Przyszedł wrzesień. Cicho, a jednocześnie bardzo wyraźnie. Rozgościł się w naszym świecie, przyniósł ze sobą jasne słońce, miękkie światło poranka, które inaczej układa się na liściach, i powietrze, w którym już czuć nutkę chłodu. A wraz z nim – radość i nowa energia. Wrzesień zawsze wita nas tym samym okrzykiem: czas do szkoły, czas do szkoły!
I wiecie co? Wcale nie jest mi szkoda lata. Lubię wakacje – lubię ich beztroskę, wolniejsze tempo, wspólny czas spędzony z rodziną, wyjazdy, spacery i te momenty, kiedy dni płyną inaczej, jakby leniwiej. Ale dla mnie zawsze przychodzi też taki moment, że tęsknię za porządkiem, za rytmem dnia, za tym, że każdy z nas ma swoje obowiązki. Wtedy szkoła staje się czymś niezwykle ważnym – nie tylko miejscem nauki, ale także przestrzenią, która porządkuje życie, daje strukturę i motywację.
Lubiłam i nie lubiłam szkoły 😁. Były w niej momenty trudne – jak to w życiu – ale w sercu zawsze zostawało coś dobrego. Miałam szczęście do cudownych nauczycieli, którzy potrafili sprawić, że lekcje zamieniały się w przygodę. Szczególnie biologia i język polski – te dwa przedmioty były dla mnie jak okno na świat. Mogłyby trwać cały dzień, bez końca, a ja i tak byłabym ciekawa, co będzie dalej. Fascynowały mnie opowieści o przyrodzie, o człowieku, o słowie, które potrafi zmieniać i budować. Nigdy się nie nudziłam – wręcz przeciwnie, czułam, że każda chwila wypełnia mnie czymś nowym i pięknym.
Teraz, kiedy patrzę na moje dzieci, widzę, jak wiele daje im szkoła. To nie tylko nauka, ale też przestrzeń, w której mogą spotykać przyjaciół, uczyć się współpracy, odpowiedzialności, odkrywać swoje pasje. To dla nich trochę jak pierwsze doświadczenie dorosłości – mają swoje zadania, obowiązki, czas, który muszą poświęcić na naukę. A kiedy przychodzi wieczór, czeka na nich zasłużony odpoczynek. Właśnie w tym rytmie – praca i relaks, nauka i zabawa – jest coś bardzo prawdziwego. To taki mały przedsmak przyszłości.
Uwielbiam wrzesień. Uwielbiam ten czas, kiedy pierwsze kasztany spadają z drzew i stukają o chodnik. Kiedy można otulić się miękkim swetrem, wyjść na spacer i poczuć zapach jesieni. Kiedy liście zaczynają zmieniać kolor, a świat nabiera nowych barw. W Polsce zawsze zachwycała mnie jarzębina – jej czerwone korale to dla mnie symbol września. Tutaj, w Nowym Jorku, jej nie ma, ale wciąż noszę w sercu wspomnienie tamtych kolorów. One wracają do mnie każdego roku, kiedy nadchodzi jesień.
Szkoła w tym czasie także nabiera innego smaku. Projekty, nowe pomysły, początek czegoś świeżego – to wszystko sprawia, że wrzesień jest dla mnie miesiącem inspiracji. Lubię szkołę, lubię ludzi, lubię, kiedy coś się dzieje. Lubię, gdy dzień jest wypełniony po brzegi, bo wiem, że ten wysiłek prowadzi do czegoś dobrego.
I choć jesień dopiero się zaczyna, gdzieś z tyłu głowy mam już myśl o kolejnym lecie. O tym, dokąd się wybierzemy, co zobaczymy, jakie nowe miejsca odkryjemy razem. Ta świadomość, że po czasie pracy zawsze przychodzi czas odpoczynku, daje mi spokój i radość.
Wrzesień to dla mnie nie koniec lata, ale nowy początek. To czas, w którym świat staje się kolorowy, serce napełnia się wdzięcznością, a głowa pełna jest planów. To miesiąc, który pokazuje, że życie jest piękne właśnie dzięki temu rytmowi – zmienności pór roku, obowiązkom i przyjemnościom, nauce i wolności.
Wrzesień jest piękny. 🍂✨
A jak Wy przeżywacie wrzesień? Czy lubiliście chodzić do szkoły? Macie z tego czasu jakieś wyjątkowe wspomnienia? I jakie macie plany na najbliższe miesiące?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.