Lubicie bale karnawałowe i sylwestrowe?

Ja bardzo!

Ale… nie chodzę 😄

Znaczy – nie chodzę na takie bale, gdzie trzeba bardziej się pokazać, niż potańczyć. Wiecie, te klimaty: „zobacz, na ile mnie stać”, „patrz, kto ma droższą sukienkę”, „uważaj, nie siadaj, bo się pogniecie”. To kompletnie nie mój świat. Ja wolę, gdy błysk w oku bierze się z dobrego pomysłu na strój i świetnej zabawy, a nie z cekinów odbijających światło z żyrandola.

Za to byłam na kilku sylwestrach i balach organizowanych przez naszą wspólnotę i to była zupełnie inna bajka – taka z uśmiechem, muzyką i tańcem do rana. Owszem, obowiązywały stroje wieczorowe, ale bez przesady. Bez medialnego blichtru, bez presji, bez czerwonych dywanów i udawania kogoś, kim się nie jest. Normalnie, elegancko i gustownie, ale po ludzku. Każdy czuł się dobrze w tym, w czym przyszedł, każdy wnosił siebie, swoją energię, swoje ciało i swój styl. Ot, taka prosta filozofia ubioru – ma być wygodnie, z sercem i z radością.

A już absolutnym hitem były bale kostiumowe. Ooo, co to był za czas! Najpierw planowanie – kto za kogo się przebierze, co zorganizować, jak udekorować salę i jak zrobić, żeby było jeszcze śmieszniej. Potem realizacja: bieganie, śmiech, poprawki na ostatnią chwilę. Ktoś zapomniał dodatku, ktoś zgubił kapelusz, komuś odpadł wąs, a ktoś nagle stał się piratem, cowboyem, królową, Czerwonym Kapturkiem, Pszczółką Mają z Guciem albo postacią, której nikt nie potrafił do końca rozszyfrować. I właśnie to było najlepsze – zero oceniania, za to maksimum luzu, radości i wspólnych wygłupów.

A potem była wspólna zabawa. Tańce, rozmowy, żarty, śmiech do łez i zdjęcia. Dużo zdjęć. Tak dużo, że do dziś, kiedy na nie patrzę, łezka kręci się w oku. Taka dobra, ciepła łezka wzruszenia i wdzięczności za tamten czas.

Bo dziś… już tego nie ma. Nie organizujemy, nie spotykamy się w ten sposób. Jest ciszej, jakoś tak pusto i smutniej. Karnawał przychodzi, a tu brak balu, brak przebierańców i brak tego wyjątkowego „czegoś”, co sprawiało, że zwykły wieczór stawał się małym świętem bycia razem. A przecież – o matko i córko – jak my się bawiliśmy, jak się wygłupialiśmy i jak się śmialiśmy! Takie chwile naprawdę zbliżają i scalają ludzi. I ja szczerze uważam, że spotkania towarzyskie są jednymi z najważniejszych rzeczy w życiu, bo to one budują relacje i dają fundament pod wszystko inne.

Z fajnymi ludźmi to przecież nawet pod gołym niebem, nawet bez sali, bez sukni i bez dekoracji impreza jest zawsze wyborna i udana. Bo tu nie chodzi o miejsce ani o stroje, tylko o bycie razem, o pomysły, o śmiech i o to, że nawet zwykłe słone paluszki wtedy smakują jak najlepszy poczęstunek świata.

A ja nadal lubię bale, lubię imprezy towarzyskie, lubię się bawić i bardzo, bardzo lubię ludzi. Karnawał to idealny czas, żeby się spotkać, pośmiać, potańczyć, pogadać i pobyć ze sobą trochę inaczej niż na co dzień. Założyć coś eleganckiego albo zupełnie zwariowanego, ale bez zadęcia i bez pokazówki – za to z sercem.

I teraz jestem ciekawa – a Wy? Lubicie imprezy, bale i zabawy w większym gronie znajomych? Jak spędzacie karnawałowy czas: tanecznie, domowo, a może w kapciach, z herbatą i dobrym filmem? Dajcie znać w komentarzach. Może gdzieś między jednym uśmiechem a drugim uda się jeszcze wskrzesić klimat tych cudownych, trochę szalonych, a bardzo prawdziwych balowych wieczorów 💃🕺


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź