Ostatnimi czasy mam okazję poznawać wielu nowych ludzi.

To rozmowy „po drodze” — czasem przy stole, czasem na spacerze, czasem zupełnie przypadkowe, ale prawdziwe.

Dużo słucham. Mało mówię.

I kiedy słucham ludzi — ich historii, emocji, niedopowiedzeń — coś we mnie zostaje.

Te rozmowy nie kończą się w chwili pożegnania. Wracają. Zostają w myślach. Czasem długo pracują.

Właśnie z nich powstał ten tekst.

Nie był zaplanowany.

Sam się napisał — jako podsumowanie tego, co usłyszałam i co poruszyło mnie głęboko.

Im dłużej słucham, tym wyraźniej widzę jedno:

relacje rzadko rozpadają się z jednego powodu.

Ale bardzo często zaczynają się rozpadać w momencie, gdy znika rozmowa.

Nie jestem psychologiem ani terapeutą.

Jestem tylko uważnym słuchaczem.

A niemal każdy, z kim rozmawiam, mówi coś bardzo podobnego:

„Gdzieś po drodze przestaliśmy ze sobą rozmawiać”.

Niby są razem.

Śpią w jednym łóżku.

Mieszkają w jednym domu.

Dzielą codzienność, obowiązki, kalendarze, rachunki.

Funkcjonują jak sprawnie działający zespół.

I właśnie w tym wszystkim jest coś, co przestaje działać.

Nie ma awarii.

Nie ma jednej kłótni, jednego momentu „koniec”.

Jest cisza. Albo rozmowa ograniczona do minimum.

– kup

– zrób

– zapłać

– pamiętaj

Technicznie wszystko się zgadza.

Emocjonalnie — coraz mniej.

Nawet gdy rozmawiają, często robią to z telefonem w dłoni.

Ekran leży na stole.

Powiadomienia migają.

Uwaga ucieka.

Social media stały się pierwszą i ostatnią czynnością dnia.

Często ważniejszą niż osoba siedząca obok.

Niż dzieci, które chcą coś opowiedzieć.

Niż partner, który chce być zauważony.

I wtedy czasem pytam:

Czy mówisz tej drugiej osobie, co naprawdę czujesz?

Czy trzymasz ją za rękę bez powodu?

Czy patrzysz w oczy, kiedy mówisz — bez ekranu pomiędzy?

Zapada cisza.

Albo pojawia się śmiech.

Trochę nerwowy. Trochę obronny.

Dla wielu to brzmi staroświecko.

Bo dziś liczy się wolność.

Szybkość. Wygoda. Brak zobowiązań.

Natychmiastowość.

Tak samo podchodzi się często do bliskości i seksu.

Ma być szybko. Bez rozmowy. Bez odpowiedzialności.

Jak zaspokojenie potrzeby.

A ja widzę to inaczej.

Dla mnie bliskość to obecność.

To relacja.

To spotkanie dwóch ludzi — nie czynność do odhaczenia.

Nie wierzę w dotyk bez uważności.

Nie wierzę w bliskość bez rozmowy.

Dla mnie to coś pięknego, intymnego, czasem wręcz świętego —

co ma sens tylko wtedy, gdy naprawdę się spotykamy.

Dlatego czasem, w tych rozmowach, pozwalam sobie coś zaproponować.

Nie radę. Nie receptę.

Raczej zaproszenie.

Mówię: spróbujcie jednego weekendu tylko dla siebie.

Bez pośpiechu.

Bez planów.

Bez obowiązków.

Wyjdźcie na spacer.

Usiądźcie razem.

Popatrzcie sobie w oczy.

Potrzymajcie się za ręce.

Bez seksu — nie dlatego, że jest zły,

ale dlatego, że czasem warto najpierw odzyskać rozmowę, spokój i obecność.

I jeszcze jedno:

odłóżcie telefony.

Na chwilę.

Na jeden weekend.

Nic się nie stanie.

Świat się nie zawali.

Za to może wydarzyć się coś ważniejszego:

poczucie, że znowu jesteście razem — naprawdę.

Często się śmieją.

Mówią, że to naiwne.

Że dziś nikt tak nie żyje.

A chwilę później mówią, że czują się samotni.

Że są z kimś, ale jakby obok.

Że śpią obok drugiego człowieka, a nie czują jego obecności.

I ja nie wierzę, że ludzie nie chcą miłości.

Nie wierzę, że nie potrzebują bliskości.

Myślę, że wielu z nas po prostu zapomniało, jak do niej wracać.

Albo nigdy nie nauczyło się, że rozmowa, cisza i obecność

też są formą intymności.

Po tych rozmowach rozchodzimy się.

Każdy ze swoimi wnioskami.

Ze swoimi pytaniami.

Ze swoimi rzeczami do przepracowania.

Ja też.

Myślę o tym, co słyszę od innych.

Ale też o tym, co sama wybieram.

Jak chcę być w relacji.

Jak chcę rozmawiać.

Jak chcę kochać.

Bo komunikacja to nie jest gadanie.

To uważność.

To obecność.

To gotowość, żeby być z drugim człowiekiem naprawdę —

nie obok, nie przy okazji, nie między powiadomieniami.

Zostaję z pytaniami.

Zostawiam je też Tobie:

Kiedy ostatnio byłeś / byłaś naprawdę z partnerem — bez telefonu?

Czy potrafisz być blisko, nie uciekając w ekran ani w „załatwianie potrzeb”?

Czy wolność dała Ci spełnienie…

czy tylko lepiej opakowaną samotność?

A jeśli to wszystko brzmi staroświecko —

przyjmuję to bez wstydu.

Bo nadal wierzę,

że rozmowa, cisza, bliskość

i bycie razem na 100%

potrafią uratować więcej, niż nam się wydaje

.A Ty jak to widzisz?

Co według Ciebie najczęściej oddala ludzi od siebie?

Jaki moment sprawia, że relacja zaczyna się psuć — po cichu, bez wielkich słów?

Jeśli masz ochotę, podziel się swoim spojrzeniem.

Rozmowa — ta prawdziwa — zawsze zaczyna się od uważności.

Jeśli chcesz, zostaw tu swoją myśl.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź