Wiecie, samotność to najgorsza trwoga.

Naprawdę. Można czuć się dobrze samemu ze sobą, można siebie kochać, można mieć poukładane życie, ale kiedy przychodzą święta, urodziny albo jakaś uroczystość i człowiek zostaje sam… to boli. I nawet nie chce się o tym myśleć.

Dlatego chcę Wam opowiedzieć o czymś bardzo ważnym.

Organizowaliśmy urodzinową niespodziankę dla naszej kochanej koleżanki, która jest sama. Skończyła 70 lat. Jest sama na co dzień, ale w dniu swoich urodzin nie była sama ani przez chwilę. To, ile wdzięczności, wzruszenia, łez radości i ciepła od niej dostaliśmy, było czymś, czego nie da się opisać jednym zdaniem. Serce naprawdę się raduje, kiedy widzi się taką radość drugiego człowieka.

Bo ja nie mam znajomych.

Nie mam przypadkowych relacji.

Ja mam Przyjaciół z dużej litery P.

To są ludzie, którym wystarczy powiedzieć: jest sprawa, działamy. I oni po prostu są. Stoją obok, z otwartym sercem, gotowi pomóc — bez pytań, bez kalkulowania, czy im się to opłaca czy nie, bez wahania. To ludzie, którzy nigdy nie zawodzą.

Kiedy powiedziałam, że robimy urodzinową niespodziankę dla naszej kochanej jubilatki, wszystko ruszyło samo. Jedni od razu zadeklarowali, że zamówią kilka dużych pudeł pizzy. Ktoś inny wziął na siebie organizację tortu. Kolejna osoba przygotowała steki i placki ziemniaczane, inna buraczki na ciepło. Ktoś zadbał o wino, owoce i ciasteczka. Inna osoba udostępniła swój dom. Pełna mobilizacja. Wszystko działo się naturalnie, bez narzucania się, bez przymusu.

Stół uginał się od pyszności, ale to nie jedzenie było tu najważniejsze. Najważniejsi byli ludzie. Ludzie, którzy przyszli, zjednoczyli się i zorganizowali wszystko razem. Ludzie, którzy nigdy nie zawodzą. Ludzie, dla których drugi człowiek jest ważniejszy niż wygoda.

Były głębokie zaspy śniegu i mróz, który trzyma i nie chce puścić. Brak miejsc parkingowych, bo nikt nie rusza samochodów, a taxi liczy sobie podwójnie za warunki pogodowe. Ale to nikogo nie zatrzymało. Ktoś przeszedł pieszo z jednej dzielnicy do drugiej tylko po to, żeby być, żeby świętować i cieszyć się razem.

Bo dla człowieka, który przywozi mięso, przyprawia steki pachnące ziołami i przygotowuje je z sercem, to jest miłość w najczystszej postaci. Prezent dla solenizantki. Tak samo jak pizza nie byle jaka, nie przypadkowa, ale specjalna, piękna, najlepsza, prosto z pieca, zamówiona z myślą o niej. To także był akt miłości.

Byli ludzie, którzy mimo pracy i tysięcy spraw do ogarnięcia przyszli, żeby wspólnie odśpiewać „Sto lat” i razem celebrować 70. urodziny naszej jubilatki. I chociaż ona na co dzień jest sama, to tego dnia wiedziała jedno że są ludzie, którzy ją kochają i że nie jest sama.

Bo jesteśmy my.

Niezawodna ekipa Wspólnoty Lwa Judy.

Jestem niewyobrażalnie wdzięczna Bogu za tych ludzi, za Przyjaciół, za to, że są częścią mojego życia. Za serca, które potrafią kochać, dawać i być obecne. Nikt nie jest sam, jeśli ma obok siebie ludzi, którzy tą samą drogą idą do Boga z miłością i wdzięcznością za drugiego człowieka.

A Ty?

Czy masz w swoim życiu ludzi, którzy gdy słyszą „jest sprawa”, po prostu są?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź