Umiecie odpoczywać?
Tak naprawdę.
Bez poczucia winy, że przecież można byłoby jeszcze coś zrobić, zarobić, załatwić, posprzątać, nadrobić.
Czym jest dla Was weekend?
Czy czekacie na niego przez cały tydzień? Czy pozwalacie sobie na wolną sobotę, niedzielę, wyjazd, wakacje? A może weekend stał się po prostu kolejnymi dwoma dniami pracy?
Ostatnio bardzo dużo myślę o odpoczynku.
Żyjemy w czasach, w których praca stała się niemal wyznacznikiem wartości człowieka. Kto więcej pracuje, ten bardziej zaradny. Kto bierze dodatkowe godziny, ten odpowiedzialny. Kto nie odmawia pracy, ten pracowity.
Tylko gdzie w tym wszystkim jest granica?
Bo przecież pieniądze są potrzebne. Rachunki same się nie zapłacą. Dzieci kosztują. Życie kosztuje. W New Yorku chyba szczególnie dobrze wiemy, jak szybko pieniądze potrafią znikać z konta.
Tylko czy naprawdę człowiek może pracować bez końca?
Siedem dni w tygodniu.
Tydzień za tygodniem.
Miesiąc za miesiącem.
Bez niedzieli.
Bez dnia, w którym rano nie trzeba patrzeć na zegarek.
Bez zwyczajnego:
– Dzisiaj nigdzie nie muszę iść.
I nie chodzi nawet o wielkie wakacje, drogie hotele czy egzotyczne podróże.
Chodzi o jeden zwyczajny dzień.
Śniadanie razem.
Kawę wypitą bez pośpiechu.
Mszę.
Spacer.
Grilla.
Film obejrzany z dziećmi.
Wyjście do parku.
Albo nawet siedzenie we własnym domu i robienie… niczego szczególnego.
Bo może właśnie te zwyczajne dni są jednymi z najważniejszych w naszym życiu?
A co na to Pismo Święte?
Odpoczynek pojawia się już na samym początku Biblii.
„A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego.”
(Rdz 2,2)
Bóg ustanawia rytm.
Praca.
I odpoczynek.
Sześć dni i dzień zatrzymania.
Jeszcze mocniej brzmią słowa z Księgi Wyjścia:
„Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia. Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana.”
(Wj 20,9–10)
To nie jest propozycja dla tych, którzy akurat mają czas.
To nie jest luksus.
To część Bożego porządku.
Ale jest jeszcze scena z Ewangelii św. Marka, która mówi o odpoczynku bardzo konkretnie.
Uczniowie Jezusa byli tak zajęci, że ludzie przychodzili i odchodzili, a oni nie mieli nawet czasu, żeby spokojnie zjeść.
Brzmi znajomo?
I wtedy Jezus mówi:
„Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco.”
(Mk 6,31)
Jezus nie powiedział:
Jeszcze trochę.
Wytrzymajcie.
Trzeba pracować.
Ludzie czekają.
Dacie radę.
Powiedział:
Wypocznijcie.
Bo widział ich zmęczenie.
A my czasami przestajemy widzieć własne.
Czy praca może zabrać nam za dużo?
Ogromnie szanuję ludzi pracowitych. Tych, którzy potrafią zakasać rękawy, nie boją się ciężkiej pracy i chcą zapewnić rodzinie bezpieczeństwo.
Tylko że można pracować dla rodziny, a jednocześnie nie zauważyć momentu, w którym przez tę pracę zaczyna się tracić czas z rodziną.
Bo dzieci nie będą dziećmi wiecznie.
Nie będą zawsze czekały na wspólne wyjście.
Nie zawsze będą chciały siedzieć z nami przy stole.
Nie zawsze będą wołały:
– Tato, chodź!
– Mamo, zobacz!
Przyjdzie taki moment, kiedy będą miały swoje życie.
I wtedy możemy mieć więcej pieniędzy.
Tylko nie będziemy mogli kupić za nie ani jednej soboty sprzed dziesięciu lat.
Ani jednego wspólnego śniadania.
Ani jednego spaceru.
Ani jednego wieczoru, który można było spędzić razem.
Czasu nie da się odłożyć na później.
A może odpoczynek też jest odpowiedzialnością?
Czasami słyszymy:
– Muszę pracować.
– Teraz jest taki czas.
– Jeszcze trochę.
– Trzeba wykorzystać okazję.
– Odpocznę później.
Tylko kiedy jest to „później”?
Za miesiąc?
Za rok?
Kiedy dzieci dorosną?
Kiedy organizm sam powie: dość?
Nie wierzę, że człowiek został stworzony tylko po to, żeby pracować, płacić rachunki, spać kilka godzin i następnego dnia zaczynać wszystko od nowa.
Psalm 127 mówi:
„Daremnym jest dla was wstawać przed świtem, wysiadywać do późna – dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko; tyle daje On i we śnie tym, których miłuje.”
(Ps 127,2)
Może czasami trzeba sobie przypomnieć, że nie wszystko zależy od nas.
Że świat się nie zawali, jeśli przez jeden dzień nie będziemy pracować.
Że odpoczynek nie jest lenistwem.
Że niedziela nie jest stratą czasu.
Że wspólny dzień z rodziną też ma swoją wartość – tylko nie da się jej wpisać do tabelki ani zobaczyć na koncie.
Jest jeszcze zdrowie.
I chyba o tym również za mało mówimy.
Człowiek może długo powtarzać:
– Nic mi nie jest.
– Daję radę.
– Jestem przyzwyczajony.
Tylko ciało ma swoje granice.
Psychika ma swoje granice.
Każdy człowiek je ma.
I czasami organizm przez bardzo długi czas znosi nasze tempo, aż w końcu sam zaczyna domagać się zatrzymania.
Dlatego odpoczynek nie powinien być nagrodą za wykonanie całej pracy.
Bo pracy przecież nigdy nie wykonamy całej.
Zawsze znajdzie się coś następnego.
Odpoczynek jest częścią życia.
A co dzieje się wtedy z małżeństwem?
Jest jeszcze jedna rzecz, o której chyba za mało się mówi.
Co dzieje się z relacją dwojga ludzi, kiedy jedno z nich pracuje właściwie bez przerwy?
Czy można miesiącami mijać się w drzwiach, widzieć głównie rano albo późnym wieczorem, rozmawiać przede wszystkim o rachunkach, dzieciach, zakupach i tym, co jeszcze trzeba załatwić – i jednocześnie zachować tę samą bliskość?
Przecież małżeństwo też potrzebuje czasu.
Nie tylko wielkich randek, romantycznych wyjazdów czy kolacji przy świecach.
Potrzebuje zwyczajnej codziennej obecności.
Kawy wypitej razem.
Rozmowy bez patrzenia na zegarek.
Wspólnego obiadu.
Spaceru.
Śmiechu.
Czasem nawet wspólnego siedzenia na kanapie i nierobienia niczego.
Bo bliskość nie znika zazwyczaj jednego dnia.
Ona może rozluźniać się powoli.
Najpierw brakuje czasu na rozmowę.
Potem człowiek przyzwyczaja się, że drugiej osoby ciągle nie ma.
Każdy zaczyna żyć swoim rytmem.
Jedno pracuje.
Drugie organizuje dom, dzieci i swoją codzienność.
I nawet nie wiadomo, kiedy z małżeńskiego „my” zaczynają powstawać dwa osobne „ja”, które spotykają się gdzieś pomiędzy obowiązkami.
Czy ciągła praca może właśnie do tego prowadzić?
Czy można kochać się tak samo, a jednak przez brak wspólnego czasu zacząć się od siebie oddalać?
To ważne pytania, szczególnie dzisiaj, kiedy tak łatwo usprawiedliwić wszystko jednym zdaniem:
– Przecież robię to dla rodziny.
Tylko rodzina potrzebuje nie tylko tego, co przynosi się do domu.
Potrzebuje również człowieka, który do tego domu wraca i naprawdę w nim jest.
Małżeństwo nie żyje przecież samymi obowiązkami. Potrzebuje obecności, zainteresowania, rozmowy, dotyku, wspólnych chwil i poczucia, że nadal jesteśmy dla siebie ważni.
Może dlatego odpoczynek jest potrzebny nie tylko naszemu ciału.
Czasami odpoczynku potrzebuje również małżeństwo.
I jeszcze jedno rodzina.
Czy uważacie, że wolne weekendy zbliżają rodzinę?
Ja uważam, że bardzo.
I wcale nie trzeba wyjeżdżać.
Czasami największą wartość ma dzień spędzony w domu. Wspólne gotowanie, grill, kawa, rozmowa, dzieci biegające obok, może jakiś film, spacer, planszówka.
Nic spektakularnego.
A jednak jesteśmy razem.
Bo rodziny nie buduje się tylko pieniędzmi.
Buduje się ją obecnością.
Czasem.
Rozmową.
Wspomnieniami.
Tym zwyczajnym:
Jestem dzisiaj z Wami. Nigdzie nie muszę iść.
I chyba właśnie tego nie powinniśmy odkładać na później.
Dlatego dzisiaj pytam Was zupełnie serio:
Umiecie odpoczywać?
Czym dla Was jest weekend?
Pozwalacie sobie na wolne soboty i niedziele? Na wakacje? Na dzień, w którym po prostu jesteście razem?
Czy Wasi mężowie albo żony pracują siedem dni w tygodniu? Jeśli tak, jak Wy do tego podchodzicie?
Akceptujecie to, bo takie jest życie i trzeba zarabiać?
Rozmawiacie o tym?
Próbujecie postawić jakąś granicę?
A może z czasem pogodziliście się z tym, że druga osoba pracuje tyle, ile chce albo ile musi?
Czy zauważyliście, że brak wspólnego czasu wpływa na Waszą relację?
Czy wolny weekend rzeczywiście zbliża rodzinę?
Czy wspólnie spędzony czas nawet najzwyklejszy dzień we własnym domu sprawia, że znowu jesteśmy bliżej siebie?
I jeszcze jedno pytanie, chyba najważniejsze:
Czy można tak bardzo pracować dla swojej rodziny, że któregoś dnia odkryje się, że zabrakło czasu, żeby z tą rodziną po prostu żyć?
Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami.
Może ktoś, kto przeczyta Wasz komentarz, właśnie dzisiaj przypomni sobie o czymś bardzo prostym:
Praca zawsze jakaś będzie.
Ale dzieci dorosną.
My będziemy starsi.
Zdrowie nie jest dane raz na zawsze.
A czasu spędzonego razem nikt nam później nie odda.
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.