Dziś miałam zrobić obiad.

Niby nic nadzwyczajnego.
Tylko że oprócz obiadu uzbierała mi się góra prania, trzeba było ogarnąć chałupę, łazienki, odkurzyć, zmyć podłogi, z Maxem jechać na Greenpoint do okulisty, potem młody ma trening, a po treningu wiadomo codzienny szał w parku.
Czyli zwykły, spokojny dzień matki.
Wszystko. Wszędzie. Wszystkiego naraz.
I człowiek stoi przed lodówką i myśli:
— Dobra… co ja mam zrobić na obiad, żeby było szybko, smacznie i żebym nie spędziła przy garach połowy dnia ?
Otwieram lodówkę.
Patrzę.
Jest jeszcze kurczak z rożna, którego kupiliśmy w Costco.
Są brokuły.
Są pieczarki.
Hmmmm…
I nagle olśnienie!
Przecież ja uwielbiam kurczaka po chińsku z brokułami i pieczarkami!
Jest tylko jeden mały problem.
Kiedy zamawiam go z chińskiej restauracji, moje kubki smakowe krzyczą:
— JESZCZE! 😂
A mój żołądek i jelita kilka godzin później:
— KOBIETO, COŚ TY NAM ZROBIŁA?!
No więc stwierdziłam: koniec tego dobrego. Będę sobie robić sama.
I robię.
Kurczak z rożna, brokuły, pieczarki, czosnek, duuużo suszonego imbiru, sos sojowy, odrobina oleju sezamowego i wszystko razem na patelnię.
Mieszam, próbuję i…
Ludzie!
Wyśmienite!
Nazwijmy to więc oficjalnie:
Kurczak po chińsku po mojemu, bo nie mam czasu na chińszczyznę z komplikacjami.
Dzieciaki jedzą z ryżem, ja bez ryżu i wszyscy zadowoleni.
Szybko, konkretnie, dużo warzyw, bez stania godzinę przy kuchni i bez bomby kalorycznej.
OGARNĘŁAM.
Chałupa posprzątana.
Łazienki ogarnięte.
Podłogi odkurzone i umyte.
Pranie zrobione.
Okulista zaliczony.
Obiad zjedzony.
Młody na treningu.
I właśnie teraz…
SIEDZĘ.
Jak królowa.
Siedzę sobie dostojnie i czekam, aż mój szanowny syn skończy trening.
Potem jeszcze park.
I kiedy już wykonam ostatnią rundę dzisiejszego rodzinnego triathlonu, MATKA ZACZYNA WEEKEND!
No… przynajmniej tak sobie mówię.
Bo wiadomo, jak wygląda weekend matki.
To jest zwykły dzień pracy, tylko wszyscy są w domu.
A jak jest u Was?
Też najpierw tysiąc rzeczy do zrobienia, bieganie, pranie, gotowanie, dzieci, obowiązki, a dopiero potem przychodzi ten upragniony moment:
Teraz mój czas
I najważniejsze co wtedy robicie?
Kawa? Książka? Film? Cisza? Wyjście z domu?
A może po prostu siadacie i przez pięć minut patrzycie w ścianę, bo nikt niczego od Was nie chce?
Podzielcie się, bo jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Wasze małe:
Nareszcie mam wolne
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.