Czuję się fatalnie… naprawdę fatalnie. Nie mam siły nawet wstać z łóżka. Każdy ruch to wysiłek nie do opisania. Wszystko mnie boli… dosłownie wszystko. Mam wrażenie, że nawet włosy mnie bolą, jakby cebulki krzyczały. Oczy pieką, powieki ciężkie, światło mnie drażni, najchętniej leżałabym w ciemności i ciszy.

Biorę leki przeciwbólowe jeden za drugim, a i tak czuję tylko ulgę na chwilę… a potem znowu to samo. Próbuję coś zrobić w domu, wstać, ogarnąć się, ale po chwili wracam do łóżka, bo ciało odmawia współpracy. I to jest najgorsze… to poczucie bezsilności. Leżę i czuję się okropnie, że nic nie mogę.

COVID… tak, zaszczepiłam się, bo praca w szpitalu, bo obowiązek, bo odpowiedzialność… a i tak mnie dopadł. Nawet nie wiem kiedy. W zeszłym tygodniu coś było nie tak kaszel, ból kości, ale człowiek tłumaczył sobie, że to zmęczenie, że weekend pomoże… No nie pomógł.

Wczoraj mnie złamało całkowicie. W subway nagle poczułam, że coś jest bardzo nie tak. Jakby coś ciężkiego siadło mi na klatce piersiowej. Nogi zrobiły się jak z waty, nie mogłam się podnieść. Zalały mnie poty, zrobiło mi się gorąco, słabo… tak słabo, że myślałam, że zaraz poproszę obcych ludzi o pomoc.

Jakoś wyszłam… doczłapałam się do pierwszej przychodni. Myślałam, że to stres. Lekarz powiedział: przeciążenie organizmu i COVID. Mieszanka wybuchowa. Dał mi zwolnienie na 7 dni, żebym doszła do siebie.

Tylko że ja zamiast lepiej… czuję się gorzej.

Ciężko mi chodzić. Ciężko oddychać. Leję się potem, jest mi gorąco, duszno. Czuję się jakby moje ciało przestało być moje. Nie umiem zaakceptować, że jestem chora, że jakiś wirus mnie rozłożył tak totalnie.

Leżę. Bez siły. Bez energii. Bez kontroli.

Chciałabym po prostu wstać… tak normalnie, raz-dwa, bez tego ciężaru, bez tego bólu, bez tego uczucia, że każdy krok to walka.

Nie wiem co robić… naprawdę nie wiem.

Chce mi się płakać.

Pomocy


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź