Czytałam dziś artykuł o księdzu z Bydgoszczy, który przeznaczył boczną kaplicę na schronienie dla osób w kryzysie bezdomności.

Czytałam… i szczękę zbierałam z podłogi.

Bo dla mnie taki powinien być kapłan.

Nie tylko ten, który pięknie głosi kazania.

Ale ten, który żyje tym, co głosi.

Ten, który nie przechodzi obojętnie obok człowieka.

Ten, który potrafi poświęcić swój czas, usiąść z bezdomnym, wysłuchać go, nakarmić, podać kubek gorącej herbaty i dać mu miejsce, gdzie nie zamarznie.

Przecież właśnie tak robił Chrystus.

Nie wybierał ludzi pachnących, bogatych i idealnych.

Siadał z tymi, których inni omijali szerokim łukiem.

Dotykał trędowatych.

Rozmawiał z grzesznikami.

Karmił głodnych.

To była Ewangelia w praktyce.

I kiedy czytam o takim księdzu, odzyskuję nadzieję, że właśnie tacy pasterze są dziś najbardziej potrzebni.

Powiem coś jeszcze.

Coraz częściej zastanawiam się, czy naprawdę potrzebujemy coraz większych i coraz bogatszych kościołów.

Marmurów.

Złoconych ołtarzy.

Najdroższych materiałów.

Oczywiście świątynia powinna być piękna i godna, bo jest domem Boga.

Ale jeszcze bardziej powinna być domem dla człowieka.

Bo jeśli potrafimy wydać ogromne pieniądze na kamień, a obok marznie człowiek, to gdzieś po drodze zgubiliśmy sens Ewangelii.

Najpiękniejszy kościół to taki, w którym człowiek czuje się przyjęty.

W którym głodny dostanie chleb.

Samotny rozmowę.

Bezdomny koc.

A zagubiony nadzieję.

Bo właśnie taki Kościół zostawił nam Chrystus.

I właśnie za takich księży będę zawsze trzymała kciuki.

Nie za tych, których pamięta się z pięknych kazań.

Ale za tych, których pamięta się dlatego, że uratowali czyjeś życie. ❤️


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź