Gosia potrafi przyprawić mnie o prawdziwy zawrót głowy. Taki dobry, głęboki bo jej słowa nie przelatują przeze mnie jak stek informacji. One drążą we mnie jak woda w skale , do której potem wlewa się fala miłości i zadumy nad tym, co naprawdę ważne, co ma sens.

I dziś znowu tak było.

Podała nam fragment. Kilka zdań. A w nich słowa:

„wtulić twarz w Jego bliskość, odsłonić swoje przeżycia przed Nim w poczuciu bezpieczeństwa i więzi, być wysłuchanym i przyjętym bez żadnych warunków…”

Czytając to, aż chlipnęłam.

Bo zrobiło mi się ciężko… tak jakoś głęboko.

Bo ja tego nie znałam.

Mój ojciec nie był wylewny. Uczucia? To była słabość. Miękkość, na którą nie było miejsca. Płacz? Lepiej nie. A jak już był  to musiałaś wiedzieć, za co płaczesz… a jeśli nie wiedziałaś, to „pomagał” tak, że już wiedziałaś.

Nie było wtulenia. Nie było rozmów. Nie było tego poczucia, że jestem ważna.

„Zrozumiesz, jak dorośniesz” słyszałam.

Ale nikt nie uczył, jak żyć, jak kochać, jak być blisko.

Więc kiedy dziś słyszę te słowa wtulić twarz w Jego bliskość

one są dla mnie jak poduszka z puchu. Jak delikatność jedwabiu. Jak coś miękkiego, co mnie otula czego nigdy wcześniej nie znałam.

Ale to nie przyszło od razu.

Kiedy przyszłam do wspólnoty, miałam w sobie bunt. Złość. Może nawet nienawiść do Boga.

Bo jak mam ufać Komuś, kto jak mi się wydawało dał mi takie życie? Takie dzieciństwo?

Nie rozumiałam. Nie chciałam słuchać.

Byłam gotowa się kłócić, stawiać, odrzucać to wszystko.

Bo jak to wtulić się w ramiona Boga? Jak?

Przecież nikt mnie tego nie nauczył.

My dzieci wychowane w tamtych czasach nie byłyśmy uczone czułości. Nie byłyśmy tulone, wysłuchiwane, upewniane, że jesteśmy ważne. Może ktoś tak miał… ja nie.

I właśnie tam w tej mojej szorstkości, w tym bólu wspólnota pokazała mi coś innego.

Że mogę przyjść do Boga taka, jaka jestem.

Że mogę wylać przed Nim wszystko  cały ból, cały żal, wszystko, co noszę.

Że On nie odrzuci. Nie wyśmieje. Nie ukaże za łzy.

I pamiętam ten moment… kiedy pierwszy raz naprawdę „wtuliłam twarz w Jego bliskość”.

Oddałam Mu siebie. Bez udawania.

I wtedy zaczęła się rewolucja. Prawdziwa. Głęboka.

Bo w tej ciszy zaczęłam odkrywać, że w człowieku są miejsca ukryte takie, których nikt nie widzi. Przestrzenie tęsknoty, niedopowiedzianych pragnień, potrzeby bycia przyjętym bez warunków, bez lęku.

I właśnie tam w tej najdelikatniejszej głębi Bóg przychodzi.

Nie siłą.

Ale cicho… jak powiew wiatru.

Jak Ojciec, który nie odsuwa, gdy przychodzisz poraniona.

Jak Przyjaciel, który słucha, nawet gdy mówisz chaotycznie i przez łzy.

Jak Miłość, która po prostu jest bez warunków.

Bóg jest nieskończenie dobry.

Nie gdzieś daleko ale tu, blisko, w codzienności.

Widzi więcej. Rozumie więcej. Daje więcej, niż jesteśmy w stanie pojąć.

Daje swoją obecność nawet gdy wszystko się chwieje.

Daje pokój nie dlatego, że życie jest łatwe, ale dlatego, że On jest blisko.

Daje miłość nie za coś. Po prostu.

I co najpiękniejsze On chce relacji.

Nie opartej na strachu czy obowiązku.

Ale takiej, w której mogę być sobą. Całą sobą.

Z ranami. Z pytaniami. Z wiarą i jej brakiem.

Z tym wszystkim, co we mnie jeszcze nieuleczone.

Dziś wiem, że ta tęsknota, którą nosiłam całe życie za bliskością, za byciem kochaną to nie była słabość.

To było Jego wołanie we mnie.

I dlatego chcę iść za tym.

Chcę iść w głąb tej relacji.

Chcę żyć z Nim, mówić o Nim, wracać do Niego ciągle od nowa.

Bo czasem wystarczy zatrzymać się.

Zamilknąć.

I po prostu być.

Położyć swoje serce w Jego dłoniach.

Wtulić się w Jego obecność.

Pozwolić sobie być kochaną.

Bo Bóg naprawdę jest dobry.

I Jego miłość nie ma końca.

Ale trzeba chcieć Go szukać.

Trzeba pozwolić się prowadzić.

Potrzebujemy formacji żeby uczyć się rozpoznawać Jego głos, odróżniać go od własnych lęków i złych podszeptów.

Bo Bóg bardzo często mówi do nas przez drugiego człowieka.

Dlatego tak ważna jest wspólnota. Ludzie, którzy idą tą samą drogą, którzy pomagają zobaczyć więcej, głębiej, prawdziwiej.

Jeśli szukasz nie bój się.

Szukaj wspólnot przy kościołach. Szukaj ludzi, którzy też pragną Boga.

A jeśli czujesz w sercu poruszenie zapraszam Cię do mojej wspólnoty Lew Judy na Manhattanie.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź