No i się poryczałam.
A przecież robiłam tylko swoją robotę.
Krążyłam między jednym pokojem a drugim, zwyczajnie, spokojnie… aż nagle zrobiło się gęsto.
Tuż obok dyżurki pielęgniarek.
Ktoś po coś pobiegł.
Ktoś coś przyniósł.
Ktoś stanął.
Ktoś inny się przyglądał.
Jedna pielęgniarka wyciąga aparat.
I wtedy wchodzi pielęgniarz.
Z gongiem.
I pałką.
Piękny.
Miedziany.
Majestatyczny.
Jakby miał za chwilę ogłosić coś ważnego.
Te pielęgniarki, które nie były akurat w biegu, ustawiają się w kręgu.
Kto może przerywa pracę.
Wszyscy na moment zamieramy.
Bezruch.
Cisza.
Oddech.
I oto ona.
Pacjentka.
Staje dumna obok gongu.
Bierze pałkę jak berło.
Unosi ją do góry…
ale to wcale nie jest takie proste.
Wtula twarz w ramiona męża.
Nie może uwierzyć.
Jest dumna.
Jest szczęśliwa.
Jest wzruszona aż do bólu.
I nagle z całej siły.
Raz.
I jeszcze raz.
I jeszcze.
Gong odpowiada.
Głośno.
Pięknie.
Dumnie.
Jak królewska fanfara.
Jak ogłoszenie najważniejszej wiadomości dnia.
Rozlegają się brawa.
Ona znów wtula się w ramiona męża.
Podnosi twarz mokrą od łez.
Płaczemy chyba wszyscy.
Z radości.
Z dumy.
Z ulgi.
Bo oto zakończył się jej etap chemioterapii.
Przyjmuje oklaski dumnie…
ale z tym cichym, delikatnym niepokojem,
który zna tylko ten, kto przeszedł taką drogę.
Boże…
jakie to było piękne.
Niech każdy wraca do zdrowia.
Każdy.
A szczególnie ci po chemioterapii i radioterapii.
To były cudowne chwile.
Takie, które zostają w sercu na zawsze.
Ech…
no i ja nie dałam rady.
Rozkleiłam się totalnie.
Kręciłam się dalej, jakby nic,
ale łzy same pchały się pod powieki
i ciężko było je ogarniać.
No kurde.
Cała ja.
I chyba właśnie za to kocham takie momenty najbardziej
bo pokazują,
ile w nas jeszcze życia.
A Ty kiedy ostatnio poczułeś/poczułaś, że w twoim życiu kończy się trudny etap ,który daje nadzieję ?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.