Przez najbliższe osiem tygodni każdy piątek i poniedziałek będę miała wolny.
Kiedy się o tym dowiedziałam, zamiast radości pojawił się niepokój, strach i rozczarowanie. Tyle negatywnych emocji, jakbym nagle wpadła w czarną dziurę. Zero radości. Zero entuzjazmu.
Pierwsza myśl?
Co ja będę robić?
Przecież od lat jestem przyzwyczajona do ciągłego biegu. Praca, dom, dzieci, obowiązki… Zawsze było coś do zrobienia. A teraz nagle dwa całe dni ciszy. I jeszcze wolne weekendy.
Napisałam o tym do koleżanki.
Odpisała mi bardzo prosto:
„Zaplanuj konkretne zajęcie. Takie, na które normalnie nigdy nie masz czasu.”
To jedno zdanie rozświetliło mój umysł.
Wczoraj wieczorem wyciągnęłam swoje notatki. A mam ich naprawdę mnóstwo. Zapisane myśli, świadectwa, historie ludzi, pomysły na wpisy…
Zaczęłam je porządkować.
I dostrzegłam coś, czego wcześniej nie widziałam .
Książka o 25-leciu naszej wspólnoty jest właściwie gotowa. Muszę poprawić jeszcze jeden rozdział i całość będzie zamknięta.
A obok leży druga książka.
Moja.
Ta, którą od dawna noszę w sercu.
Po uporządkowaniu notatek okazało się, że mam już materiał na siedem rozdziałów.
Doszłam do wniosku , że może właśnie po to dostałam ten czas.
Nie po to, żeby siedzieć i myśleć, czego mi brakuje.
Ale po to, żeby wreszcie zrobić coś, na co od dawna nie miałam przestrzeni.
Postanowiłam, że każdego wolnego dnia napiszę jeden rozdział.
Nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi.
Nie wiem, czy uda mi się wydać książkę. Sama korekta kosztuje bardzo dużo, a potem dochodzi skład, okładka i druk. Dzisiaj prawie wszystko wiąże się z pieniędzmi.
Ale wiem jedno.
Jeśli Bóg daje człowiekowi czas, to nie bez powodu.
Może właśnie teraz otwiera przede mną drzwi, których wcześniej, w ciągłym biegu, nawet nie zauważałam.
Od kilku dni wracają do mnie słowa, które kiedyś zapisałam w swoim notatniku:
Narzekanie jest odwrotnością błogosławieństwa.
To zdanie nie daje mi spokoju.
Jak łatwo skupić się na tym, czego nie mamy.
Jak łatwo powiedzieć: Dlaczego akurat ja?
A przecież można spojrzeć zupełnie inaczej.
Mam kochającego męża, który w tym czasie bierze na siebie ciężar utrzymania naszej rodziny.
Mam mieszkanie .
Mam zdrowe ręce, którymi mogę pisać.
Mam historie, którymi mogę się dzielić.
Mam czas.
A czas też jest darem.
Dlatego nie chcę narzekać.
Chcę błogosławić swoje życie.
Wierzę, że kiedy człowiek dziękuje za to, co już otrzymał, łatwiej dostrzega kolejne dobro, które Bóg stawia na jego drodze.
Jeśli znajdziecie chwilę, pomódlcie się za mnie.
O światło Ducha Świętego.
Żebym dobrze wykorzystała ten czas.
Żebym pisała to, co naprawdę warto napisać.
Żebym umiała rozpoznać Boży plan i miała odwagę za nim pójść.
Wdzięczna jestem także za moich Przyjaciół.
Kiedy jest mi trudno, kiedy dopada mnie lęk albo zwątpienie, po prostu do nich piszę. I zawsze dostaję dobre słowo, zapewnienie o modlitwie, wsparcie i pamięć.
To niezwykłe uczucie wiedzieć, że nie jest się samemu. Że są ludzie, którzy po prostu są. Nie oceniają, nie pouczają, ale pomagają przetrwać trudniejszy moment.
To dopiero początek tej drogi.
Wczoraj zrobiłam pierwszy krok.
Zamiast usiąść i narzekać, wyciągnęłam swoje notatki, uporządkowałam je i zobaczyłam, ile dobra już na mnie czekało.
Dzisiaj postanawiam zrobić kolejny krok.
Nie wiem, dokąd mnie ta droga zaprowadzi.
Ale nie chcę zmarnować czasu, który właśnie dostałam.
A Wy?
Czy mieliście kiedyś taki moment, kiedy coś, co na początku wydawało się problemem, z czasem okazało się początkiem czegoś naprawdę dobrego?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.