Synku mój, dziś jest Twój dzień.

Dzień, w którym Ojciec Niebieski spojrzał na świat i powiedział:

Nie. Bez Ciebie to jednak nie zadziała.

I dał nam Ciebie.

Dokładnie sześć lat temu, o 12:17 pm, w zimowy czwartek, pojawiłeś się na świecie nasza Kinder Niespodzianka.

Prędzej spodziewałabym się wygranej w lotto niż tego, że po raz czwarty zostanę mamą.

Szok. Niedowierzanie.

– To nie menopauza, tylko ciąża – powiedziała pani doktor.

– Że co? Ja?!

– Tak. Proszę spojrzeć. Prawdziwy Cud.

Moim hormonom można było tylko pogratulować fantazji,

a mnie przyszło zostać mamą po raz czwarty, mając 41 lat.

Czterdzieści jeden… o jacie.

Ale jaki prezent mi się trafił ❤️

Gdy starsze dzieci się dowiedziały, mało domu z radości nie rozsadziły.

Całusy, zachwyty, miłość od pierwszej sekundy.

I tak już zostało.

Starsze siostry pokochały Cię bezwarunkowo.

Zostałeś naszym Misiem do kochania, przytulania i całowania.

A ja nigdy bym nie pomyślała, że ten mały Człowiek

da nam tyle szczęścia, tyle radości

i że tak pięknie domknie naszą rodzinę.

Twój poród był spokojem.

Czwarta cesarka, a ja czułam się jak królowa gwiazda cięcia,

pewna, cicha, z różańcem w dłoni.

Bo Bóg był blisko.

Urodziłeś się najmniejszy ze wszystkich moich dzieci.

Malutki, cieplutki, różowiutki.

Nie mogłam się na Ciebie napatrzeć.

Mój maleńki Okruch Cudu.

Dziś masz sześć lat.

SZEŚĆ.

A rozumu i ciekawości świata tyle,

jakbyś zebrał od każdego po trochu:

od Oli — upartość, wrażliwość i dobroć,

od Wiktorii — delikatność i smak życia,

od Maksa — niezależność i charakter,

a od nas — miłość do Boga.

Masz trzy mamy.

Jedna Cię urodziła, a dwie starsze siostry wychowują Cię od pierwszych dni przez miłość.

Bo rodzicem jest się nie przez geny, ale przez miłość.

A Ty masz jej trzy razy więcej.

Karmiły, wstawały w nocy, kąpały,

a dziś pilnują homeworków i sprawdzają zadania.

Jesteś ich dzieckiem,

a ja jestem tego świadkiem z wdzięcznością w sercu.

A Maksymilian…

Starszy brat.

Ten, który nie zawsze głaszcze.

Kuksańców Ci nie żałuje, bo tak właśnie wygląda braterska miłość.

Potraficie się poszarpać, przekomarzać, przegonić po pokoju,

ale nocą, gdy zapada cisza,

to on poprawia Ci kołdrę,

przynosi wodę, gdy chce Ci się pić,

sprawdza, czy śpisz spokojnie.

Kocha Cię po swojemu.

Bez wielkich słów.

Prawdziwie.

Jesteś małym wielkim Profesorem.

Czytasz, liczysz, bawisz się tabliczką mnożenia,

a dzielenie uważasz za świetną zabawę.

Mówisz, że będziesz matematykiem,

potem lekarzem od serc,

a na końcu dentystą.

Czas pokaże.

Artysta z Ciebie nie z tej ziemi.

Śpiewasz, tańczysz, tworzysz choreografie,

najlepiej wtedy, gdy nikt nie patrzy.

A potem nagle przedstawienie dla nas wszystkich 

zero tremy, tylko śmiało wyginasz ciało.

Słuch absolutny, rytm we krwi,

ciało giętkie jak kot.

Taylor Swift znasz lepiej niż niejednego nastolatka.

Eksperymenty?

Najlepiej takie, które wybuchają kolorami.

Im więcej bałaganu, tym lepiej.

A potem sprzątasz tylko trochę,

bo przecież się zmęczyłeś.

Kawiarkę obsługujesz lepiej niż niejeden barista w Starbucksie.

Rozśmieszasz każdego, przytulasz, rozmawiasz.

Zadajesz tysiące pytań.

Rano mówisz:

„Mamo, miałem sen…”

I opowiadasz wszystko.

Ze szczegółami.

Na jedzenie nie masz czasu,

bo czytasz, liczysz, tworzysz.

Chyba że powiem: lody.

Wtedy przylatujesz natychmiast.

Masz sześć lat,

a ja czasem patrzę na Ciebie i myślę:

Boże… dziękuję.

Patrzę też na Twojego tatę 

tego, który ciężko pracuje i chce dla was jak najlepiej.

W szufladach trzyma metrówki, śrubokręty, wiertarki,

a Ty wszystko to podbierasz, przekładasz

i układasz po swojemu.

Zadajesz pytania bez końca:

po co to, na co to,

dlaczego ta śrubka jest tutaj, a nie tam.

Chcesz wszystko rozkręcać i skręcać razem z nim.

Prąd, światło, narzędzia wszystko Cię fascynuje.

Czasem tata wraca zmęczony

i nie ma już siły tłumaczyć tak spokojnie, jakbyś chciał,

a Ty, wciąż głodny wiedzy, pytasz dalej:

No dlaczego? Wytłumacz mi to…

Potrafisz używać wiertarki,

wkręcać śrubki w drewniane szafki,

schować telefon do zamrażalki

i wyrzucić pilot od telewizora,

bo przecież nie jest nam potrzebny.

Z Tobą nudy nie ma.

Twoja chęć poznania Jezusa porusza mnie najmocniej.

Pytasz:

kiedy spotkam Go w Komunii?

dlaczego nie mogę Go zobaczyć?

jak to chleb może być Ciałem Jezusa,

skoro ja nie zjadam Jego rąk i nóg?

gdzie On tam jest?

Chciałbyś Go spróbować.

Bo jesteś głodny.

A ja czasem nie wiem,

jak odpowiedzieć na te wielkie pytania małego człowieka.

Babcie kochają Cię bezgranicznie.

Jedna gotuje, pakuje, karmi

i pilnuje, żebyś nigdy nie był głodny.

Druga siedziałaby z Tobą godzinami na podwórku,

aż zakręciłoby Ci się w głowie dosłownie.

A dziadek?

Duma.

Zapisałby Cię na wszystko,

bo w każdym Twoim ruchu widzi talent.

Widzisz, jaki jesteś ważny?

Piękny.

Jedyny w swoim rodzaju.

Synu mój, jesteś Cudem zaplanowanym przez samego Boga 

wbrew logice, medycynie i statystykom.

Jesteś światłem, radością

i dowodem na to, że Bóg ma poczucie humoru

i bardzo wielkie serce.

Idź przez życie odważnie.

Z Duchem Świętym pod ramię.

A jeśli kiedyś zapytasz, skąd się wziąłeś,

odpowiemy Ci wszyscy razem:

z miłości.

z odwagi Boga.

z Jego pomysłu na naszą rodzinę.

Jesteś naszą radością.

Naszym szczęściem.

A my będziemy zawsze obok.

Mama. Tata.

Siostry. Brat.

Cała Twoja rodzina.

Wdzięczni.

Wzruszeni.

I nadal w lekkim szoku,

że ten Cud ma już sześć lat.

Wszystkiego najlepszego, Tymonie, nasz Synku.

Niech Twoje dzieciństwo będzie piękne, bezpieczne

i pełne miłości .


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź