Jestem leworęczna. I żebyście wiedzieli, że kiedyś nie była to taka zwyczajna sprawa!

Był nawet czas, kiedy żegnałam się w kościele lewą ręką i siałam tym niemałe zgorszenie. Byłam ciekawym okazem, bo choć próbowano mnie przestawić na „

właściwą stronę ,jakoś nikomu się nie udało. Lewa była moja i koniec!

Podobno my, leworęczni, jesteśmy artystycznymi duszami. No cóż… moje zdolności plastyczne zatrzymały się mniej więcej na poziomie czterolatka. Muzycznie też świata nie podbiję. Nie maluję, nie rzeźbię, nie gram na żadnym instrumencie może na nerwach mojego męża i żadnego szczególnego artystycznego talentu nie posiadam.

Ale!

Potrafię upiec zakalec. I to taki porządny!  Koszulę potrafię wyprasować. A przecież to też talent! Człowiek musi umieć docenić dary, które otrzymał. 

Choć dzisiaj się z tego śmieję, moje początki w szkole wcale takie zabawne nie były. Byłam jedynym leworęcznym dzieckiem w klasie i wzbudzałam zainteresowanie. Niestety nie zawsze takie, jakiego życzyłoby sobie dziecko.

Moja wychowawczyni, pedagog przecież z wykształcenia, oznajmiła mojej mamie, że ona mnie pisania lewą ręką oduczy. I miała swoje sposoby… Przez pierwsze trzy lata szkoły skutecznie uprzykrzała mi tym życie.

Tylko jednego nie przewidziała.

Trafił jej się wyjątkowo odporny egzemplarz. 

Moja mama też miała ze mną niezłe przejścia, bo przez tę moją leworęczność musiała chodzić ze mną do poradni psychologicznej. Takie były czasy!

Pamiętam te wszystkie testy. Kazali mi skakać na jednej nodze. Którą wybrałam? Oczywiście lewą!  Kazali patrzeć przez dziurkę od klucza. Które oko? No przecież lewe!

Test za testem, ewaluacja za ewaluacją, aż w końcu moja mama usłyszała, że moja prawa półkula mózgu jest bardziej dominująca i…

TA-DAM! 

Mamy odpowiedź! Dziecko jest mańkutem! 

Dla mnie prawa ręka właściwie mogłaby nie istnieć. Lewą piszę, lewą jem, lewą chwytam, lewą robię prawie wszystko. Tak było, jest i najwyraźniej pozostanie.

I wiecie co jest najlepsze?

Mój syn Maksymilian też jest leworęczny. ❤️

Tylko że ja z nim z tego powodu nie biegam po psychologach, nie robię tragedii, nie próbuję przekładać mu długopisu do prawej ręki i nie zastanawiam się, jak go naprawić

Ludzie! My, leworęczni, naprawdę jesteśmy tacy sami jak praworęczni! Po prostu długopis trzymamy w drugiej ręce, czasem rozmazujemy sobie to, co przed chwilą napisaliśmy, i od czasu do czasu zastanawiamy się, kto zaprojektował te wszystkie nożyczki, otwieracze i inne wynalazki. 

A moja wychowawczyni?

Celu nie osiągnęła. Jak byłam leworęczna, tak jestem. Cóż… nie każdy pedagog słuchał wszystkich wykładów. Moja pani chyba akurat ten o leworęcznych dzieciach przespała. 😂

Dlatego dzisiaj z dumą podnoszę moją lewą rękę! 

Bez talentu malarskiego.

Bez talentu muzycznego.

Za to z niepodważalnym talentem do zakalca, prasowania koszul i przetrwania prób zrobienia ze mnie praworęcznej. 

A jak jest u Was? Jesteście leworęczni? Macie leworęczne dzieci, męża, żonę, rodziców albo kogoś w rodzinie? I najciekawsze czy Was albo kogoś z Waszych bliskich też kiedyś próbowano „przestawiać” na prawą rękę?

Podzielcie się, bo jestem bardzo ciekawa, ile nas tutaj jest! 


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź