tylko pstryknie palcami i już jest wieczór.
No jak?! Przecież dopiero przyjechaliśmy!
Ale tegoroczny piknik był naprawdę wyjątkowy.
15 sierpnia obchodzimy Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a w naszej polskiej tradycji to również święto Matki Bożej Zielnej. I chyba nie mogliśmy przeżyć go piękniej.
Wśród drzew, kwiatów, zieleni i nad wodą nasz ojciec Karol odprawił dla nas Mszę Świętą polową.
Boże… ❤️
Stałam tam i powstrzymywałam łzy.
Ołtarz pośród zieleni, kwiaty zerwane prosto z ogrodu ozdabiające polowy ołtarz, słońce przedzierające się między drzewami, a zamiast organów… cykady i ptaki.
I powiem Wam, że dawały taki koncert, jakby ktoś im wcześniej powiedział:
– Słuchajcie, dzisiaj gramy na Mszy, proszę się postarać!
No i się postarały.
To była najpiękniejsza naturalna orkiestra. Słodka symfonia stworzenia.
Podziwiałam ten ołtarz wśród kwiatów i dumałam sobie, że przecież właśnie tak powinno wyglądać święto Matki Bożej Zielnej. Prawdziwie po polsku. Z kwiatami, zielenią, modlitwą, ludźmi obok siebie i wdzięcznością za to, co mamy.
A po Mszy?
No cóż…
Święci świętymi, ale piknik sam się nie zrobi!
Ruszyły grille, stoły zaczęły się uginać, jedzenia jak zwykle było chyba dla małej armii, rozmowy płynęły jedna za drugą, śmiechu było co niemiara, muzyka, śpiew, żarty… Czyli wszystko to, co kocham!
Bo ja kocham takie spotkania. Kocham ludzi. Kocham siedzieć przy stole i gadać. Kocham śpiewać. Kocham się śmiać. Kocham patrzeć, jak dzieciaki wskakują do wody i mają gdzieś cały dorosły świat. Kocham te rozmowy poważne i te kompletnie niepoważne, po których człowieka boli brzuch ze śmiechu.
A wierzcie mi działo się, oj działo! 🤣😂
Bo dzisiejsze wykonanie „Córki rybaka” to był taki sztos, że do tej pory leżę i kwiczę! A video, które przy okazji nakręciliśmy… powiem tylko tyle:
Internet nie jest na nie gotowy!
Że też ludzie mają takie pomysły! Ale u nas, jak widać, wszystko jest możliwe. 😜
A panowie przy grillu też mieli swoje pięć minut. Kiedy normalne metody rozpalania przestały wystarczać, do akcji wkroczył ciężki sprzęt! 😂😂😂
Jak się zawzięli, jak się wzięli, tak węgiel na grilla rozpalili! Jeszcze chwila i pomyślałabym, że zamiast kiełbasy będziemy grillować pół lasu! 😂
Była woda, kąpiele, dziecięce szaleństwa, piękne widoki, cudowna pogoda, jedzenie, śmiech, rozmowy, muzyka i przede wszystkim…
BYLIŚMY RAZEM.
I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Nie idealnie nakryty stół.
Nie to, kto co przywiózł.
Nie to, czy czegoś zabrakło albo zostało za dużo.
Ludzie. Obecność. Wspólny czas.
Bo jedzenie się zjada.
Grill gaśnie.
Stoły się sprząta.
Ręczniki wysychają.
I nawet ten dzień, na który czekało się cały rok, mija zdecydowanie za szybko.
Ale zostaje coś jeszcze.
Zdjęcia. Śmiech, który człowiek nadal słyszy w głowie. Zdania wypowiedziane przy stole. Dzieci biegające nad wodą. Smak jedzenia z grilla. Ciepło słońca. Cykady „grające” podczas Mszy.
I ten jeden obraz, który chyba zostanie ze mną najdłużej:
biały ołtarz pośród zieleni, kwiaty i Eucharystia sprawowana pod gołym niebem.
Matko Boża Zielna… chyba naprawdę byłaś dziś z nami pośród tych wszystkich kwiatów. ❤️
I tylko jedno mam zastrzeżenie do tego naszego pikniku.
KTO TAK PRZYSPIESZA CZAS?!
Przecież dopiero przyjechaliśmy, a już trzeba było wracać!
Dziękuję Wam, Kochani, za ten dzień. Za każdą rozmowę, każdy uśmiech, każde „spróbuj tego”, każde „chodź, usiądź z nami”, za przygotowania, jedzenie, muzykę, pomoc, śmiech i zwyczajną obecność.
Za rok znowu będę czekała.
Cały rok.
A potem znowu minie jak pstryknięcie palcami.
Ale właśnie dlatego warto zbierać takie dni i chować je głęboko w sercu.
Bo życie składa się właśnie z takich chwil. ❤️
A teraz idę spać… tylko czy ja w ogóle usnę?! Oto jest pytanie! 😂
Bo muzyka dalej we mnie gra, śmiech jeszcze gdzieś dźwięczy w uszach, a wspomnienia wirują po głowie jak szalone. Zamykam oczy i już bym chciała tam wrócić. Nad wodę, do tych ludzi, rozmów, śpiewu, śmiechu… do tej atmosfery. ❤️
No kurde… tak pięknie było!
Ja po prostu lubię taki czas. Lubię, kiedy wokół są ludzie, kiedy jest gwar, muzyka, śmiech, kiedy nikt się nigdzie nie spieszy i człowiek przez kilka godzin po prostu jest i cieszy się chwilą.
I tylko serce trochę marudzi:
– A może byśmy tak jeszcze raz… od rana?
Dobranoc… choć coś czuję, że zanim zasnę, przeżyję ten piknik w głowie jeszcze ze trzy razy. 😂❤️
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.