Nie wiem, czy też tak masz, ale czasem jedno słowo potrafi rozwalić człowieka od środka.
Wystarczyło jedno zdanie od Alicji, żeby coś we mnie pękło.
Jakby ktoś rozgrzebał ranę, którą zakopałam głęboko, myśląc, że już dawno się zagoiła.
Nie chciałam do tego wracać.
Nie chciałam znowu grzebać w tym, co bolało.
A jednak — wróciło.
I zrozumiałam, że moja dusza woła o uzdrowienie.
Bo czasem życie zakłada nam maski i mówi:
„Nie płacz.”
„Nie wracaj do przeszłości.”
„Nie pokazuj słabości.”
Ale to kłamstwo!
Bo dopiero wtedy, gdy pozwolimy sobie pęknąć, Bóg może wlać w nas swoje światło.
Pamiętam słowa nauczycielki z polskiego:
„Przesiejemy was, zostaną tylko najlepsi.”
I pamiętam, jak bolało.
Jak człowiek chciał wierzyć, że jest coś wart, a słyszał tylko:
„Nie nadajesz się. Jesteś słaba. Jesteś do niczego.”
W domu też nie było tych słów, których tak bardzo potrzebowałam.
Nie było: „dasz radę”, „jesteś wyjątkowa”, „wierzę w ciebie.”
Było przetrwanie.
Było: „bierz, co życie daje, i nie wychylaj się.”
A ja?
Ja chciałam więcej!
Chciałam żyć!
Marzyć, kochać, śmiać się, tańczyć, doświadczać!
Ale rzeczywistość przygniatała.
Życie w małym mieście gasiło płomień.
To były lata 90-te — czas, gdy w małych miastach nie było pracy, nie było perspektyw, nie było przyszłości.
Ludzie uciekali — do większych miast, za granicę, gdziekolwiek, byle dalej.
A ja? Dokąd miałam iść? Do kogo? Za co?
Nie miałam wtedy skrzydeł, tylko marzenia.
A marzenia nie płacą rachunków.
I myślałam, że tak już musi być — aż do dziś.
Dziś czuję, że to nie koniec.
Napisałam do naszego Ojca Rafała — tego, który ma w sobie ogień Ducha Świętego.
Tego, który jak mówi, to ziemia drży!
I wyobraź sobie: ja wylewam z siebie cały ból, wszystkie te lata, ten ciężar, a on odpisuje tylko jedno:
„Jesteś wielka! Dajesz radę! Jesteś Boża!”
I wiesz co?
Jakby mi ktoś dał zastrzyk życia prosto w serce!
Nagle łzy — ale nie z bólu, tylko z wdzięczności!
Bo ktoś zobaczył we mnie więcej, niż ja sama w sobie widziałam.
Bo ktoś przypomniał mi, że Bóg mnie nie zostawił!
I zrozumiałam — Bóg działa przez takich kapłanów!
Przez ludzi, którzy nie moralizują, ale dotykają serca.
Którzy mają moc, charyzmę, pasję, szczerość, święty ogień!
Którzy nie patrzą z góry, tylko siadają obok i mówią:
„Chodź, damy radę razem.”
I to jest właśnie Ojciec Rafał.
Człowiek, który rozbraja słowem, który ma w oczach niebo i w sercu wulkan! 🌋
W sobotę idę na spotkanie modlitewne z nim.
I czuję, że to nie będzie zwykłe spotkanie.
To będzie eksplozja łaski, mocy, uzdrowienia i życia!
Czuję, że Bóg już szykuje coś wielkiego.
Że Duch Święty już rozkłada skrzydła.
Że niebo się otwiera!
Bo kiedy spotykasz takich kapłanów — chce się żyć!
Chce się tańczyć, śmiać, biec, płakać z radości, że Bóg działa naprawdę!
Że On posyła swoich ludzi — swoich aniołów w ludzkich szatach — żeby nas podnieśli, otrzepali i powiedzieli:
„Wstawaj, dziecko! Jeszcze nie koniec! Teraz dopiero zaczyna się życie!”
I ja w to wierzę.
Wierzę w moc modlitwy.
Wierzę w słowo, które potrafi uzdrowić.
Wierzę w Boga, który posyła takich kapłanów jak Ojciec Rafał.
Bo jak on mówi, to nawet szyby drżą — a serce rośnie jak skrzydła anioła.
I wtedy już wiesz, że jesteś dokładnie tam, gdzie Bóg chciał, żebyś była.
Więc ja idę.
Z sercem otwartym.
Z ogniem w oczach.
Z wiarą, że jeszcze wszystko przede mną.
Bo Bóg jest dobry. Bóg jest mocny. Bóg działa!
A Ty?
Idziesz ze mną?
Chodź! Zabierz się ze mną!
Zapraszam Cię — zobacz, jak Bóg działa naprawdę!
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.