Dziś mamy piątek 13-ego. Dla jednych zwykły dzień, dla innych prawie jak zwiastun końca świata. I tak sobie stoję w windzie na Manhattanie, patrzę na panel z numerami pięter… i czegoś brakuje. Nie, winda działa. Nie, nic się nie zepsuło. Po prostu nie ma piętra numer 13.

Tak, dobrze czytacie. W kraju rakiet kosmicznych, sztucznej inteligencji i lodówek z Wi-Fi… liczba 13 oficjalnie nie istnieje.

Ameryka to ciekawy kraj. Mieszanka kultur, narodów, religii i… przesądów. Można tu spotkać ludzi z czerwonymi sznureczkami na nadgarstkach, z talizmanami w kształcie oka, które mają chronić przed złym losem. Ale jednocześnie w ogromnych biurowcach, hotelach i apartamentowcach po piętrze 12 magicznie pojawia się… 14.

Trzynastka? Wyparowała. Skasowana. Wysłana na urlop.

Na Manhattanie to właściwie standard. W wielu wieżowcach piętro 13 po prostu nie istnieje. Windy jadą: 10… 11… 12… i hop – 14. Jakby ktoś wcisnął przycisk „skip”.

Co ciekawe, dziś  w piątek trzynastego sporo osób wzięło sobie wolne. Bo po co ryzykować? Lepiej zostać w domu, zrobić kawę, obejrzeć serial i przeczekać ten niebezpieczny dzień.

A ja sobie myślę…

mamy XXI wiek , latamy w kosmos, wysyłamy sondy na Marsa, ale jednocześnie… boimy się jednej liczby w windzie.

No cóż. Człowiek bez przesądów byłby chyba trochę nudny.

A jak jest u Was?

Wierzycie w piątek trzynastego… czy jednak wchodzicie do windy bez stresu? 😄


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź