Wiecie, co potrafi rozerwać człowieka na strzępy?

Nie żałoba. Nie śmierć.

Tylko te kilka słów, które brzmią jak wyrok:

„Mam nawrót raka.”

To nie jest wiadomość.

To cięcie żywego serca bez znieczulenia.

To moment, w którym ciało chce krzyczeć, a gardło zamyka się jakby ktoś wepchnął do niego kamień.

Chcę wyć, chcę rozerwać ciszę, rozwalić nią ściany,

ale nie mogę.

Zaciskam pięści, połykam łzy,

i błagam Boga, by ją ochronił.

By zrobił cud.

By chociaż raz życie było sprawiedliwe.

Dlaczego Ona?

Dlaczego ktoś, kto kocha życie, kto daje miłość, wychowuje dzieci, niesie dobro w dłoniach jak dar,

ma cierpieć?

Dlaczego ci, którzy nie chcą żyć, marnują je, rzucają jak odpad — chodzą po świecie bez większego wysiłku,

a ci, którzy pragną życia, którzy je pielęgnują,

muszą walczyć o każdy dzień?

Dlaczego medycyna rozkłada ręce bezsilnie,

jakby mówiła: „To wszystko, co możemy”?

Jak można pogodzić się z takim brakiem odpowiedzi?

Wiem, że powinnam mieć wiarę.

Wiem, że powinnam otworzyć ten ból i wpuścić Boga, by go ukoił.

Ale bunt rozrywa mnie od środka jak płomień.

Bo to nie chodzi tylko o Nią.

Chodzi o wszystkie dzieci, kobiety, mężczyzn, starszych, młodych,

tych, którzy trzymają się życia jak tonący brzytwy,

a ono w pewnym momencie odkleja im palce z brzegu.

A Ona… Ona jest dla mnie jak Matka.

Od niej uczyłam się kochać rodzinę.

Od niej brałam mądrość — jak łyk wody dla spragnionego.

Byłam jak kroplówka podpięta prosto do jej serca i piłam tę miłość, te rady, tę siłę.

A Ona tylko mówiła:

„Bierz, Jola, jeśli potrzebujesz.”

I brałam.

Całą sobą.

A ona nigdy nie zabrała ręki.

Nigdy nie powiedziała: „Dość.”

Zamiast tego powtarzała:

„Idź i rozdawaj dalej.”

Więc rozdawałam.

Raz mądrze, raz nieporadnie, raz po omacku, ale zawsze z wdzięcznością.

Bo chciałam być jak Ona.

Chciałam tak kochać, tak żyć, tak dawać.

I próbowałam, nawet gdy upadałam.

A teraz leżę na podłodze i wyję.

Wyję jak zwierzę, które nie rozumie, dlaczego ktoś je rani.

Bo nie rozumiem.

Jak mam rozumieć coś, co rozcina mnie od środka?

Boże, dlaczego Ona?

Przecież możesz.

Uzdrow ją. Proszę.

Jezu, słyszysz?

Ona czeka na Ciebie w szpitalnym łóżku.

Wejdź tam, otul ją swoją miłością,

włóż uzdrowienie w Jej zmęczone ciało,

połóż rękę na Jej sercu jak lekarz dusz.

Jest nam potrzebna. Jest mi potrzebna.

Słyszysz? Rozumiesz?

Błagam w Twoje Imię.

Nie zabieraj jej.

Uzdrow Ją.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź