No więc stało się.

Napisałam książkę.

Nie piszę książkę .

Nie mam pomysł na książkę .

Nie kiedyś chciałabym napisać .

Napisałam.

Postawiłam ostatnią kropkę. Jest tytuł. Jest całość. Jest historia, którą przez długi czas nosiłam w sobie, a teraz już nie należy tylko do mnie.

I co dalej?

No właśnie…

Nie mam zielonego pojęcia. 😂

Jestem w tym świecie kompletnym laikiem. To mój debiut. Nie znam ludzi z branży, nie wiem, do których drzwi puka się najpierw, do których później i po ilu puknięciach człowiek powinien uznać, że chyba nikogo nie ma w domu. 

Wiem tyle, ile przeczytam w internecie.

Więc zrobiłam to, co umiałam.

Usiadłam. Wyszukałam wydawnictwa. Poczytałam, czego oczekują od autorów. Przygotowałam wiadomości. Do kilku wysłałam propozycję i pierwszy rozdział.

Kliknęłam : wyślij 

I zaczęła się kolejna część tej historii.

Czekanie.

A ja i czekanie to, umówmy się, nie jest najbardziej udany związek. 

Ja bym najchętniej wysłała książkę o 8:00, o 8:17 sprawdziła pocztę, o 9:03 zastanawiała się, czy na pewno mail doszedł, a koło południa zaczęła analizować, czy brak odpowiedzi oznacza, że mnie nie chcą, czy może redaktor poszedł tylko na kawę.

Ponieważ jednak jestem w tej dziedzinie zielona jak szczypiorek na wiosnę, napisałam do Magdaleny Witkiewicz.

Pomyślałam: kobieta wydała tyle książek, zna ten świat od środka, może powie mi, czy wydawnictwa odpowiadają, nawet jeśli nie są zainteresowane, czy człowiek może sobie tak czekać aż do emerytury.

I odpisała mi bardzo krótko, ale konkretnie.

Czasem czeka się bardzo długo.

A czasem wydawnictwo nie odpowiada wcale.

No pięknie. 

Czyli pozostaje mi ćwiczyć cierpliwość, której najwyraźniej muszę się jeszcze nauczyć.

I wiecie co?

Dzisiaj otwieram pocztę i…

TADAM!

Jest odpowiedź z jednego wydawnictwa.

Nie, spokojnie. Jeszcze nie otwieram szampana. 

Nikt nie napisał: Jola, bierzemy książkę!

Nikt nie wysłał umowy.

Nikt niczego mi nie obiecał.

Poprosili o więcej informacji i o wypełnienie kwestionariusza, żeby mogli zdecydować, czy chcą uczestniczyć w tym projekcie.

Tylko tyle.

A może dla mnie właśnie aż tyle.

Bo po drugiej stronie ktoś otworzył mojego maila. Ktoś zobaczył tę propozycję. Ktoś nie wyrzucił jej od razu do kosza. Ktoś powiedział:

Dobrze. Powiedz nam więcej .

I na tym etapie naprawdę mi to wystarcza.

Nie wiem, co będzie dalej.

Może usłyszę tak

Może usłyszę nie 

Może jeszcze wiele razy nie usłyszę kompletnie nic.

Ale jednego jestem pewna.

Nie poddam się. Nie tym razem.

Bo chyba pierwszy raz nie traktuję tej książki jak jakiegoś mojego szalonego pomysłu, który może się uda, a może za tydzień mi przejdzie.

Ona jest napisana.

Skończona.

Istnieje.

A skoro już doprowadziłam ją do ostatniej kropki, to teraz zrobię wszystko, co potrafię, żeby znalazła drogę dalej.

Będę wysyłać.

Będę pytać.

Będę pukać do kolejnych drzwi.

Będę się uczyć tego świata, choć dzisiaj jeszcze niewiele o nim wiem.

I pewnie jeszcze sto razy sprawdzę pocztę bez potrzeby. 

Ale jestem pełna nadziei.

Takiej spokojniejszej niż kiedyś.

Bo nie chodzi już tylko o marzenie.

Tym razem zrobiłam coś, żeby to marzenie miało szansę się wydarzyć.

A teraz mam do Was ogromną prośbę.

Może ktoś z Was zna dobre wydawnictwo, które jest otwarte na debiutantów?

Może macie kontakt, adres albo własne doświadczenia z wydawaniem książki?

Może ktoś z Was przeszedł już tę drogę i wie, do których drzwi warto zapukać?

Piszcie do mnie. Każda podpowiedź będzie dla mnie cenna.

Ja tymczasem czekam.

I działam dalej.

Bo marzenia marzeniami, ale czasem trzeba im jeszcze trochę pomóc i samemu zapukać do właściwych drzwi. 

A Wy? Zdarzyło Wam się kiedyś zrobić coś, o czym długo marzyliście, a potem zostało już tylko czekanie na to, co przyniesie los? Jak sobie wtedy radziliście z niecierpliwością?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “Napisałam książkę. Postawiłam kropkę. I teraz… czekam.

  1. No Jola, zaskoczyłaś mnie kompletnie. Fajnie, cieszę się z tego, że dopiełaś swego. Niech Ci Pan Bóg blłogosławi w dalszych krokach, by ujrzała ta książka światło dzienne. o. Waldek

    1. O Waldemarze, dziękuję Ci z całego serca za te słowa! Mam w sobie mnóstwo nadziei, choć oczywiście gdzieś obok niej drepczą sobie małe wątpliwości. Ale wierzę, że jeśli ta książka ma ujrzeć światło dzienne, to znajdzie się dla niej właściwa droga. A takie słowa jak Twoje tylko dodają mi odwagi, żeby iść dalej. Dziękuję! ❤️

Zostaw odpowiedź