Czy zdarzyło Ci się wejść do kościoła i poczuć, że w powietrzu unosi się nie tylko dym z kadzidła, ale coś więcej? Wczoraj, kiedy ksiądz przeszedł z kadzidłem na początku Mszy Świętej, poczułam dokładnie to. Ten słodko drzewny, żywiczny aromat wypełniał całą przestrzeń, jakby prowadził prosto do Betlejem. Dym otulał ludzi jak niewidzialna modlitwa, miał w sobie coś tajemniczego i uspokajającego, wdzierał się intensywnie w nozdrza, jakby mówił: przygotuj serce, zaczyna się coś świętego.

Zamknęłam oczy i oddychałam głęboko, jakbym chciała zatrzymać ten zapach w sobie. Dla mnie kadzidło zawsze oznacza uroczystą chwilę, coś ważnego i podniosłego. Wczoraj kończył się rok liturgiczny, obchodziliśmy święto Chrystusa Króla i już wiedziałam, że zaczyna się mój ulubiony czas – adwent. Kocham tę ciszę oczekiwania, ten moment, kiedy człowiek przestaje biec i zaczyna czekać sercem. Święta Bożego Narodzenia są dla mnie wyjątkowe. Przytulne. Rodzinne. I pełne zapachów.

Od wczoraj mam wrażenie, że wszystko zaczęło pachnieć oczekiwaniem. Najpierw dym kadzidła jak zwiastowanie, jak pierwszy krok do Betlejem. Potem wieniec adwentowy i zapach świerku, coraz mocniejszy aromat świec, bo co tydzień przybywa jedna. W domu pojawia się zapach sprzątania, świeżych firan, białego obrusu, sianka wkładanego pod nim. Jakby Boże Narodzenie było utkane z zapachów. A kiedy w końcu pojawia się choinka, pachnąca lasem wśród bombek i światełek, coraz mocniej czuć, że zbliża się coś pięknego.

Mój syn już śpiewa pod nosem „Happy Birthday Jezus”. I wtedy wiem, że święta nie zaczynają się datą. One zaczynają się w zapachu, w muzyce, w myślach, które robią się jaśniejsze, w sercu, które zaczyna czekać.

Mam w swoim życiu zapachy, które pojawiają się tylko raz w roku. Wystarczy, że pojawią się w kuchni, a już wiem, że nadszedł czas. Dla mnie święta pachną tak:

Kluski z makiem – ten zapach kocham od zawsze. Mak ma w sobie magię, jakby ktoś ukrył w nim wszystkie dobre wspomnienia.

Kapusta z grzybami – tylko w Wigilię ma tak wyjątkowy smak. To nie jest zwykłe danie, to zapach świąt.

Barszcz z uszkami gotowany przez moją mamę – nie ma lepszego, to naprawdę poezja.

Pierogi z jagodami – u nas o nie toczy się walka. Miękkie, pulchne, jakby niebo miało smak jagód.

To także moja mama krzątająca się w kuchni, pachnąca tysiącem potraw, miłością i troską. Wiem, że jestem w domu, kiedy otwieram drzwi jej mieszkania i czuję to wszystko od progu.

Ale święta to nie tylko potrawy. To zapachy, które mieszkają między ludźmi. Zapalona świeca. Otwarte Pismo Święte w miejscu dostępnym dla każdego. Choinka pachnąca jak las, który przyszedł świętować razem z nami. Kolędy, które otulają jak ciepły koc. I ta niezwykła chwila, kiedy zasiadamy do stołu. Nawet jeśli wcześniej było zmęczenie, pośpiech, sprzeczki – nagle wszystko się uspokaja. Jakby Jezus przyszedł cicho, bez słów, ze swoją wonią pokoju i koił serca.

Wtedy dom pachnie inaczej. Radością. Miłością. Nadzieją, która nie potrzebuje wielkich słów. Wystarczy obecność. Wystarczy, że jesteśmy razem. Tego uczucia nie da się opisać dokładnie. Można je tylko przeżyć. I ja je przeżywam całą sobą.

Ja już czuję święta. A Ty? Jaki zapach mówi Ci, że Boże Narodzenie stoi tuż za progiem? Gdybyś miała zamknąć święta w jednym zapachu, tylko jednym – co by to było?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź