Macie wśród znajomych albo w rodzinie kogoś, kogo naprawdę ciężko jest obdarować czymkolwiek? A może nie byle czym, tylko czymś, co zrobi to prawdziwe „WOW”, co zostanie w serduchu jak pieczęć? Bo ja mam! I ludzie, ratujcie, bo stoję nad największym życiowym wyzwaniem!
Mam mamę. Ale… totalnie nie do obdarowania.
16 września ma urodziny – a ja już mam stres po wcześniejszych próbach.
✔️ Był masaż i spa (myślałam, że się rozluźni – wyszła jeszcze bardziej spięta 🤷♀️).
✔️ Był fryzjer (ładniej, ale bez „ochów i achów”).
✔️ Były kubeczki (piła z nich, ale bez banana na twarzy).
✔️ Były perfumy, biżuteria i cała reszta klasyków (meh, meh i jeszcze raz meh).
✔️ A nawet wycieczka – i co? I dalej brak efektu „WOW, daliście czadu!”.
A ja tylko marzę, żeby przez chwilę zobaczyć ten uśmiech od ucha do ucha, taki banan 🍌 na buzi, i żeby powiedziała: „No, to mi się podoba!”.
I teraz pytanie:
Czy powinnam olać temat i udawać, że zapomniałam – bo może wtedy sama się ucieszy, że ma w końcu święty spokój?
Czy mam zamówić alpaki do ogródka, żeby robiły show i chrupały marchewki prosto z ręki?
A może wynająć kwartet smyczkowy, który zagra jej „Sto lat”… ale w wersji rockowej, żeby aż szyby drżały?
Albo posłać do niej striptizera w stroju hydraulika – bo kto by się nie ucieszył, że wreszcie ktoś naprawi wannę? 😅
Ludzie, ratujcie, bo pomysłów mam coraz mniej, a stresu coraz więcej. Chcę tylko raz w życiu zobaczyć ten banan od ucha do ucha i usłyszeć: „No, to mi się podoba!”.
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.