Będąc jeszcze w Polsce, siedziałam na kanapie i nagle uświadomiłam sobie, że jest już późno. Zerwałam się, bo musiałam jeszcze coś załatwić, ale zapomniałam torebki. Wracam się, a tu słyszę: „Usiądź, policz do dziesięciu, bo inaczej będziesz mieć pecha!”.

Pomyślałam sobie – przecież mamy XXI wiek! Żyjemy w czasach technologii, rozwoju i wiedzy, a jednak wciąż wokół nas obecne są dawne wierzenia i przesądy. Szczególnie tutaj, na Podlasiu, gdzie tradycja i zwyczaje ludowe są mocno zakorzenione, wielu ludzi naprawdę w nie wierzy i podporządkowuje im codzienność.

Podczas rozmów z innymi usłyszałam o wielu „zakazach i nakazach”. Zauważyłam też, że wiele młodych osób – w tym młodzi rodzice – przywiązuje do nich dużą wagę. Często widziałam, jak na rączkach dzieci w wózku, a nawet na własnych nadgarstkach, mają zawiązaną czerwoną nitkę. Podobno ma to chronić przed „złym okiem” i niepożądanymi urokami. Wiele osób, z którymi rozmawiałam, przyznało też, że nie zamierza obcinać włosów dziecka przed pierwszym rokiem życia – bo wierzą, że w przeciwnym razie mogłoby ono mieć później problemy z mową czy rozwojem.

Kiedy któregoś dnia zaswędziała mnie dłoń, od razu zapytano, która – lewa czy prawa. „Jeśli lewa, to będziesz miała pieniądze, jeśli prawa – spodziewaj się niespodziewanych gości” – usłyszałam. Bywało też tak, że gdy moje córki usiadły przy rogu stołu, ktoś natychmiast je przesiadał, żeby „nie zostały starą panną”. Rozmawiałam o tym z ludźmi i byłam zaskoczona, że oni naprawdę wierzą w takie gusła! Dodam jeszcze kilka, które zapamiętałam: kobieta w ciąży nie powinna patrzeć na płomienie czy nawet przez dziurkę od klucza, bo dziecko może urodzić się rude albo z pępowiną owiniętą wokół szyi; wycie psa w nocy to zapowiedź nieszczęścia lub śmierci w okolicy; a bocian na dachu to dobry znak, wróżący nowe życie w domu.

Takich wierzeń jest naprawdę mnóstwo – od zakazu gwizdania w domu (bo wtedy uciekną pieniądze), po dziesiątki innych drobnych rytuałów, które wplatają się w codzienność, często zupełnie niepostrzeżenie.

Dla mnie osobiście to bardziej ciekawy element folkloru, coś jak dawne opowieści, które warto znać, ale niekoniecznie trzeba traktować dosłownie. A jednak, gdy obserwuję innych, widzę, że te tradycje wciąż mają ogromny wpływ na ich życie, wybory i sposób postrzegania świata.

I tu dochodzę do mojej mamy. Ona nie mieszka w Polsce od wielu, wielu lat, a mimo to – jakby te przesądy miały w niej tak głębokie korzenie, że nic nie jest w stanie ich wyrwać – wciąż w nie wierzy. Kiedy rozmawiamy przez telefon, często słyszę od niej te same zdania, które towarzyszyły mi w dzieciństwie: „Nie odkładaj chleba do góry nogami, bo to brak szacunku do jedzenia”, „Nie kładź torebki na podłodze, bo stracisz pieniądze”, „Nie przechodź przez próg, jeśli się kłócisz, bo nieszczęście wejdzie do domu”.

Zawsze mnie to zastanawia – dlaczego ktoś, kto od tylu lat żyje w zupełnie innej kulturze, w innym środowisku, gdzie nikt takich zwyczajów nie pielęgnuje, wciąż traktuje je tak poważnie? Coraz częściej myślę, że dla niej to nie tylko kwestia wiary w przesąd. To coś głębszego – niewidzialna nić łącząca ją z przeszłością, z dzieciństwem, z rodziną i z tą ziemią, z której wyszła. Być może, żyjąc daleko od ojczyzny, trzyma się tych rytuałów jeszcze mocniej, bo są one jej sposobem na zachowanie bliskości z tym, co dawno utraciła. W tych drobnych zakazach i nakazach zawiera się cały świat wspomnień, zapachów, obrazów, które już dawno zniknęły z codzienności, ale wciąż żyją w sercu.

Zaczynam coraz lepiej rozumieć, że dla wielu ludzi te wierzenia nie są tylko „gusłami”. To także forma zaklinania losu, próba nadania sensu temu, co niepewne i nieprzewidywalne. To również kotwica, która pozwala utrzymać się w poczuciu ciągłości – że mimo zmian, mimo odległości i upływu lat, coś wciąż pozostaje niezmienne, nasze, odziedziczone po przodkach.

Może właśnie dlatego przesądy tak głęboko wrosły w polską kulturę – bo są czymś więcej niż zabawą. Są świadectwem pamięci, sposobem radzenia sobie z lękiem, a czasem i cichym wyrazem tęsknoty za tym, co znane i bliskie.

A Wy? Spotkaliście się z podobnymi wierzeniami i przesądami – czy to na Podlasiu, czy w innych częściach Polski? A może sami macie jakieś rodzinne rytuały, które powtarzacie, nawet jeśli rozum podpowiada, że to tylko tradycja, a nie rzeczywistość?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź