No i jest. Wielki Post.
40 dni.
I co roku to samo pytanie jakie postanowienie?
Nie jeść mięsa?
Odstawić słodycze?
Usunąć Facebooka?
Nie pić kawy?
I wiecie co… siedziałam z tym wszystkim i nagle przyszła taka myśl: ale co to właściwie zmienia?
Okej, pokazuje mi, że mam nad czymś kontrolę.
Że mogę sobie czegoś odmówić.
Że wytrzymam.
Tylko… czy o to chodzi w Wielkim Poście?
I dziś rano, w ciszy takiej prawdziwej ciszy dotarło do mnie coś bardzo prostego.
Ja nie potrzebuję kolejnej listy zakazów.
Ja potrzebuję relacji.
Potrzebuję codziennie spotkać się z Bogiem.
Tak zwyczajnie.
Bez patosu.
Bez idealnych słów.
Po prostu usiąść i powiedzieć:
Boże, dziś boli.
Boże, dziś się cieszę.
Boże, nie ogarniam.
Boże, zobacz, co mi w duszy gra.
I… posłuchać.
Bo może On mówi cały czas, tylko ja jestem za głośna, za zajęta, za rozpędzona.
I wtedy przyszło to moje bingo.
Moje postanowienie wielkopostne to codzienna rozmowa z Nim.
Szczera.
Prawdziwa.
Moja.
Bez udawania.
Bez religijnego perfekcjonizmu.
Po prostu bycie razem.
To będzie mój święty czas.
Mój Wielki Post.
I powiem Wam… gęba mi się sama cieszy.
Serio. Czuję radość. Taką spokojną, głęboką.
Cieszę się, że to właśnie w sercu się urodziło.
A Ty?
Jak przeżywasz ten czas?
Bierzesz na bary jakieś postanowienie?
Czy prześlizgujesz się przez Wielki Post jak przez zwykłe dni?
Podziel się.
Pogadajmy. ❤️
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.