Ostatnio jestem bardzo zajęta. Piszę. Notuję. Układam. Tworzę.

Mam słowotok i wcale się tego nie wstydzę. Moje myśli zalewają mi głowę, budzę się z pytaniami i zasypiam z kolejnymi pomysłami. Bo kiedy serce się zapala  nie da się tego zatrzymać.

Tworzymy książkę na 25-lecie naszej wspólnoty Lew Judy. I czuję, że to coś więcej niż projekt. To podróż.

Zaczęło się od pytań. Myślałam, że wiem sporo. Ułożyłam pierwsze, potem drugie, kolejne. Aż w końcu zadzwoniłam do koleżanki, która jest z nami od samego początku. Rozmawiałyśmy trzy i pół godziny. Nawet nie wiem, kiedy ten czas minął. Ona mówiła ja notowałam.

I wtedy dotarło do mnie, jak niewiele jeszcze wiem. Jak wiele historii wciąż czeka, by je wydobyć. Zaczęłam przekształcać pytania. Drążyć głębiej. Słuchać uważniej.

Mam w sobie tyle radości, że momentami tańczę po domu. Serio.

Taką mam frajdę w tworzeniu tego projektu. W rozmowach. W odkrywaniu wspomnień. W zbieraniu okruchów historii, które razem stworzą coś większego.

Czekam jeszcze na kronikę wspólnoty. Wiem, że trzeba wrócić do początku żeby było wiadomo co i jak. A przecież wtedy działo się tyle!

Teatr. Sztuki wystawiane .Wypady do knajp.

Spotkania w prywatnych mieszkaniach uwielbienie, wspólny śpiew. Podłoga dudniła tak, że sąsiedzi przychodzili… nie żeby uciszyć, ale żeby zaprosić ich następnym razem.

Wyjazdy integracyjne z księżmi. Hiking w górach. Plaża. Urodziny.

Piękny czas.

Przewinęło się przez wspólnotę mnóstwo ludzi. Każdy zostawił cząstkę siebie. Jedni wyjechali w głąb Ameryki. Inni wrócili do Polski. Jeszcze inni poszli swoją drogą. Rodzina, obowiązki, życie. Została garstka. Zostały wspomnienia. Została wspólnota.

A ja z myślą, że zbiorę te wywiady. Że dotrę do tylu osób, ilu się da. Zadamy sobie pytania o sens, o początek, o to, co było najważniejsze. A potem porównam te historie. I wiem, że w każdej będzie wspólny mianownik.

Ale jeszcze chwilę poczekam. Na razie tworzę. Przygotowuję. Dopieszczam.

Co z tego wyjdzie?

Nie wiem.

Ale wiem jedno mam w sercu motyle. I ogromną radość. A gęba sama mi się cieszy, kiedy zapisuję kolejne zdania.

Może ta książka będzie kroniką.

Może będzie świadectwem.

Może stanie się mostem między tym, co było, a tym, co dopiero przed nami.

Czas pokaże.

Jeśli byłeś częścią Lwa Judy choć przez chwilę odezwij się.

Jeśli masz wspomnienie, które do dziś wywołuje uśmiech albo wzruszenie podziel się nim.

Jeśli pamiętasz coś, o czym nie możemy zapomnieć  napisz.

Ta historia nie jest tylko moja.

Ona jest nasza.

I właśnie teraz znowu się pisze.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź