Znaleźliśmy chwilę w tym rozgadanym, rozbieganym dniu. Usiadłam z mężem spokojnie, jakby ktoś wreszcie wyłączył w nas cichy alarm: „muszę, muszę, muszę”. Przysunęliśmy do siebie talerze. Parowała zupa z dyni — ciepła, gęsta, jesienna — a my zaczęliśmy wyławiać z dna wczorajszego dnia to, co najcięższe i najjaśniejsze zarazem. Pytaliśmy siebie: co nas dotknęło? Co zostawiło ślad? Jakie słowo wróciło jak bumerang i uderzyło dokładnie tam, gdzie coś od dawna bolało?

Lubię te nasze chwile rozmyślań. Każde z nas inaczej słyszy te same zdania, inaczej widzi te same sceny. W tej różnicy — w Twoim „tak to czuję” i moim „a ja widzę to tak” — jest przestrzeń, w której dojrzewa prawda. I wdzięczność.

Tym razem powiedziałam na głos to, co od wczoraj dudniło we mnie najgłośniej: przebaczenie. To słowo brzmiało w środku, jakby miało własne echo. Nigdy nie zaglądałam w nie tak głęboko. Wiem, że noszę w sobie rany — blizny po małych i większych historiach. Ale przecież każdy coś niesie. Zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek modliłam się tak, by naprawdę prosić Boga o konkrety: „Pokaż mi, proszę, komu mam przebaczyć i co dokładnie.” Nie ogólnie — „wszystkim i wszystko” — ale jasno, po imieniu: tę osobę, ten gest, to zdanie, ten brak.

Ojciec Rafał mówił, że gdy prosimy szczerze, Bóg pokazuje nam palcem — nie po to, by zawstydzić, lecz by uzdrowić. Mówił, że Bóg lubi konkrety, bo właśnie w nich najłatwiej działa łaska. I wtedy pomyślałam: wow, przecież dotąd wydawało mi się, że modlitwa o przebaczenie to coś ogólnego, a nie mapa, po której Bóg chce mnie poprowadzić.

Kiedy podeszłam do Ojca, by się nade mną pomodlił, wchodziłam z głową pełną zdań. Miałam przygotowaną listę — byłam gotowa mówić bez przerwy, jak z karabinu: to, tamto, jeszcze to… A gdy spojrzałam mu w oczy, wszystko ze mnie spadło. Nie wiedziałam nic. Nie pamiętałam, po co przyszłam. Zostało tylko drżenie. Spojrzał na mnie łagodnie i powiedział cicho: „Módl się do Boga o przebaczenie.” Bez wykładu, bez dygresji, bez „powinnaś”. Jedno zdanie.

A mnie to jednym ruchem rozbroiło. Zrozumiałam, że nigdy nie patrzyłam przebaczeniu w oczy. Może najpierw powinnam przebaczyć sobie — za surowość wobec siebie, za to, że wymagam tak wiele, że nie pozwalam sobie słabnąć.

I wtedy dotknęło mnie coś jeszcze — temat, którego długo nie chciałam przyjąć: starzenie się. Bóg daje życie w obfitości: troszczy się, karmi, prowadzi, daje to, czego naprawdę potrzebujemy. A ja? Często się temu wymykam. Chcę być „jak inne kobiety” — piękna, gładka, bez zmarszczek. Chciałabym zatrzymać czas, jakby gładka skóra była gwarancją piękna. A przecież może właśnie zmarszczki są alfabetem, którym ciało zapisuje historię łaski — łez, śmiechu, nocy niewyspanych z miłości i poranków odzyskanych nadzieją. Może starość to nie „tracę”, ale „dojrzewam”.

Złapałam się też na tym, że bywa, iż traktuję Boga jak automat: wkładam modlitwę, oczekuję odpowiedzi. „Daj mi to i to. Teraz. Najlepiej od razu.” A gdy nie przychodzi po mojemu — obrażam się, zamykam serce i myślę: „to ja już podziękuję.” Po ludzku marzy się dobrobyt, spokój, obrazek bez rys. Tymczasem Bóg ma plan, w którym dobro jest głębsze niż wygoda, a pokój — bardziej uparty niż okoliczności. Ten plan czasem idzie pod prąd. I to trudne. Ale właśnie w tym trudzie serce się rozszerza.

Wróciło do mnie słowo znane od dziecka: wiara jak ziarnko gorczycy. Ziarnko tak małe, że łatwo je przeoczyć. Ile razy otwieram słoik z ogórkami, ono leży cicho na dnie — jak przypomnienie. Myślę wtedy: ja nawet takiej maleńkiej wiary nie mam… Ciągle chcę dowodów, gwarancji, „print screenów” z nieba. A przecież to jedno ziarenko potrafi poruszyć górę. Nie dlatego, że jest wielkie, tylko dlatego, że jest żywe.

Siedzimy więc razem nad tą zupą — ciepło talerzy ogrzewa dłonie, łyżka po łyżce cichnie w nas zgiełk. Każde z nas zanurza się w swoje myśli. I znowu czuję, że przez proste słowa Ojca Rafała Bóg ogołocił nas z tego, co płytkie: z pozorów, z dekoracji. Zostawił to, co istotne — prawdę, pragnienie, ruch serca.

Potrzebuję takich chwil — rekolekcji, rozmów, wspólnego milczenia — żeby wzrastać, by wyostrzać wzrok na Jego obecność w zwyczajności. Potrzebuję też spotkać się z ludźmi. Posiedzieć, pogadać, pośmiać się, pomilczeć razem, pomodlić się, dać sobie misia na dobry czas. A o wczoraj… no właśnie. Było nas trochę — nie dużo, nie mało, wiadomo: życie. Była Magda z dziećmi. Franio miał wczoraj urodziny — cztery latka! Jak to szybko zleciało. Jeszcze wczoraj Magda była w ciąży, a dziś młody zasuwa, gada jak dorosły mężczyzna, a młoda też już gwiazda błyszczy. Rosną nam te dzieci.

Ja swojego młodego wczoraj nie wzięłam — chciałam pobyć trochę w ciszy i spokoju z mężem. Ale wśród znajomych była Monika — nasz Boży pędzel, bo jak ona maluje, to wydobywa z człowieka prawdziwe piękno. I wczoraj tak normalnie się wyściskałyśmy, a ona ma taki power w tych swoich ramionach, że jak cię złapie, to czujesz tę siłę, tę moc. I ta jej radość, pogoda ducha! Monika to dopiero babeczka — na pełnych obrotach! Daje czadu swoją radością i miłością do świata. Wspaniałych mam znajomych i przyjaciół, i człowiek jest taki szczęśliwy, gdy się z nimi spotka. 😁

Bywam jak chorągiewka na wietrze: uginam się, zmieniam kierunek, a przy silniejszych podmuchach aż trzeszczy we mnie drzewo. Ale wierzę, że Bóg na to pozwala nie po to, by mnie złamać, tylko bym zobaczyła, gdzie jestem zakorzeniona. Że nawet jeśli coś we mnie pęka, to nie rdzeń. Jeszcze nie. Jeszcze mam czas, by rosnąć. Na rozwój. Na rozwój duchowy, który nie mierzy się gładkością skóry ani bezbłędnością, lecz zdolnością do miłości i przebaczenia.

I dlatego dziś proszę prosto:

Boże, wskaż mi konkretnie — komu mam przebaczyć i co.

Daj mi odwagę zacząć od siebie.

Naucz mnie przyjmować czas jak dar, nie jak wroga.

Ucz mnie wiary, choćby małej jak ziarnko gorczycy — ale żywej.

A gdy wiatr będzie mocniejszy niż zwykle, przypomnij mi, że Ty trzymasz pień i nie pozwolisz się złamać.

Tylko wzmocnisz korzenie.

Podwijam rękawy i jeszcze ostrzej zabieram się do roboty! Tak jak to wczoraj usłyszałam na spotkaniu!


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Jedna uwaga do wpisu “O przebaczeniu, które dojrzewa

Zostaw odpowiedź