Lubicie marzec?
Ja przez większość życia nie byłam z nim w dobrej komitywie. Tak szczerze mówiąc nie było nam po drodze. Dla mnie miesiące bez słońca są po prostu smutne. A marzec… no cóż. Przednówek. Jeszcze śnieg, jeszcze plucha, trochę deszczu, trochę błota. Szaro, buro i ponuro.
A ja kocham słońce. Takie prawdziwe. Kiedy wiatr tańczy we włosach, muska twarz, a promienie słońca całują cię na powitanie. Wtedy od razu chce się żyć.
A marzec? Marzec był taki… nijaki.
Do czasu.
Bo kiedy spotkałam mojego męża okazało się, że urodził się właśnie w marcu. No i proszę pierwszy punkt dla marca. Musiał coś zrobić, żeby się zrehabilitować.
A potem czekaliśmy na nasze pierwsze dziecko. Plan był piękny 1 kwietnia. Ale jak wiadomo, wytyczne sobie, a dziecko sobie. I tak moja pierwsza córka wybrała sobie marzec na miesiąc narodzin.
I proszę państwa… od tego momentu marzec przejął prowadzenie.
Teraz to miesiąc radości. Miesiąc urodzin ważnych dla mnie osób. Miesiąc, który zapowiada wiosnę. No i jak tu się z nim nie zaprzyjaźnić?
Polubiliśmy się. A jakżeby miało być inaczej?
Teraz jesteśmy już całkiem dobrzy znajomi. Dekoracje urodzinowe wiszą u nas od lutego bo przecież mogą sobie powisieć kilka tygodni dłużej, prawda? Nic im się nie stanie. A klimat robią.
No i sprężam się, bo w następny weekend zaczynamy imprezy urodzinowe.
A wy? Też macie takie miesiące, których kiedyś nie lubiliście, a potem jakoś tak… życie sprawiło, że się z nimi zaprzyjaźniliście? Teraz czekacie na nie z uśmiechem? Podzielcie się. 😊
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.