Są takie chwile w Adwencie, które są dla mnie jedyne, niepowtarzalne i takie inne.
Dla mnie jedną z nich jest właśnie Niedziela Gaudete – niedziela radości pośród oczekiwania.
Radości cichej, ciepłej, delikatnej… takiej, innej niż wszystkie.
Zawsze wzrusza mnie moment, gdy kapłan zapala różową świecę.
Ten kolor przypomina mi nowo narodzonego noworodka – różowiutkiego, cieplutkiego, kruchego, a jednocześnie cudu nad cudami.
I dokładnie taka radość wtedy na mnie spływa – prosta, czysta, prawdziwa.
Jakbym miała kolejne dziecko w ramionach – taką radość nie do opisania!
Adwent uczy cierpliwości.
Uczy, że nawet w biegu, nawet w zmęczeniu, można znaleźć przestrzeń na Boga i na miłość.
Nasza niedziela często jest w pędzie – jedyna wolna, pełna obowiązków, przygotowań domu i życia na kolejny tydzień.
A jednak… jest w niej coś świętego.
Bo jesteśmy razem.
Wczoraj Nowy Jork zasypał śnieg.
Wszystko było białe, bajkowe, jak z innego świata.
Drogi śliskie, mnóstwo wypadków, niepokój w sercu, ale oczy zachwycone pięknem stworzenia.
Zakupy, ostrożna jazda, śnieg padający aż do południa…
A potem wieczorna Msza Święta.
I właśnie ten moment kocham najbardziej.
Gdy mogę razem z moim mężem stanąć przed Bogiem.
Gdy celebrujemy wspólną Mszę Świętą – nie tylko jako obowiązek, ale jako dar.
Jak ja kocham ten czas…
Mogłabym z Nim wyjechać na bezludną wyspę i nie nudziłabym się ani chwili.
Bo tam, gdzie jest miłość, tam jest pełnia.
Niedziela Gaudete jest dla mnie małym świętem.
Takim przedsmakiem tego, co już za kilka dni się wydarzy.
Zapowiedzią Światła, które przychodzi.
Nadzieją, że Bóg jest blisko – bliżej, niż nam się wydaje.
Kocham Boże Narodzenie.
Kocham ten czas oczekiwania.
Kocham Jezusa, który przychodzi cicho, bez rozgłosu, do zwykłego życia.
I kocham mojego męża – za to, że mogę iść z Nim przez ten Adwent, przez każdą niedzielę, przez każdy dzień.
Gaudete.
Radujcie się.
Bo Pan jest blisko.
A dla Was – co jest pięknego w Adwencie?
Podzielcie się proszę 🤍
Dobrego dnia, kochani.
Dziś już poniedziałek, 15 grudnia, godzina 6:00 rano.
Nowy Jork przywitał nas –8°C, a w połączeniu z wiatrem od oceanu jest zimno i mroźno tak, jakbyśmy znaleźli się na jakiejś Antarktydzie.
Dlatego trzymajcie się ciepło, otulajcie szalikami, kurtkami i… dobrym słowem.
Niech ta wczorajsza niedzielna radość niesie nas przez cały nowy tydzień ❄️🤍
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.